expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

sobota, 14 lipca 2018

Praca w Towarzystwie Ubezpieczeniowym i Fundacji Towarzystwa Ubezpieczeń "Wisła"

Dla łagodzenia skutków pożarów, w Krakowie 1860 r. zawiązano dobrowolne stowarzyszenie ziemian i przemysłowców pod nazwą: Towarzystwo Ubezpieczeń od ognia, które przyjęło za swojego patrona św. Floriana, stąd  potocznie zwane "Florianką". Później jego działalność objęła także włościan, którzy pod koniec XIX wieku zaczęli się garnąć do ubezpieczenia swojego dobytku. 19 stycznia 1902 r. rozpoczęło swoją działalność ubezpieczeniową: Ludowe  Towarzystwo Ubezpieczeń od Ognia "Wisła".

Pieczątka Ludowego Towarzystwa Wzajemnych Ubezpieczeń "Wisła".
Chciano  stworzyć chłopską instytucję ubezpieczeniową, będącą konkurencją dla "Florjanki", instytucję chłopską dla chłopów, w której chłopi mogliby ubezpieczać swoje domy. Stapiński uzyskał koncesję na założenie towarzystwa, które początkowo zaczęło życie pod bokiem "Florjanki" w Krakowie, później jednak przeniesione zostało na prośby stańczyków do Lwowa. Zaangażował do pomocy Władysława Długosza i Zygmunta Lewakowskiego. To oni dostarczyli potrzebnych pieniędzy oraz kaucji ubezpieczeniowych. Wybrano Dyrekcję i Radę Nadzorczą, pierwszym dyrektorem był Szukiewicz, drugim Stanisław Bednarski, późniejszy pierwszy dyrektor, aż do likwidacji tej instytucji. Pierwszym prezesem Rady Nadzorczej był Władysław Długosz, jego zastępcą poseł Andrzej Średniawski, który po ustąpieniu Długosza zawiadywał instytucją również aż do jej likwidacji. 

Stanisław Szczepański w artykule pt. Wspomnienie pozgonne o ś.p. Andrzeju Średniawskim pisze, że współpracował ze Średniawskim ponad dwadzieścia lat w ramach działalności Towarzystwa "Wisła".
Od samego początku działalności Szczepański i Średniawski wchodzili do Rady Nadzorczej Towarzystwa. Średniawski jak wspominałyśmy został prezesem Towarzystwa Ubezpieczeń "Wisła" w Krakowie, a potem jednym z kuratorów fundacji Towarzystwa Ubezpieczeń "Wisła" w Krakowie:
Towarzystwo przechodziło różne okresy, efektem końcowym jednak było to, że zdołało nabyć wspomniany gmach na cele własnych agend i zdobyliśmy majątek tem bardzo pokaźny. Kiedy przyszło do przejścia w likwidację owej asekuracji ludowej, po przyjęciu jej na etat rządowy, rozporządzaliśmy kamienicą w Krakowie w doskonałem miejscu. Zebrana Rada Nadzorcza "Wisły" uchwaliła jednomyślnie z gmachu tego poczynić wieczystą fundację na cele społeczne. Trzeba było widzieć Średniawskiego, jak zabiegał i skutecznie o stworzenie domu ludowego w Krakowie i by mu zostawić godło "Wisła" pod jakiem zapoczątkowano pracę. Średniawski został prezesem, a potem jednym z kuratorów. Wartało patrzeć na pracę, jakiej się poświęcał i do jakiej miał młodzieńczy zapał. W Kuratorjum zasiada trzech członków, wybieranych z grona b. członków Rady Nadzorczej "Wisła". Ostatnie Kuratorjum Domu Ludowego "Wisła" w Krakowie składało się z Średniawskiego, Fr. Wójcika i St. Szczepańskiego. Administruje domem fundacji Dr. Józef Włodek. 
(S. Szczepański, Wspomnie[nie] pozgonne o ś.p. Andrzeju Średniawskim, "Piast" 1931, nr 48. Dostępny w Internecie: https://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/publication/129025/edition/121313)

Średniawski w fundacji i towarzystwie pracował ponad 20 lat. Gdy zmarł, tylko Szczepański był tym, który mógł się poszczycić takim stażem. 

"Wisła" działała prężnie. Poniżej umowa zawarta miedzy towarzystwem a petentem:

http://www.pbc.rzeszow.pl/dlibra/doccontent?id=703
Klemens Radwański ze Świątnik w "Przyjacielu Ludu" nr 13 z 26 marca 1911 r., pisał o pożarze domu Marcela Radwańskiego w Świątnikach 24. W artykule nawoływał miejscowych chłopów, aby się ubezpieczali w Towarzystwie Wzajemnych Ubezpieczeń "Wisła". Jak wyglądało ubezpieczenie od ognia, które w Szczytnikach potocznie nazywano SEKURACJĄ w tym Towarzystwie, pisał tygodnik "PIAST" nr 16 z 19.04.1914 r. 12 lutego 1914 r. spaliły się dom i obejście gospodarskie w Chróści (okolice Staniątek) ubezpieczone w Towarzystwie Wzajemnych Ubezpieczeń "WISŁA", zaraz po zawiadomieniu o pożodze przybył odpowiedni delegat z  "WISŁY, zwołano komisję złożoną z wójta gminy Chytrosia i zaprzysiężonych asesorów gminnych, która przyznała mu wynagrodzenie w kwocie 1380 koron, a sumę to po kilku dniach mu wypłacono.

Jak przystało na przykładnego członka towarzystwa, Średniawski ubezpieczył się w nim.
 
Umowa ubezpieczeniowa Andrzeja Średniawskiego z "Wisłą".
Interesował się też ubezpieczeniami i odszkodowaniami innych. Gdy towarzystwo odmówiło wypłaty odszkodowania za spaloną stodołę w czasie wojny, podczas wizyty żołnierzy  niejakiemu Polewce, wystosował pismo z prośbą o wyjaśnienie. Towarzystwo swoją odmowę uzasadniło faktem, że stodołą spaliła się, nie wtedy gdy żołnierze byli w środku, ale gdy już odeszli, więc takiej sytuacji nie mogą uznać za szkodę wojenną. Decyzję uzasadnili także gremium Towarzystwa Ubezpieczeń i konferencją z 15.01. 1915.  Uczciwie wskazywali, ze jeśli poszkodowany nie zgadza się z ich decyzją przysługuje mu odwołanie do Sądu Lwowskiego.  "Wisła" nie mogła uznać wielu szkód, choć ludzie tego nie rozumieli i zasypywali towarzystwo listami, także narzekała na brak funduszy, że ludzie nie chcą płacić składek, upraszają o umorzenie wszelkich zaległości.

 Ludowcy szczycili się "Wisłą", niestety jej działalność silnie ograniczyła wojna. Podczas jej trwania "Wisła" zmieniała lokalizację, musiała emigrować ze Lwowa, częścią do Wiednia, później przeniosła się do Nowego Sącza i tam dłuższy czas prowadziła działalność. Przyznawała stypendia młodym obrońcom Lwowa. Z czasem przestała być instytucją ściśle ludową.

Na krótki czas przed zaprowadzeniem "powszechnego ubezpieczenia" takiego jakie obowiązywało w byłym Królestwie i w Poznańskiem, "Wisła" nabyła własny dom po "Towarzystwie emigracyjnem" w Krakowie przy ul. Radziwiłłowskiej 23. Szczepański wspomina we wyżej cytowanym artykule, że siedzibę ulokowano  w dwupiętrowym, dwufrontowym gmachu z napisem "Dom ludowy Wisła" na rogu ulic Radziwiłłowskiej i Zamenhoffa w Krakowie.

Logo z adresem "Wisły", pochodzące z pisma skierowanego do Zofii Średniawskiej.
 Po śmierci Średniawskiego planowano przebudować gmach do celów pracy Domu Ludowego, który według Szczepańskiego będzie wieczystym pomnikiem zasług Średniawskiego dla powiatu myślenickiego, ale i dla Krakowa.  Ostatecznie prezbudowę zakończono koło kwietnia 1932 roku. Szacunkowo przebudowę wyceniono na 30 tyś złotych, ale jest taka przebudowa potrzebna, by odpowiadał budynek przeznaczeniu. Szczepański wyraził,żel, że Średniawksi tego nie dożył. 
W 1932 roku Szczepański listownie informował Zofię Średniawską o przebiegu akademii ku czci Średniawskiego, którą organizował komitet obchodowy w wyniku inicjatywy "Wisły" (ona też pokrywała koszty organizacyjne) w Teatrze Bagatela (więcej tu: https://sredniawski.blogspot.com/2017/07/akademia-zaobna-w-rocznice-smierci.html). Cieszyło go  zainteresowanie akademią, to że przybyli liczni goście i że obchody odbiły się w Krakowie głośnym echem. Szczepański i komitet bardzo żałowali, że nie mogła przybyć.

Gdy Średniawski zmarł, do żony "Wisła" wysłała list z informacja, że na skutek uchwały kuratorium na ostatnim posiedzeniu przygotowano archiwum ze znalezionych w archiwum materiałów sprawozdanie likwidatorów i ostatnie Walne Zebranie zwołano na 8 kwietnia 1931 roku, ogłoszono je już zgodnie z wymaganiami statutu w Gazecie Lwowskiej.

Pierwsza strona projektu zmian w statucie "Wisły"
Za likwidację odpowiadali likwidatorzy Potoczek i Bartel, a fundacja nie z przymusu a z własnej woli wszelkie koszty chciała pokryć. Zapraszali Średniawską na wizytę i czekali na jej potwierdzenie.

W imię pamięci Średniawskiego miała działać też fundacja, stworzona przez niego, którą opiekował się Szczepański. On też pisze do Zofii Średniawskiej, zdając relacje z jej pracy. Wraz drugim kuratorem Franciszkiem Wójcikiem podpisali się pod listem w 1932 roku, w którym informowali, że fundacja wyznaczyła stypendium w kwocie 500 zł i miało być ono przyznawane za pomocą konkursu, z zaznaczeniem, że student ma pochodzić z powiatu myślenickiego. Było dziewięciu kandydatów, ostatecznie zdecydowano podzielić jednorazowe stypendium pomiędzy dwóch studentów:  Batkę i Łętochę. Józefa Łętochę z Bysiny polecała Zofia Średniawska. Wraz z złożonymi dokumentami Łętocha dostarczył pisemne polecenie podpisane przez Średniawską o czym wspomina Szczepański. Fundacja przyznała też jednorazową zapomogę Stanisławowi Koziołowi z powiatu tarnowskiego w kwocie 100 zł, chciała przez to pokazać, że popiera młodych pracowników idei ludowych. Jesienią tego samego roku chcieli przyznać nowe stypendia i wesprzeć studenta, technika a może jakiegoś rzemieślnika.
W 1933 roku Szczepański dziękuję Średniawskiej za wysłane albumy pamiątkowe i obrazy. Będą według niego trwała pamiątką po założycielu fundacji. 

"Wiśle" zaufała tez bratanica i chrześnica Średniawskiego Józefa Buladna. Gdy wiedziała, że umiera, w testamencie oddała pod opiekę  jej swojego syna (wraz z majątkiem mu należnym), gdyż nie ufała mężowi (więcej tu: https://sredniawski.blogspot.com/search?q=j%C3%B3zefa+%C5%9Bredniawska)

EG

Bibliografia: 
Jan Bułat "Powstanie i  50 lat  działalności  Ochotniczej  Straży  Pożarnej w Szczytnikach, gmina  Gdów, powiat  Wieliczka".  Lata  1949-2000, Kraków–Szczytniki, kwiecień 2001 r.. Dostępne w Internecie: http://szczytniki-historia.pl/osp.html
S. Szczepański, Z dziejów ruchu ludowego w Polsce, Kraków 1924
S. Szczepański, Wspomnie[nie] pozgonne o ś.p. Andrzeju Średniawskim, "Piast" 1931, nr 48. Dostępne w Internecie: https://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/publication/129025/edition/121313

czwartek, 12 lipca 2018

Ludwik Góralik - przyjaciel i współpracownik Andrzeja Średniawskiego

Ludwik Góralik był przyjacielem A. Średniawskiego. Był od niego o rok młodszy. To z nim Średniawski stawiał pierwsze kroki w działalności lokalnej i społecznej. Razem między innymi tworzyli z Gąsiorowskim lokalną orkiestrę, Góralik grał na altówce. Razem byli delegatami górnowiejskiego towarzystwa w Krakowie na wiecu, gdy sprowadzono zwłoki Mickiewicza do Krakowa.  O tym więcej tu: https://sredniawski.blogspot.com/2016/11/poczatki-dziaalnosci-spoecznej-andrzeja.html  .Wspólnie też powołali do istnienia górnowiejski sklep, który początkowo mieścił się u Góralika w domu. Potem rozwinął się i stał się sklepem kółka rolniczego. Więcej tu: https://sredniawski.blogspot.com/2018/02/sredniawski-dla-lokalnej-spoecznosci.html

Ludwik Góralik i jego brat Franciszek zostali przez Andrzeja  Średniawskiego "ściągnięci" na Ukrainę, to on wystarał się im o pracę. Ludwik podjął się prowadzeni pasieki w Józefówce u Bezaków (w 1889 roku).


Franciszek natomiast zastąpił Średniawskiego w Błażejówce u Wincentyny Łychowskiej. Więcej o Łychowskiej tu: https://sredniawski.blogspot.com/2016/07/odrzywolscy-krewni-zofii-rogozinskiej.html

Ludwik Góralik przebywał na pewno w Józefówce już w sierpniu 1895 roku. Być może, że był tam już za czasów Średniawskiego, gdyż w jednym z listów pisze, że Szczepan Czepiel miał jego ziemię i dom w Górnej Wsi w dzierżawie do 1891 roku, potem Syrkowie przez cztery lata. Prosi także  Średniawkiego, żeby wydzierżawił jego ziemię na kolejne pięć lat.  Sam ma wybrać najemce i zdecydować ile będzie płacił. Niestety wynajem Syrkom Góralikowi się nie opłacił, gdyż okazało się, że nie odprowadzali opłat. Kiedy Syrkowa umarła, pieniędzy nie było, a jedynymi świadkami dzierżawy byli sąsiedzi. Żeby w sądzie ubiegać się o zaległe pieniądze na rzecz Ludwika miał świadczyć Jan Nowak, mogliby pomóc mu tez sąsiedzi Janowscy ale raczej nie byli przychyli Góralikowi.

Martwił się Góralik, że Średniawski mu nie odpisywał przez długi czas, że uległy rozluźnieniu ich przyjacielskie stosunki,  dlatego gdy usłyszał, że w 1895 Zofia przyjechała do Konstantynówki wybierał się tam, ale ostatecznie nie dotarł tam.

Góralik raczej zamierzał wrócić do Górnej Wsi, choć jego pobyt na Ukrainie trwał długo, bo jeszcze w 1905 roku relacjonuje listownie Średniawskiemu przebieg rewolucji rosyjskiej. Odkładał zarobione pieniądze na zakup ziemi. Rozmyślał nad zakupem ziemi od Pasternaków, jednak właścicielka chciała, żeby przyjechał osobiście na dokonanie transakcji. Czy doszedł zakup do skutku nie wiemy, ale planował być jesienią 1898 roku w Górnej Wsi.  Miód raz sprzedawał się lepiej raz gorzej, dużych pieniędzy z prowadzenia pasieki też nie miał, więc tych pieniędzy też dużo nie było. Przez jakiś czas myślał nawet o zmianie miejsca pracy, polecony przez rządcę oglądał jakiś majątek za Kijowem zaproszony przez właściciela przyjaznego Polakom. Miałby być leśnym, opiekować się sosnowym lasem i pasieką.  Miałby zyski z pasieki, opał, mieszkanie, jęczmień oraz kartofle i zarabiałby 15 rubli miesięcznie. Niemniej jednak nie zdecydował się n podjęcie posady, gdyż ocenił, że z pasieki zysków wielkich nie będzie, zaś las wysłużony. Ponadto nie podobali się mu okoliczni mieszkańcy, straszono go, że są zadziorni, a i sam tego doświadczył. W Błażejówce przeżył już 3 rządców, więc tak źle nie było.

W rodzinie też bywało raz lepiej raz gorzej. Ludwik miał żonę i troje, potem czworo dzieci. Żona przez pewien czas (trzy miesiące) chorowała obłożnie, i długo potem narzekała jeszcze na płuca i głowę.Pomocą byłą najstarsza córka Ludwika, szczególnie gdy doznał udaru i to ona była przy nim. Inaczej tego by nie przeżył. Rodzina długo mieszkała z Ludwikiem w Józefówce. Gdy w Staniłówce założył niewielkie gospodarstwo i pasiekę żona zamieszkała tam z dziećmi i doglądała wszystkiego. Ludwik pracował przy ulach, żona przy miodarce, zaś syn Franciszek jako, że jeszcze mały, ramka donosił. Ludwika wyręczała matkę w obowiązkach domowych. O dwójce mniejszych dzieci Ludwik niewiele wspominał.

Ludwik mieszkając dłuższy okres na Ukrainie, obserwował zmiany tam zachodzące, te w pobliżu i te dotyczące całego kraju. W Józefówce zmarł generał Bezak, wybudowano cukrownię 1898, a w okolicy nasiliły się siewy buraków.  
To od niego Średniawski otrzymał szczegółowe, czasem drastyczne informacje dotyczące zdarzeń z 1905 roku. Listy zawierają zapatrywania chłopa polskiego na przebieg wypadków ówczesnych w Rosji. Pisał o buncie w Kijowie, Berdyczowie i Sankt Petersburgu, mordach ludzi, strajkach fabryk i kolei. Nie można było się porozumieć, bo zerwane były druty telegraficzne, a gazety nie docierały, gdyż obowiązywała cenzura. Obrazowo przedstawił przebieg krwawej rzezi, podczas której pierze z poduszek i pierzyn fruwało jak śnieg, domy równano z ziemią, mordowani Żydów wszystkich bez wyjątku, nie oszczędzono kobiet, starców i dzieci. Wszystkim, którzy chcieli cokolwiek ze sobą zabrać uciekając, odrąbywano w momencie palce. Dotarł do niego jakoś bolszewicki manifest, który przeczytał, jednak zauważał jego niebezpieczeństwa. Wydarzenia w Rosji nazwał "krwawą epidemią, która zaraziła cały organizm"i zdaje sobie sprawę z tego, że w tym kraju będzie źle.

Razem z Ludwikiem na Ukrainie w Błażejówce, jak już wspomniałyśmy wcześniej, przebywał również jego brat Franciszek. Szybko się on ożenił (nie wiemy czy na Ukrainie czy wcześniej w domu), szybko też na świecie pojawiły się dzieci. W 1895 roku miął dwie córki i urodził mu się syn. Ludwik był na jego chrzcinach. Chłopiec jednak rok później zmarł.  Wiemy jeszcze o narodzinach jednego syna. Tego do chrztu trzymał syn Wincentyny Łychowskiej - Stanisław.
Pracę w Błażejówce zaczął w niemiłych okolicznościach. Nie wiemy kiedy przyjechał na Ukrainę ale być może pracował gdzieś wcześniej niż w Błażejówce, bo ponoć wyrobił sobie dobrą opinię i właśnie ze względu na nią Wincentyna Łychowska go zatrudniła, zwalniając wcześniejszego pracownika. Rozmawiając z Franciszkiem Góralikiem Łychowska zdradziła, że wymówiła Krasuckiemu, ale nie podała powodów i nie chce, żeby ktoś się dowiedział, że go zwolniła po to, by zatrudnić Franciszka. Niemniej jednak za jakiś czas sprawa wyszła na jaw, Krasucki przyszedł do Franciszka i odgrażał się. Brat Ludwika podejrzewał, że sama Łychowska o tym rozpowiedziała, bo wiedzieli o tym tylko Franciszek i Ludwik i nikomu nie mówili. 

Raz wiodło się Franciszkowi lepiej raz gorzej w gospodarstwie. Szczególnie dokuczały mu szkodniki, które niszczyły uprawy kapusty czy buraków, jednego roku zdechło mu także 11 kabanów (gw. wieprz).  Łychowska też nie była zbyt łaskawa, ani rubla nie opuszczała.
Franciszek. pracując na Ukrainie, na pewno złożył wizytę na Górnej Wsi. Informacje od niego uspokoiły Ludwika, który nie miał wiadomości od Średniawskiego. 
Około 1903 roku był bardzo chory, miewał ostre bóle wokół serca. Brat bardzo martwił się o Franciszka.

Ludwik i Franciszek Góralik wspólnie zatrudnili się też w Mecherzyńcach Dębowych u Lewndowskich. Spotykali się raczej często i to nie tylko w interesach. Bracia dostali z sądu w Myślenicach listy do tyczące ziemi na Górnej Wsi. Sprawą tą na zlecenie Ludwika miał się zająć Średniawski, zwłaszcza, że Ludwik nie rozumiał dlaczego pismo skierowano do niego, skoro właścicielami ziemi byli tylko Franciszek i ich siostra Dydasiowa. 

Do Franciszka i Ludwika na Ukrainę przyjechał ich brat Jan. Według wspomnień Ludwika nie wyglądał wtedy najlepiej. Franciszek zalegał mu z jakimiś pieniędzmi, ale nie miał ich, więc ostatecznie Ludwik zdecydował się pomóc, ale poprzez Średniawskiego i pieniądze zgromadzone z dzierżawy gruntu na Górnej Wsi. Jan, mimo że mógł swoją sprawę załatwić za pomocą korespondencji, był jednak uparty i wolał przyjechać do braci. Ci tego nie rozumieli, gdyż przecież stracił tak potrzebne mu pieniądze na zbyteczną podróż. 
Sprawa miała dalszy bieg. W korespondencji Średniawskiego znalazłyśmy list Jana z jego krakowskim adresem (ulica Skawińska 12, obok pieca wapiennego), w którym wspominał o pieniądzach i prosił o adres do Ludwika. 

Ludwik wrócił na Górną Wieś, ale nie wiemy kiedy W 1936 roku rozmawiał z Walaszkiem, wspominając Średniawskiego.

Na cmentarzu myślenickim znalazłyśmy grób Ludwika Góralika. Daty jednak zaprzeczają, że jest to wyżej wspominany człowiek. Być może to syn któregoś z braci, urodzony w 1902 roku, zmarły w 1958 roku.

Fot. E. Górecka
Józef Pluta w swoich notatkach zawarł informację, że chrześniakiem Andrzeja Średniawskiego był Kazimierz Góralik  urodzony 20.01.1930 roku, tak wiec Średniawki trzymał go do chrztu około półtora roku przed śmiercią. Zamieszkiwał on na ulicy 3 Maja pod numerem 120. Niestety nie udało nam się ustalić czyim potomkiem w rodzie Góralików był. Po śmierci Andrzeja Średniawskiego otrzymał w spadku po nim modlitewnik i scyzoryk.

EG


środa, 11 lipca 2018

Poseł Józef Popowski - kontrkandydat A. Średniawskiego, pochodzący z Ukrainy

Józef Popowski był jednym z kandydatów do sejmu w 1895 roku, kiedy i na posła kandydował Andrzej Średniawski. To jego również chciał odwiedzić Leon Rogoziński gdy przyjechał do Krakowa z okazji organizowanej tu wystawy rolniczej, gdyż Popowski pochodził z jego stron.


Józef Popowski urodził się w 1841 roku w Zalewańszczyźnie (Zaliwańszczyźnie/Zalewańczynie) w powiecie winnickim na Podolu.


http://dir.icm.edu.pl/Slownik_geograficzny/Tom_XIV/347
Jego ojciec miał na imię Julian, był zamożnym ziemianinem, posiadał ziemie w powiecie winnickim i skwirskim, należał również do Komitetu Włościan Guberni Kijowskiej. Zmarł nagle w 1862 roku.  Nic nie wiemy o imieniu i pochodzeniu matki Józefa. Józef miał pięciu młodszych braci, z których z imienia znamy na pewno tylko Juliana, on zajmował się  majątkiem w Samhorodku. Być może bratem Józefa był także niejaki Bolesław Popowski zajmujący się badaniem folkloru obszaru winnickiego. Spod jego ręki wyszły takie teksty jak „Pieśni ludu ruskiego ze wsi Zalewańsczyzyny”, „O mogiłach w Samhorodku w powiecie skwirskim, guberni kijowskiej”, „Pieśni obrzędowe ludu ruskiego na Podolu rosyjskim”. Teren badań, szczególnie Zalewańszczyzna i Samhorodek pozwalają na przypuszczenie pokrewieństwa. Jego nazwisko znajdziemy również w Roczniku Akademii Umiejętności w Krakowie, gdzie jest członkiem komisji antropologicznej wydziału matematyczno – przyrodniczego tejże uczelni w roku 1894/95. Na poczet akademii przekazał dary wykopaliskowe. Odnoście tego samego wydarzenia w jednym ze źródeł natknęłyśmy się na zapis uzupełniony, że ofiarę w postaci gnejsów pelikanitowych złożyli bracia Popowscy- właściciele Zaliwańszczyzny. 

Początkowo Popowski nauki pobierał w domu. Nie chodził nawet do gimnazjum. Swoje pierwsze egzaminy składał dopiero na studia. Studiował na Uniwersytecie w Kijowie wraz z młodszym bratem Julianem na wydziale fizyko- matematycznym. Zamożnych i miłych Popowskich koledzy lubili i szanowali, choć Józefa dosyć często wyśmiewano z powodu jego wady wymowy ((niewyraźnie wymawiał „l”, „ł”, oraz „r”.

Kiedy studiował dostał się pod silny wpływ Włodzimierza Antonowicza i jego ucznia Tadeusza Rylskiego,  współpracował z polskim Związkiem Trojnickiego. Związek Trojnicki, którego przywódcą był między innymi Antonowicz, nawiązał kontakt z kołem Oficerskim Zygmunta Sierakowskiego w Petersburgu, biorąc udział w przygotowaniach do powstania. Potem jednak wiele się zmieniło. Początkowo Antonowicz był postrzegany przez polskich studentów jako lider związku, mocno agitującym za sprawą polską na Ukrainie. Jednak z czasem się zmienił, odmówił udziału w powstaniu i ostatecznie zerwał z szlachtą i polskością czego wyrazem był w 1862 roku artykuł w czasopiśmie ukraińskim "Osnowa" pt. Moja spowiedź. Stał się żarliwym działaczem ukraińskim, posługującym się językiem rosyjskim. Rylski również początkowo poświęcał się sprawie polskiej, zaś potem zmienił poglądy do tego stopnia, iż obawiano się, że zabije własnego ojca jako przedstawiciela polskiej szlachty. Zapewne zawiedziony Józef Popowski dla siebie był jednak wymagający i trwał w swoich przekonaniach.


Kiedy zmarł ojciec Józef wraz z Julianem przejęli rodzinny majątek. Mieli wielkie plany jego rozwoju, chcieli wybudować cukrownię. Czasopismo petersburskie "Kraj" z 1886 roku przybliża nieco powstanie i losy cukrowni w Zaliwańszczyźnie przy stacji Holendry, według znawców wybudowanej w dogodnym miejscu.  Popowscy zaczęli budowę cukrowni, gdy była wysoka cena buraków i cukru. Zainwestowali ogromne fundusze, gdyż chcieli, by cukrownia działała według najnowszych technologii. Kiedy jednak rozpoczęła pracę zarządzający działali niestety nieumiejętnie, powoli ją pogrążając. W tym czasie również ceny cukru zaczęły gwałtownie spadać. Popowscy mieli nadzieję na wzrost cen, ale w okolicach Winnicy w 1886 roku był urodzaj buraków. Stały się one w wielu folwarkach ratunkiem przed bankructwem (bo inne plony nie dopisały, między innymi przez gradobicie), choć kontrakty na nie zawarto niskie. Ziemianie woleli mieć jednak jakiekolwiek pieniądze niż żadne. Cukrownie płaciły w 1886 roku od 1rs.15 kop. do 1 rs. 35 kop. co nie było wysoką ceną. Cukrownię też na pewno nawiedził pożar. Popowscy musieli zamknąć i zlikwidować cukrownię. Wielu zastanawiało się czy fortuna Popowskich wystarczy na pokrycie długów i czy nie będą musieli kolejno wyprzedawać swoich majątków: Zaliwańszczyzny, Samhorodka i Lecijówki. Wśród wierzycieli był znany "potentat" cukrowniczy, niejaki Charytorenko, najlepiej ubezpieczony więc typowano go na nabywcę nowoczesnej cukrowni. W 1900 roku cukrownia była dzierżawiona przez żydowska spółkę. W "Gazecie Cukrowniczej" z 1908 roku odnajdziemy informację, iż Zaliwańszczyzna jest własnością Towarzystwa Aleksandrowskiego, informacją, ta również zawarta jest w wyżej wymienionej gazecie z 1912 roku. Wśród dyrektorów cukrowni zaliwańskiej gazety wymieniają Józefa Strycharzewskiego, mechaników Gieorga Dajna.

Gdy tylko zaczęto spodziewać się powstania Popowski wyjechał z Kijowa do Paryża i jesienią 1861 roku złożył egzamin do  L'École d'application  d'état-major w St. Cyr. Julian pozostał, by zarządzać majątkiem. Być może to on (a być może ojciec) widnieje jako członek Towarzystwa Rolniczego w Królestwie Polskim w 1860 roku z okręgu lipnowskiego. W Paryżu Popowski spotkał generała Józefa Wysockiego (Wybickiego??), który dopomógł mu w zdobyciu pożądanej wiedzy. On też wysłał go z poleceniem w styczniu 1863 roku  w rodzinne strony, by tam zajął się organizacją powstania.  Nawiązał kontakt z wskazanym przez Wybickiego Komitetem Prowincjonalnym a ten skierował go do organizacji powstania w powiecie skwirskim. Agitował ziemiaństwo, między innymi ks. Radziwiłła chłopów ukraińskich służbę folwarczną i domową. Zaangażował się z całych sił, ale działał nieostrożnie i już po kilku tygodniach działań jeszcze przed wybuchem powstania 14 marca został aresztowany. Prawdopodobnie głównym powodem aresztowania była zdrada M. Grzymały Grudzińskiego. Popowski był już denuncjowany w 1862 roku poprzez agenta carskiego będącego w Paryżu, Juliana Aleksandra Bałaszewicza, który przyjął fałszywe nazwisko - hrabiego Alberta Potockiego. Aresztowanie było olbrzymim ciosem dla przyszłych powstańców. Prawdopodobnie część Zalewańszczyzny została skonfiskowana za jego działalność powstańczą. Popowskiego osadzono w Cytadeli Kijowskiej. Spędził tam dwa lata na przesłuchaniach, ale milczał i nikogo nie wydał. Zasądzono mu wyrok śmierci, jednak dzięki staraniom matki u generalnego gubernatora NN Anekowa w Petersburgu zamieniono na dożywocie i pracę w kopalniach syberyjskich. Jednym z etapów był Tomsk, gdzie Popowski zaprzyjaźnił się z Wacławem Lasockim.  Potem trafił do Irkucka, a po dziewięciu miesiącach przeniesiono go do Usola. Tam zamieszkał z Jakubem Gieysztorem. Mieszkał też z Aleksandrem Sochaczewskim. Znał się również doskonale z Józefem Kalinowskim, znanym dzisiaj jako św. Rafał Kalinowski. Znajomość z Sochaczewskim zaowocowała przyjaźnią, która owocowała na przełomie XIX i XX wielu gdy Popowski był w sejmie wiedeńskim (wspierał finansowo Sochaczewskiego, gdy ten nie mógł już malować, ani tym bardziej wystawiać, gdyż nie należał  do Wiedeńskiego Towarzystwa Sztuk Pięknych. Sochaczewski malował wiele portretów współwięźniów, nie namalował jednak portretu Popowskiego, gdyż jak twierdził sprawa powstania jest zbyt świeża i portret Popowskiego jako zesłańca mógłby zaszkodzić mu w jego karierze politycznej.
Aleksander Sochaczewski- Zdjęcie z https://pl.wikipedia.org/wiki/Aleksander_Sochaczewski#/media/File:Aleksander_Sochaczewski_foto.jpg

Wacław Lasocki- Zdjęcie z http://ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/waclaw-ignacy-michal-lasocki

Jakub Gieysztor- Zdjęcie z https://nekropole.info/pl/Jakub-Gieysztor

 Św. Rafał Kalinowski- Zdjęcie z https://pl.wikipedia.org/wiki/Rafa%C5%82_Kalinowski
Jeszcze na zesłaniu w Irkucku a potem w Permie zajął się tłumaczeniem Essays T. B. Macaulaya. Rozpoczął również działalność literacką. Spośród znanych jego tytułów można wymienić  Przyczyny i skutki nierządu Polski, O znaczeniu wielkich ludzi.

W wyniku amnestii Popowskiego uwolniono po 10 latach, ale musiał przez dwa lata przebywać pod nadzorem w Permie. Po tym czasie całkowicie go uwolniono, pozbawiono poddaństwa rosyjskiego i nakazano wyjazd poza granice państwa. Popowski przybył więc do Austrii w 1875 roku, gdyż w tym państwie upatrywał mocarstwa, które może pokonać Rosję. Gdy przybył do Wiednia wstąpił do akademii wojskowej. Po jej ukończeniu wstąpił do armii austriackiej, do pułku ułanów w Tarnowie i starał się awansować, dając jednocześnie wszystko z siebie, by przekonać Austriaków do wojny z Rosją. Przeszedł wszystkie stopnie uczelni jako kadet porucznik i nadporucznik. Miał już niemało lat, a musiał konkurować z młodymi ludźmi, toteż ostatecznie się poddał i obrał inny cel.
Nie mogąc działać tak jak chciał w armii, zdecydował się kandydować do sejmu. W latach 1885 - 1907 był posłem do Rady Państwa w parlamencie wiedeńskim z okręgu Wadowice Myślenice (do r. 1897) i kurii wielkiej własności z okręgu Bochnia-Wieliczka-Brzesko (od r. 1898). W latach 1892–5 był także posłem do galicyjskiego Sejmu Krajowego z okręgu gmin wiejskich w Myślenicach. Józef Popowski  zastąpił  na stanowisku zmarłego w 1891 roku Czesława Lasockiego. Związał się z środowiskiem konserwatystów krakowskich, w 1896 został członkiem Klubu Konserwatywnego. Rezygnując z armii w 1884 roku zamieszkał w Krakowie, prawdopodobnie już wtedy zajmując mieszkanie na ulicy Karmelickiej 23.




W sejmie i w delegacjach kontynuował działania mające na celu przekonanie Austrii, że jej przyszłość zależy od zwycięskiego przeciwstawienia się ekspansji Rosji, zaś społeczeństwo polskie powinno we własnym interesie działać na rzecz wzmocnienia monarchii habsburskiej. Krytykował rusofilizm, opowiadał się za aktywną polityką Wiednia na Bałkanach w celu wyparcia wpływów rosyjskich z Bułgarii i Serbii. W swoich wystąpieniach przede wszystkim podejmował się referowania spraw wojskowych: budowy koszar, organizacji landwery, stanem zdrowia armii, ale nie stronił tez od innych tematów, np.: szkolnictwa, kolei czy melioracji. Uważano go za bardzo oryginalnego człowieka, rzeczoznawcę, najbieglejszego w omawianych przez niego kwestiach.
Za czasów rządów Badeniego Józef Popowski wspólnie z Antonim Chamcem czynili usiłowania, aby obsadzić katedrę historii rusińskiej we Lwowie przez Włodzimierza Antonowicza, którego nawet, przemycając przed policją austriacką, zawieźli wprost do Badeniego. Projekt spełzł wszakże na niczym i zakończył się obsadzeniem tej katedry przez Hruszewskiego, ucznia Antonowicza, a dziś jednego z najnieprzyjaźniejszych Polakom agitatorów wśród młodzieży uniwersyteckiej rusińskiej.
Napisał mnóstwo publikacji w wielu językach (niemieckim, polskim czy francuskim), w którym prezentuje żelazny charakter, bystrość umysłu, szczerość zamiarów, wierność ideałom, wytrwałość w realizacji do wyznaczonych celów. Pisał do „Przeglądu Polskiego, „Gazety Krakowskiej, „Dziennika Polskiego”, „Österreichisch-Ungarische Revue”, często ukrywając się pod pseudonimem „Eugeniusz Nowina”.
W latach 1892-1895 przewodniczył Komitetowi Organizacyjnemu Przytuliska Weteranów Powstań w Krakowie. Przez wiele lat, od 1901 roku, pełnił funkcję przewodniczącego Towarzystwa Wzajemnej Pomocy Powstańcom w Krakowie. Był też członkiem Towarzystwa "Przytulisko", uczestników powstania z 1863/1864 w Krakowie.

W 1901 roku ustąpił z Rady Państwa i całkowicie odsunął się od polityki.

Zmarł w Krakowie 24 czerwca 1910 po nagłej chorobie( dotknął go paraliż). Pogrzeb odbył się o godzinie 16, a poprowadził go prałat Krupiński. W ostatniej drodze towarzyszyli mu: delegat Fedorowicz, przyjaciele i podopieczni towarzystwa powstańczego, w którym działał, posłowie z parlament a także ułani, którzy oddali salwę honorową. Pochowano w rodzinnym grobowcu na Cmentarzu Rakowickim.

Gazeta Lwowska, 18 czerwca 1904, nr 144, s. 4.

EG 

Bibliografia:
http://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/jozef-popowski
http://forum.tradytor.pl/viewtopic.php?t=3509
„Z przed 50 lat”. Wspomnienia byłego studenta kijowskiego Uniwersytetu Leona Syroczyńskiego, profesora szkoły politechnicznej w Lwowie.  Lwów 1914
http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Niepodleglosc_i_Pamiec/Niepodleglosc_i_Pamiec-r2014-t21-n1_2_(45_46)/Niepodleglosc_i_Pamiec-r2014-t21-n1_2_(45_46)-s73-94/Niepodleglosc_i_Pamiec-r2014-t21-n1_2_(45_46)-s73-94.pdf