expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

poniedziałek, 31 lipca 2017

Józefa z Średniawskich Bulanda - bratanica i chrześnica Andrzeja Średniawskiego



Józefa z Średniawskich Bulanda przyszła na świat jako najmłodsze dziecko Kazimierza Średniawskiego i Teofili z Mączyńskich.  Przypuszczamy, że mogła się urodzić już na Górnej Wsi lub w Myślenicach, gdyż jej chrzestnym został Andrzej Średniawski, a nie mamy informacji, żeby odwiedzał brata w Chersońskiej Guberni. Kiedy toczy się postępowanie spadkowe, a więc po 13 listopada 1931, Józefa jest jeszcze niepełnoletnia.

Podobnie jak i odnośnie starszego rodzeństwa, tak i w przypadku Józefy Średniawskiej niewiele wiemy na temat jej dzieciństwa. Trochę faktów podała ona sama, wspominając (w rozmowie z Antonim Walaszkiem) Andrzeja i Zofię Średniawskich. Pamiętała, że chodziła do ogrodu dzierżawionej przez Średniawskiego Chowańcówki – zwanej wcześniej Michałkówką, na papierówki. Pytała Zofię, czy może iść na jabłka, a ta jej pozwalała zerwać jedno albo dwa. Musiały się raczej lubić z Zofią, gdyż ta dała jej do poczytania listy Józefa Rogozińskiego z młodości (gdy pisał do matki, będąc w szkołach).

Więcej informacji, które posiadamy, dotyczy jej etapu wchodzenia w dorosłość. To Józefa została tą „zastrzeżoną  przez Średniawskiego w testamencie jedyną osobą”, która zajmie się rodzinnym gospodarstwem, gdyż Średniawski zapisał je dzieciom Kazimierza z tem warunkiem, że gruntu dzielić nie można bo jego obszar/ niecałe 4 morgi gruntu ornego wraz z ogrodem/ zaledwie wystarczy na skromne utrzymanie (więcej tu: http://sredniawski.blogspot.com/2014/12/ostatnie-mojej-woli-rozporzadzenie.html). Tak więc dzielić gospodarstwa Średniawski nie pozwolił. Karol Średniawski był w Legii Cudzoziemskiej, Felicja nie żyła, Stefania założyła własną rodzinę, więc obowiązek poprowadzenia gospodarstwa przeszedł na Józefę. Z racji tego, że była niepełnoletnia, pieczę nad nią (zapisane jest to w postępowaniu spadkowym) sprawowała matka.

Józefa wprowadziła się razem z matką do Zofii po śmierci Andrzeja. Pomagała prowadzić gospodarstwo. To ona wspominała, że  Średniawska nie lubiła gołębi i gdy Józefa przywoziła jakieś z Krakowa, Zofia dawała jej dwa razy tyle, ile kosztowały, żeby się ich pozbyła. Nie lubiła ich trzepotu skrzydeł, przerażało ją to. 
Józefa przejęła po Andrzeju nawyk zapisywania wydatków na gospodarstwo, czego dowodem jest książka kasowa, w której odnotowywane są poszczególne sumy pieniężne i ich przeznaczenie.



Notes Józefy Bulandowej z zapisem wydatków. W zbiorach ZHRL-u
Razem z matką pisały listy do Karola, przebywającego w Legii Cudzoziemskiej. Naiwnie dały się nabrać oszustowi, który jak twierdził, znał  Karola z Legii i przyjechał na Górne Przedmieście na jego prośbę. Nakarmiły go i prawdopodobnie podarowały trochę pieniędzy, za co Karol robił im listownie ogromne wyrzuty.
Józefa w listach od brata otrzymywała porady odnośnie gospodarstwa (sprzedaż lasu i dzierżawa ziemi). Prawdopodobnie z dużą niechęcią w listach Józefa i matka wypowiadały się o Matkowskim, a i na Stefanię się żaliły; świadczą o tym strofowania czynione im przez Karola. Niechęć do Matkowskiego pozostała w Józefie. Kiedy A. Walaszek odbył z nim rozmowę na temat Średniawskiego, a ten już wyszedł, Józefa ostrzegała adwokata, że jest to człowiek nieuczciwy, dwulicowy.

Józefa wyszła za mąż za Franciszka Bulandę z Wrząsowic. Musiało to mieć miejsce jeszcze przed śmiercią Zofii Średniawskiej (zmarła na początku 1934 roku), gdyż Józefa wspomina, że otrzymała zamiast prezentu 100 złotych na wesele od Józefa Rogozińskiego – syna Zofii, ale już po śmierci Średniawskiego (1931). Mało prawdopodobne jest, że Józef przyjechał na wesele Józefy Średniawskiej po śmierci matki. Józefa odebrała syna Średniawskiej jako człowieka uprzejmego i grzecznego, który chętnie z nią rozmawiał o gospodarstwie i dało się odczuć, że te sprawy go interesowały.

Ze związku z Bulandą Józefa miała syna, Bronisława. W małżeństwie raczej nie układało się dobrze. Dowodem na to może być projekt testamentu, który przygotowywała. Józefa prawdopodobnie była świadoma, że umiera (chorowała na gruźlicę), albo czuła się zagrożona ze strony męża i dlatego zdecydowała się na taki krok w tak młodym wieku. Swoim dziedzicem ustanowiła syna Bronisława i tylko jemu przepisała majątek, całkowicie z dziedziczenia wykluczając męża. Wytłumaczyła powody swojej decyzji. Mąż postępował wobec niej tak, że nie mogła z nim żyć. Zapisała, że nastawał na jej zdrowie, nie dbał o nią i syna, nie przykładał się do utrzymania rodziny, a wręcz przeciwnie, trwonił majątek. Zaznaczyła także, że okłamał ją przed ślubem, bo twierdził, że rodzice przepiszą mu spory majątek.
Dziedziczyć miał Bronisław. jednak z powodu jego nieletności miała nim opiekować się Fundacja Dom Ludowy "Niwa" w Krakowie przy ulicy Wiślnej 33. Miała ona czuwać nad jego wychowaniem i to miało być warunkiem substytucji. Gdyby syn nie chciał lub nie mógł być dziedzicem spadku, przeznaczyła go na fundację. Zaznaczyła także, że spadek przechodzi w ręce fundacji, gdyby Bronisław umarł bezpotomnie.
W projekcie testamentu znalazły się również rozporządzenia dotyczące jej rodzeństwa. Józefa nakazywała, by Stefanii oddać kredens pokojowy, stół kuchenny (biały miękki) i łózko miękkie kuchenne. Dodatkowo miała otrzymać korzec żyta i korzec pszenicy. Bronisław ze spadku miał wypłacić 1200 złotych Karolowi Średniawskiemu i 200 złotych Stefanii Matkowskiej. Pieniądze te należały im się jeszcze ze spadku po Andrzeju Średniawskim. Karol nie był wtedy spłacony, zaś Stefania otrzymywała co jakiś czas pewne kwoty pieniężne od Józefy i pozostało tylko 200 złotych do spłaty. Gdyby substytucja wcześniej nastała, a Karol nie odebrał pieniędzy, zapisała mu cztery zagony gruntu ornego pomiędzy Janem Zającem a Janem Bałukiem.
Syn miał również spłacić jej długi, m.in. A. Klępowi, A. Walaszkowi (pożyczki), S. Jaroniowej i Paciowej (za miód),  I. Kargenowi (za dług Stefanii - 50 zł), za Teofilę Średniawską (w "Niwie" 66 zł i 66 gr), doktorom: B. Miętusowi i A. Boryczce. Ponadto miał zapłacić podatki za bieżący rok.
Józefa nie zapomniała również o swoich pomocnikach. Pieniądze mieli otrzymać A. Hynek za swoją pracę u Józefy do 1 stycznia 1938 roku, W. Balnikowa za pracę do 15 grudnia 1937 oraz Wójcik za koszenie.
Na swój pogrzeb przeznaczyła pieniądze ze sprzedaży krowy.
Przypuszczamy, że Józefa musiała umrzeć około 1938 roku (w lutym 1937 roku żyła jeszcze). Raczej nie spełniło się jej życzenie odnośnie testamentu (albo zmieniła zdanie, albo nie sprawiła, że testament stał się obowiązującym), bowiem w gospodarstwie pozostał Franciszek Bulanda jako opiekun małoletniego Bronisława. Franciszek Bulanda w 1938 roku przyszedł do Hosai, dzierżawiącego rolę przeznaczoną pod budowę szkoły, z zamiarem odebrania mu jej, gdyż nie dotrzymano warunków powstania szkoły (pięć lat od śmierci Średniawskiego). Wtedy też zaczęto aktywnie działać (szczególnie A. Pustelnik i J. Zając), by szkołę jednak uruchomiono. Według relacji świadków ojciec i syn przebywali na Górnym Przedmieściu podczas II wojny światowej. W domu po Andrzeju mieszkał Niemiec. Gospodarstwo z czasem sprzedano państwu Baranom. Bulandowie wyprowadzili się do Świątnik. Franciszek ożenił się ponownie. Według przekazów kobieta będąca jego żoną po wojnie donosiła na ludzi, miała nawet proces sądowy.  Jakie były dalsze losy tej gałęzi rodziny, nie wiemy.

EG

Bibliografia:  
1. Notatki Antoniego Walaszka przechowywane w Zakładzie Historii Ruchu Ludowego w Warszawie. 
2. A. Walaszek, Andrzej Tomasz Średniawski. Życie i działalność na tle dziejów Ruchu Ludowego 1875-1931 [maszynopis w zbiorach ZHRL].


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz