expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

wtorek, 16 stycznia 2018

Najmłodsza z Piotrówki – wnuczka Zofii Średniawskiej, Zofia z Rogozińskich Czałbowska

Zofia Rogozińska była najmłodszym dzieckiem Józefa Rogozińskiego (syna Zofii Średniawskiej i Franciszka Rogozińskiego) oraz Haliny z Potockich (więcej o nich tutaj: http://sredniawski.blogspot.com/2016/09/syn-i-synowa-zofii-sredniawskiej-jozef.html http://sredniawski.blogspot.com/2016/09/syn-i-synowa-zofii-sredniawskiej-jozef_19.html), wnuczką Zofii Średniawskiej. Miała starszego brata Konstantego (więcej tu:  http://sredniawski.blogspot.com/2017/03/inzynier-motocyklista-rajdowiec-wnuk.html).


Zofia z Rogozińskich Czałbowska. Zdjęcie udostępnił J. Uznański

To ona jako ostatnia pamiętała Piotrówkę (rodzinny majątek Średniawskiej – więcej tu: http://sredniawski.blogspot.com/2016/06/piotrowka-majatek-rogozinskich-na.html) i opowiadała o niej swojemu wnukowi Jackowi, który zapamiętał opowieści jako wieczorne babcine bajki.
W swoim życiorysie podaje, że urodziła się 28 kwietnia 1909 roku w Warszawie. O ile miejsce urodzenia trudno poddać w wątpliwość, bo nie dotarłyśmy do konkretnych dokumentów potwierdzających urodzenie w Warszawie, o tyle już data urodzenia na pewno nie jest prawdziwa. Zaświadczyć o tym mogą listy Józefa Rogozińskiego – ojca Zofii do swojej matki – Zofii Średniawskiej, z których wynika, że dziewczynka była już na świecie w 1908 roku. W liście z 30.10/12.11.1908 z Piotrówki przesyła matce pozdrowienia w imieniu swojej żony i dzieci, zaś w liście z  28.04.1909 z Piotrówki pisze, że w domu niepokoją się o maleńką, bo nie sypia po nocach i ma twardy brzuszek, że bez sztucznej pomocy się nie załatwi. Dodatkowo towarzyszy jej ciągły ból, do tego stopnia, że na sam fakt dostaje spazmów i się boi zastosowania garnuszeczka (nocnika). W wykazie Józefa Rogozińskiego można zaś znaleźć datę 28.01.1909 rok.

Zofia z Rogozińskich Czałbowska (prawdopodobnie) na rękach matki.
Zdjęcie udostępnione przez J. Uznańskiego

W dzieciństwie była, jak to jej mama określiła, jak cyganeczka.  Często bawiła się na zewnątrz, więc była mocno opalona, a na owe czasy to nie przystało.

Zofia początki swojej edukacji zawdzięcza wynajętej przez rodziców guwernantce. O tym fakcje zawiadamia Józef w liście do Zofii Średniawskiej z 27.06.1912 z Piotrówki. W Piotrówce dziewczynka przyjęła też pierwszą komunię świętą. W rodzinie przechowywane są pamiątki potwierdzające ten fakt.
Zosia i Konstanty Rogozińscy. Zdjęcie udostępnione przez J. Uznańskiego

Na pewno dalszą edukację kontynuowała w Warszawie w Gimnazjum im. Marii Konopnickiej.  Historia tej szkoły sięga 1882 roku, wtedy to bowiem została ona założona przez Stefanię Tołwińską jako prywatna pensja dla dziewcząt. W roku 1920 szkołę upaństwowiono, nadając jej nazwę Państwowego Żeńskiego Gimnazjum im. Marii Konopnickiej. Mieściła się przy ulicy św. Barbary. Była szkołą o wysokim poziomie nauczania, a przyczyniały się do tego na pewno nowoczesne rozwiązania lokalowe i wyspecjalizowana kadra dydaktyczno-wychowawcza. Szkoła ta starała się niwelować różnice w statusie społecznym uczennic m.in. poprzez zakaz przynoszenia śniadań z domu (uczennice otrzymywały śniadanie w szkole) i jednolite mundurki.

Państwowe Żeńskie Gimnazjum im. Marii Konopnickiej. Zdjęcie z http://warszawa.fotopolska.eu/686964,foto.html

Wakacje Zosia i jej brat Konstanty spędzali u babci na Górnej Wsi. Mieszkańcy w swoich wspomnieniach pamiętają ich jako tych, którzy często biegali pod las – Dalin, a drogę do niego nazywali „miedzą (ścieżką) zdrowia”.

Zofia ukończyła gimnazjum – jak sama podaje – w 1927 roku. Kolejnym krokiem w jej edukacji było wstąpienie do Wyższej Szkoły Handlowej w Warszawie. Naukę zakończyła, zdając wszystkie wymagane egzaminy w roku szkolnym 1930/1931. Obrony pracy dyplomowej podjęła się kilka lat później. Dotyczyła ona handlu zagranicznego miast nadmorskich i nosiła tytuł „Import i eksport  Gdańska i Gdyni”. Dyplom ukończenia został jej wydany 28 listopada 1933 roku. Po ukończeniu studiów w 1931 roku Zofia poszukiwała już pracy. W liście do matki z Warszawy z 22.01.1932 Józef pisze, że Zośka nie ma jeszcze pracy. Musiała ją znaleźć niedługo późnej, bo w swoim życiorysie Zofia podaje, że po ukończeniu studiów, a przed obraną dyplomu, podjęła pracę w Wojskowym Zakładzie Pirotechnicznym w Rembertowie nieopodal Warszawy. Wojskowe Zakłady Pirotechniczne – bo tak brzmi poprawna nazwa – były efektem przekształcenia i reorganizacji Fabryki Amunicji „Pocisk”, którą przed rokiem 1932 zarządzał L. Gustmann. Potem dyrektorem został ppłk Jerzy Zapolski, a trafiły one w tym czasie pod zarząd Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.  Z czasem Zofia zmieniła pracę. Objęła stanowisko likwidatora w dziale księgowości w Państwowych Zakładach Lotniczych w Warszawie do 1 maja 1935 roku. Miesiąc później wyszła za mąż za Zbigniewa Czałbowskiego (20.07.1910 – 20.08.1967, Warszawa). Wyjechała też wtedy z Polski, gdyż jej mąż został zatrudniony przy budowaniu statku MS Piłsudski w stoczni Monfalcone w Trieście. Zofia z mężem prawdopodobnie zwiedzili też wtedy Włochy.

Zofia z Rogozińskich Czałbowska w Wenecji. Zdjęcie udostępnione przez Jacka Uznańskiego
Czałbowski jako inżynier technik był jednym z wielu pracujących przy budowie wyżej wspomnianej jednostki morskiej, a powstawała ona z wielkim rozmachem. Do zaprojektowania wnętrza powołano komisję, w skład której weszli wybitni architekci i plastycy, m.in. Niemojewski, Pruszkowski, Jastrzębowski. 22 sierpnia 1935 roku podpisano protokół prób morskich oraz przejęcia statku. Kapitanem statku został Mamert Stankiewicz. Następnego dnia podniesiono polską banderę na statku, której uroczyste poświęcenie miało odbyć się w Gdyni. Statek wraz z przybyłymi pasażerami ruszył w rejs wycieczkowy dookoła Europy z metą w Gdyni, gdzie przybył 11 września. Mieszkańcy Gdyni zgotowali statkowi huczne przyjęcie. Pierwsza podróż transatlantyku MS Piłsudski zaczęła się 15 września 1935 roku.
  
MS Piłsudski w Gdyni. Zdjęcie z http://niepoprawni.pl/blog/7840/transatalantyk-ms-pilsudski-czyli-polski-titanic
Kiedy statek rozpoczął swoje podróże morskie, zatrudnienie na nim znalazł jako asystent Zbigniew Czałbowski, a więc Zofia wróciła do kraju do rodziców. Czałbowski długo nie pływał po morzu, po pewnym czasie zrezygnował z posady na statku. Wrócił do Warszawy i zatrudnił się w warsztatach samochodowych. Zofia w tym czasie nie podjęła pracy przez wzgląd na ciążę i narodziny syna Wojciecha Marka 18 lipca 1936 roku (zmarł w 2012 roku). Gdy chłopiec podrósł, Zofia jeszcze przed wybuchem wojny podjęła się administrowania dwóch domów mieszczących się na ul. Belgijskiej 6 i Pytlasińskiego 16. Pracę kontynuowała w trakcie okupacji. W 1943 roku, w kwietniu, na świat przyszła córka Czałbowskich Anna. 
Prawdopodobnie w 1944 roku umarł ojciec Zofii – Józef Rogoziński. Kobiety musiały dbać o siebie same. Zofia nie mogła liczyć na wsparcie Zbigniewa Czałbowskiego, na ten czas przypadło bowiem rozstanie z nim (ostatecznie małżeństwo zakończyło się rozwodem).

Gdy wybuchło powstanie warszawskie, Zofia mieszkała już w Zalesiu Dolnym pod Warszawą, z pocztą w Gołkowie. 
Ponieważ z powodu wojny Zofia z dziećmi była w trudnej sytuacji materialnej (duże zniszczenia majątkowe), zdecydowała się wyjechać do brata Konstantego, do Wydmin na Mazurach, a stało się to w czerwcu 1945 roku.
Pracowała w Spółdzielni Rolno-Handlowej w PNZ-ach (Państwowe Nieruchomości Ziemskie?) w Wydminach. Trudno jednak dokładnie określić miejsce pracy, gdyż Zofia w swoim życiorysie posługuje się skrótami. Potem podjęła pracę w Przedsiębiorstwie Przemysłu Drzewnego w Wydminach. 
Wrzesień 1947 roku przyniósł Zofii i rodzinie przeprowadzkę do Giżycka. Tam udało jej się zdobyć stałą pracę. Od 1 sierpnia 1948 roku pracowała między innymi w Banku Rolnym i Narodowym Banku Polskim. To na jej głowie było utrzymanie całej rodziny: dzieci, matki i ciotki Zofii. Ciotka (Zofia Makowiecka) umiera w 1956, zaś matka Zofii w 1961 roku.
Rodzina Zofii mieszkała na ulicy Jasnej 1, potem w latach 70. przenieśli się do wybudowanego przez syna Zofii domu, również w Giżycku.

Zofia z Rogozińskich Czałbowska. Zdjęcie udostępnił Jacek Uznański
Zofia z Rogozińskich Czałbowska zmarła w Giżycku 13 kwietnia 1985 roku i została pochowana na tamtejszym cmentarzu. 

Grób wnuczki Zofii Średniawskiej – Zofii z Rogozińskich Czałbowskiej.
Zdjęcie dostępne w Internecie: http://billiongraves.com
Syn Zofii ożenił się i założył rodzinę, córka Zofii wyszła za mąż i również ma rodzinę, a więc potomkowie Zofii Średniawskiej żyją do dzisiaj, choć nazwisko Rogoziński w tej linii nie przetrwało.
EG

Bibliografia
1. Korespondencja Józefa Rogozińskiego do matki, Zofii Średniawskiej. [W zbiorach ZHRL-u].
2. Korespondencja Haliny Rogozińskiej do teściowej, Zofii Średniawskiej. [W zbiorach ZHRL-u].
3. A. Walaszek, Andrzej Tomasz Średniawski. Życie i działalność na tle dziejów Ruchu Ludowego 1875-1931 [maszynopis w zbiorach ZHRL].
4. Wspomnienia i dokumenty prywatne rodzin Czałbowskich i Uznańskich.  

Dzieje górnowiejskiej szkoły ludowej i powszechnej

W bezpośrednim sąsiedztwie budynku fundacji Średniawskiego, w którym mieści się obecnie Zespół Szkół im. A. Średniawskiego, działa druga placówka oświatowa – Przedszkole Samorządowe nr 1 w Myślenicach.  Pierwotnie jednak ten budynek przeznaczony był dla szkoły powszechnej dla mieszkańców Górnej Wsi.
Budynek Przedszkola Samorządowego nr 1 w Myślenicach, stan współczesny. Fot. P. Papiernik

Historia oświaty na Górnym Przedmieściu rozpoczyna się prawdopodobnie pod koniec XIX wieku. W 1873 roku w autonomii galicyjskiej wprowadzono obowiązek szkolny dla dzieci od szóstego do dwunastego roku życia, a ciężar utrzymywania szkoły miała ponosić gmina – dbanie o budynki i ich urządzenie, dostarczanie środków na opał i oświetlenie. Również gmina Górna Wieś została zobowiązana do prowadzenia szkoły ludowej. W tym celu zakupiono chatę z ogrodem i w niej umieszczono szkołę. Dom ten nie zapewniał odpowiednich warunków, ale gminy nie było stać na lepszy budynek. Miejsce, w którym pierwotnie była szkoła, nie leżało też w środku gminy, dlatego poszukiwano odpowiedniego gruntu w centrum gminy, wraz z ogrodem i kawałkiem pola dla nauczyciela, długo jednak bezskutecznie. W końcu znaleziono odpowiednią działkę i zakupiono ją, płacąc nawet więcej niż stawkę przewidzianą w ustawie, przez co gmina musiała zaciągnąć pożyczkę. Być może grunt, na którym stoi szkoła, należał do Jana Dzieży i był kupiony przez gminę od niego. W jednym z protokołów kółka rolniczego jest zapis o sprzedaży przez gminę starej piwnicy na gruncie Dzieży Janowi Kurkowi z zastrzeżeniem, że piwnica może istnieć, dopóki nie rozpocznie się budowa nowej szkoły na tym gruncie.

Wszystko to ciągnęło się długie lata, a dzieci przybywało, i wkrótce trzeba było utworzyć drugą klasę, na którą nie było miejsca w chłopskiej chacie. Nowy budynek szkolny postawiono ostatecznie w 1914 roku, a wykończenia planowano zrealizować w roku 1915, aby rozpocząć naukę w roku szkolnym 1915-1916. Niestety, prawdopodobnie z powodu wojny, szkoła nie została oddana do użytku. Budowniczy p. Hołuj (prawdopodobnie Jan Hołuj starszy) otynkował budynek zewnątrz i wewnątrz, "zasklepił piwnicę", wykonał schody i piece, ale drzwi, okien i podłóg nie wstawił, ze względu na to, że w nieogrzewanym budynku uległyby one zawilgoceniu i zniszczeniu. Wysoka Rada Szkolna Krajowa pomimo kontraktu nie pozwalała zaś na wykończenie budynku. To zarządzenie niepokoiło nie tylko miejscową Radę Szkolną, ale i gminę. Udano się więc do Wysokiej Rady Szkolnej Krajowej z prośbą o postanowienie jak najszybszego wykończenia budynku, ponieważ dzieci z Górnej Wsi muszą się uczyć w szkodliwych dla zdrowia warunkach.

Większość z tych informacji pochodzi z zachowanego listu Andrzeja Średniawskiego do Wysokiej Rady Szkolnej Krajowej z 2 października 1915 roku, w którym apeluje on o wykończenie i oddanie do użytku nowego budynku szkoły. Przypuszczamy, że odbyło się to dopiero po odzyskaniu niepodległości. Mało mamy też informacji o działalności placówki w latach międzywojennych. Wiemy, że reskryptem z 26 sierpnia 1918 r. Rada Szkolna Okręgowa przeniosła do pracy w Górnej Wsi nauczycielkę Marię Osobliwą, która wcześniej od 19 października 1917 roku była kierowniczką szkoły w Bysinie (sąsiedniej wsi) i prowadziła tam wszystkie stopnie nauczania. W latach międzywojennych Maria Osobliwa była nauczycielką szkoły powszechnej żeńskiej w Myślenicach.
Uczennice szkoły powszechnej żeńskiej w Myślenicach razem z gronem nauczycielskim. Po prawej stronie ks. prałata Józefa Bylicy Maria Osobliwa. Rok 1927. Z alb. Z. Śliwy. Zdjęcie zamieszczone w książce B. Tessé Myśleniczan portret własny w starej fotografii


Świadectwo ukończenia Siedmioklasowej Szkoły Powszechnej Żeńskiej im. Królowej Jadwigi w Myślenicach z 28 czerwca 1927 roku z podpisem Marii Osobliwej – wcześniej nauczycielki szkoły na Górnym Przedmieściu. Ze zbiorów Muzeum Niepodległości (dawniej Muzeum Regionalne "Dom Grecki" w Myślenicach)

W 1947 roku w budynku szkoły z inicjatywy mieszkańców dzielnicy Górne Przedmieście utworzono dodatkowo pierwsze po wojnie przedszkole na terenie Myślenic. Początkowo pracowało 5 godzin dziennie i opiekowało się 36 dzieci. Zajmowało tylko jedną salę od strony zachodniej, ponieważ w pozostałych pomieszczeniach mieściła się dwuklasowa szkoła podstawowa i mieszkanie. W 2006 roku szkoła podstawowa ostatecznie przeniosła się do budynku przy ul. S. Pardyaka 26 i od tej pory działa tam tylko Przedszkole Samorządowe nr 1.
Nagrobek Marii Osobliwej na cmentarzu parafialnym w Myślenicach. Fot. A. Garbień 
Z nagrobkiem M. Osobliwej sąsiaduje grób Jana Fulińskiego (widoczny z prawej strony). Fot. A. Garbień

***
Z historią szkoły w Górnej Wsi związana jest postać Jana Fulińskiego (ur. 1879, zm. 11.01.1942), który pełnił funkcję kierownika szkoły. Przybył na przedmieścia Myślenic ze Skomielnej Białej. Tam z kolei trafił z Jordanowa. Był człowiekiem wykształconym, o wysokiej kulturze osobistej. Kiedy wybudowano tam w 1905 roku nową szkołę, Fuliński został powołany na stanowisko kierownika. Dał się poznać jako surowy nauczyciel, ale też jako aktywny działacz na rzecz lokalnego środowiska.  Prowadził  przedstawienia teatru amatorskiego, propagował zakładanie kółek rolniczych i straży ogniowej oraz sadów owocowych. To z jego inicjatywy w Skomielnej Białej powstało kółko rolnicze (był w nim sekretarzem), a w 1911 roku straż pożarna. Był także kierownikiem czytelni wraz z wypożyczalnią, należących do Towarzystwa Oświaty Ludowej.


Zawiadomienie szkolne o wynikach uczennicy Szkoły Powszechnej Dwuklasowej Mieszanej w Górnej Wsi z 31 stycznia 1925 roku z podpisem kierownika szkoły Jana Fulińskiego. Ze zbiorów Muzeum Niepodległości (dawniej Muzeum Regionalne "Dom Grecki" w Myślenicach)


Dotarłyśmy do informacji, że przeniesienie Fulińskiego do Górnej Wsi odbyło się na jego prośbę. Był na pewno chwilę kierownikiem  (co potwierdzają zdjęcia świadectw z jego podpisem przechowywanych w Muzeum Niepodległości – dawniej Muzeum Dom Grecki w Myślenicach). Miał żonę Stanisławę, która też pracowała w szkole.
Podczas pobytu w Skomielnej Białej, 27 listopada 1916 roku, urodziła się im córka Janina. Natrafiłyśmy na informację, że we wrześniu 1937 roku osoba o takim nazwisku, mieszkająca w Izdebniku, rozpoczęła pracę w szkole w Bysinie. Jest więc duże prawdopodobieństwo, że była to córka Fulińskich. Pracowała też w szkole w Bysinie w czasach II wojny światowej, a w lipcu 1940 roku została oddelegowana do pracy w powiecie bocheńskim. 
Mieli też na pewno syna, gdyż w internecie natrafiłyśmy na informację, że żyje prawnuk Jana, Wojciech Fuliński (więcej informacji o rodzie Fulińskich tutaj: http://httpwwwzycwciekawychczasach.blogspot.com/2010/12/wiecej-o-rodzie-fulinskich-moj-pradziad.html).

Zachowały się też szczątkowe informacje na temat kółka rolniczego w Skomielnej, o którego założenie zabiegał Fuliński. Zostało powołane do życia „w piątym roku Wielkiej Wojny europejskiej, która wywołała nieznośne stosunki na każdym polu życia ekonomicznego i społecznego ludności”. Mieszkańcy Skomielnej „za staraniem (…) miejscowego kierownika szkoły P. Jana Fulińskiego postanowili założyć Kółko Rolnicze”, aby „poprawić byt ludności miejscowej i uchronić się przed wyzyskiem lichwy, która nad wszystkim roztaczała swe opiekuńcze skrzydła”. Pierwsze zwyczajne walne zgromadzenie nowo powstałej organizacji spółdzielczej odbyło się 25 sierpnia 1918 roku. Powstała organizacja liczyła czterdziestu czterech członków, spośród których wybrany został pierwszy zarząd w składzie:
ksiądz Aleksander Kromer, proboszcz miejscowy – przewodniczący;
Feliks Łopata, rolnik – zastępca przewodniczącego;
Jan Fuliński, kierownik szkoły – sekretarz;
Sebastian Bal, rolnik – skarbnik;
Piotr Handzel, rolnik – asesor;
Józef Urbańczyk, rolnik – członek zarządu;
Marcin Gacek, rolnik – członek zarządu;
Walenty Kołpak, rolnik – członek zarządu.
Udział w Kółku Rolniczym wynosił sto koron austriackich, a składka roczna dwie korony.

AG

Bibliografia:
1. Zbiór Andrzeja Średniawskiego, Archiwum Zakładu Historii Ruchu Ludowego w Warszawie.
2. Myślenice. Monografia miasta, pod red. T. Gąsowskiego, Myślenice–Kraków 2012.
3. Strona internetowa Przedszkola Samorządowego nr 1 w Myślenicach: http://ps1myslenice.eprzedszkola.pl/?m=strona&id=1.
4. http://httpwwwzycwciekawychczasach.blogspot.com/2010/12/wiecej-o-rodzie-fulinskich-moj-pradziad.html.
5. https://skomielnainfo.wordpress.com/2014/02/17/walne-zebranie-kolka-rolniczego/.
6. http://spbysina.strefa.pl/historia_szkoly.html.
7. B. Tessé, Myśleniczan portret własny w starej fotografii, Kraków–Myślenice 2002. 
8. "Oświata Ludowa" 1910, nr 1, s. 57. Dostępne w Internecie: https://jbc.bj.uj.edu.pl/Content/338343/PDF/NDIGCZAS015279_1910_001.pdf.

sobota, 13 stycznia 2018

Dawidowscy – krewni Zofii Średniawskiej i jej pierwszego męża – Władysława Franciszka Rogozińskiego

Podczas poszukiwań wiadomości dotyczących Zofii Rogozińskiej natrafiłyśmy na informację o jednej z sióstr jej męża – Władysława Franciszka Rogozińskiego, o istnieniu której do tej pory nie wiedziałyśmy. Informację tę zamieścił w Internecie prof. T. Zarycki. Kiedy się z nim skontaktowałyśmy, okazało się, że gdzieś w rodzinnych wspomnieniach łączono osoby Cezaryny z Rogozińskich Odrzywolskiej i Anastazji z Rogozińskich Dawidowskiej jako siostry. Niestety, więcej informacji nie był w stanie nam udzielić. Również po żmudnych poszukiwaniach niewiele udało się nam ustalić.

Anastazja z Rogozińskich Dawidowska urodziła się jako córka Jana Ignacego Benedykta (syna Jana, wnuka Teodora) i Franciszki Rogozińskich. Jan miał dwóch braci: Mikołaja i Józefa. Anastazja na pewno miała dwóch braci:  Tadeusza Włodzimierza, ożenionego z siostrą Zofii Średniawskiej – Antoniną (więcej tu: http://sredniawski.blogspot.com/2016/03/antonina-i-wodzimierz-rogozinscy.html) i Władysława Franciszka – pierwszego męża Zofii (więcej tu: http://sredniawski.blogspot.com/2016/02/zofia-sredniawska-zona-posa.html). Miała jeszcze wspomnianą wyżej siostrę Cezarynę, potem Odrzywolską (więcej tu: http://sredniawski.blogspot.com/2016/07/odrzywolscy-krewni-zofii-rogozinskiej.html). 

Anastazja została wydana za mąż za Aleksandra Dawidowskiego. Własnością Dawidowskich był na pewno Bystrzyk.

Słownik  geograficzny Królestwa Polskiego, t. 1, s. 514. Dostępne w Internecie: http://dir.icm.edu.pl/Slownik_geograficzny/Tom_I/514
Z małżeństwa Anastazji i Aleksandra na świat przyszły cztery córki, które gdy powychodziły za mąż, odziedziczyły ziemie Bystrzyka w częściach: Teodozja Józefa z Dawidowskich Dawidowska, Eleonora z Dawidowskich Lassota/Lasota, Emilia z Dawidowskich Uziembło/Uziębło i Helena z Dawidowskich Rogozińska.

 Słownik  geograficzny Królestwa Polskiego, t. 15, cz.1, s. 288. Dostępne w Internecie:  http://dir.icm.edu.pl/Slownik_geograficzny/Tom_XV_cz.1/288


 Helena z Dawidowskich Rogozińska

Ta córka Aleksandra i Anastazji nas zastanawia, gdyż w tej rodzinie spotkałyśmy się już z Heleną pochodzącą z Bystrzyka. Mowa tu o żonie Tadeusza Longina  Rogozińskiego – syna Tadeusza Włodzimierza i Antoniny z Bieniewskich (więcej o Tadeuszu tutaj: http://sredniawski.blogspot.com/2017/02/siostrzeniec-zofii-sredniawskiej.html ). Nie wiemy, na ile to wiarygodne skojarzenie osób, ale jeśli tak jest, to Helena była jego kuzynką.


Eleonora z Dawidowskich Lassota/Lasota
 
Eleonora z Dawidowskich Lassota/Lasota została wydana za mąż za Dionizego. Być może mieszkali w Lisińcach, gdyż w Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego odnalazłyśmy zapis, że taki majątek był w posiadaniu Dionizego Lasoty.

 Słownik  geograficzny Królestwa Polskiego, t. 5, s. 311. Dostępne w Internecie: http://dir.icm.edu.pl/Slownik_geograficzny/Tom_V/311
Ustaliłyśmy, że mieli na pewno jedno dziecko – Piotra Bolesława, który ożenił się z z Celiną Marią Sieklucką w 1919 roku w Lublinie w katedrze św. Jana.


Teodozja Józefa z Dawidowskich Dawidowska

Teodozja z Dawidowskich Dawidowska, a właściwie jej potomkowie, okazali się dla nas niemałym zaskoczeniem, gdy ustaliłyśmy, kim są. Wydano ją za mąż za Aleksego (Aleksieja) Cypriana Dawidowskiego. Trudno ustalić, skąd ta zbieżność nazwisk. Małżeństwo miało na pewno jednego syna, Aleksego, urodzonego 26 maja 1876 roku w Kopestryrzyznie/Berdyczowie.

Aleksy Cyprian Dawidowski. Zdjęcie z: http://www.historia.plock.ap.gov.pl/album_kut/album.php?start=n&ID=63&ULICA=%&MIEJSCOWOSC=%
Imię Aleksy w tym rodzie było dziedziczone.  Aleksy został inżynierem technologiem. W jednym z dokumentów, które można znaleźć tutaj: http://www.historia.plock.ap.gov.pl/album_kut/album.php?start=n&ID=63&ULICA=%&MIEJSCOWOSC=%, Aleksy opisany jest jako mężczyzna wysoki, o niebieskich oczach, szatyn zaczesany na bok, z wąsem. W rodzinie dzieci na Aleksego wołały "wujaszek Lunio". Był on świadkiem na ślubie Haliny z Odrzywolskich z Teodorem Toeplitzem (więcej o Odrzywolskich tu: http://sredniawski.blogspot.com/search?q=odrzywolski). 

Aleksy ożenił się z Jadwigą z Sagatowskich, córką Beniga Feliksa i Marii, urodzoną 8 marca 1893 (1890?) roku w Kijowie.


Janina z Sagatowskich Dawidowska. Zdjęcie z: http://www.historia.plock.ap.gov.pl/album_kut/album.php?start=n&ID=64&ULICA=%&MIEJSCOWOSC=%
Była ona wysoką, ciemnowłosą kobietą, o piwnych oczach. Wykształciła się na inżyniera chemika.

I Aleksy, i Janina byli wychowywani w głębokim poczuciu przynależności narodowej. Córka w powojennych wspomnieniach powiedziała o nich:
[...] nie wolno im było nawiązywać znajomości z Rosjanami czy Ukraińcami, trzymali się w swoim najbliższym kręgu, mówili między sobą wyłącznie po polsku. W ten sposób strzeżono młodych Polaków przed wynarodowieniem. Rodzice należeli do pokolenia, które przeżyło odrodzenie Polski, to było dla nich bardzo ważne i często nam o tym opowiadali. Na przykład jak to wyrywali sobie kolejny odcinek Trylogii, który właśnie ukazał się w prasie.
Z tego małżeństwa 3 listopada 1920 roku w Drohobyczu jako pierwszy przyszedł na świat syn. Pierworodnemu nadano imiona Maciej Aleksy. Mowa oczywiście o Macieju Aleksym Dawidowskim, słynnym Alku z Kamieni na szaniec Aleksandra Kamińskiego. 

Maciej Aleksy Dawidowski. Zdjęcie z: https://alchetron.com/Maciej-Aleksy-Dawidowski
Warto zaznaczyć, że w dokumentach przygotowywanych dla rodziny widnieje inna data i miejsce urodzenia – 5 listopada, Walentynów. 
Alek miał młodszą siostrę, Marię, która urodziła się 3 września 1922 roku.  W dokumentach jako miejsce urodzenia podany jest również Walentynów. 

Przed II wojną światową rodzina mieszkała początkowo w Piasecznie, a potem na ulicy Dworskiej na terenie Państwowej Fabryki Karabinów, w której Dawidowski zajmował stanowisko dyrektora administracyjnego. Mocno angażował się w swoją pracę. Troszczył się o swoich pracowników, założył stołówkę pracowniczą, bibliotekę, klub sportowy, ośrodek zdrowia, miał plany zakupu dla nich domu wczasowego nad morzem, by tam wypoczywali. Pracownicy nie zawsze odpłacali się zrozumieniem i nie byli chętni do współpracy. Tak było, gdy chciał pomóc analfabetom, organizując kursy dokształcające. 

Aleksy Dawidowski zginął w listopadzie 1939 r., gdyż odmówił współpracy z Niemcami. Kiedy ci przejęli fabrykę, został aresztowany (a stało się to podczas przeprowadzki ze służbowego mieszkania do mieszkania znajomej – Marii Krügerowej) i rozstrzelany. Rodzina długo nie wiedziała, co się z nim stało, o jego śmierci krewni dowiedzieli się przypadkiem.

Janina Dawidowska nigdzie nie pracowała, zajmowała się prowadzeniem domu. Po aresztowaniu Aleksego rodzina została bez środków do życia. Janina próbowała dorabiać, szyjąc dla RGO (Rady Głównej Opiekuńczej), dzieci również starały się zarobić jakieś pieniądze. Alek szklił okna, rąbał drzewo w lesie, jeździł rikszą, zaś Maria wyjechała do ciotki na wieś, w Góry Świętokrzyskie, i tam pilnowała dzieci, malowała drzwi i okna w nowym domu, pracowała przy wytwarzaniu kefiru w serowni. 
W 1942 roku na wiosnę Janinę aresztowano. Niemcy, szukając Alka, przyszli do mieszkania. Tam znaleźli tajne gazetki, które rozprowadzała Janina, choć Alek prosił, by się nie narażała, bo on sam już wystarczająco ich narażał. Odkryli je przypadkiem, gdyż zauważyli w wielkim lustrze, znajdującym się w mieszkaniu, jak Janina próbuje je ukryć. Trafiła na Pawiak, do obozu w Majdanku, a potem do Ravensbrück. Ocalała cudem, dzięki pomocy więźniarek. W 1945 roku wróciła przez Szwecję do kraju. Aż do powrotu nie wiedziała, że Alek nie żyje, gdyż córka nie poinformowała jej o tym, choć miały kontakt listowny. O śmierci syna dowiedziała się od jego kolegów. 

List S. Broniewskiego "Orszy" do Janiny Dawidowskiej. Zdjęcie z: https://www.facebook.com/kamienienaszaniec/photos/a.168173563230526.39208.139028106145072/1382702761777594/?type=3&theater
Alek poniósł śmierć podczas wojny, Maria założyła rodzinę i pozostawiła po sobie dwoje dzieci. Więcej informacji o tych postaciach można znaleźć w wielu różnych źródłach, do których odsyłamy i do czego zachęcamy.

 Emilia z Dawidowskich Uziembło/Uziębło

O Emilii z Dawidowskich Uziembło/Uziębło nie udało nam się nic ustalić.  W Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego odnalazłyśmy tylko jedną informację dotyczącą tego nazwiska. Mianowicie kiedyś do Uziembły należała wieś Szwajkówka/Szwejówka, która należała potem do Wincentego Abramowicza. Niemniej jednak nie udało nam się w żaden sposób powiązać tej miejscowości ani z Emilią, ani z jej mężem.


Co ciekawe, w Wielkiej Genealogii Minakowskiego jako siostra Heleny z Dawidowskich Rogozińskiej i Eleonory z Dawidowskich Lassotowej/Lasotowej widnieje Maria z Dawidowskich Pleśniewiczowa. Nie ma mowy zaś o Teodozji z Dawidowskich Dawidowskiej ani o Emilii z Dawidowskich Uziembło/Uziębło.  W poniższej tabeli, pochodzącej z książki T. Epszteina,  nie ma z kolei ujętej Emilii Uziembło/Uziębło, zaś imię Heleny Rogozińskiej jest mylnie zapisane. Na uwagę zasługuje również inne imię ojca kobiet. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego podaje imię Aleksander, zaś poniżej odnajdziemy imię Aleksy. Ale jak pisałyśmy wcześniej, to imię wpisane było w tradycję rodziny, a więc być może mąż Anastazji z Rogozińskich Dawidowskiej nosił dwa imiona.

Fragment zestawienia właścicieli majątków na Ukrainie z http://rcin.org.pl/Content/63786/WA303_83255_III2581_Epsztein.pdf

 Maria z Dawidowskich Pleśniewicz
 
Maria z Dawidowskich Pleśniewicz wyszła za mąż za Gustawa Pleśniewicza. Byli zamożną rodziną ziemiańską. Zajmowali się m.in. uprawą roślin i nasiennictwem w własnym majątku – Dachnówce.

 Słownik  geograficzny Królestwa Polskiego, t. 1, s. 890. Dostępne w Internecie: http://dir.icm.edu.pl/Slownik_geograficzny/Tom_I/890
Pleśniewiczowie mieli syna Stanisława Gustawa, który urodził się 15 maja 1883 roku w Kijowie. W latach 1893-1901 uczęszczał on do gimnazjum w Kamieńcu Podolskim, które ukończył z wyróżnieniem, a potem w latach 1901-1907 studiował na Uniwersytecie w Kijowie na kierunku matematyczno-fizycznym. Kiedy ojciec zmarł, przejął po nim prowadzenie rodzinnego majątku. Wyniósł z domu rodzinnego tradycje myśliwskie i zamiłowanie do psów myśliwskich. W 1907 roku ożenił się z Zofią z Petrażyckich, blisko spokrewnioną z Leonem Petrażyckim i Jadwigą Petrażycką-Tomicką. W Dachnówce 4 czerwca 1909 roku przyszedł na świat jego syn Andrzej (późniejszy krytyk i eseista, zginął tragicznie ugodzony odłamkiem podczas nalotu radzieckiego na kolumnę wycofujących się Niemców 16 stycznia 1945 roku). W 1920 roku Stanisław Pleśniewicz rozwiódł się z żoną i wychowywał syna sam. Pracował jako nauczyciel fizyki, działał w Towarzystwie Rolniczym, po 1918 roku przedostał się do Polski.  Tu zaczął uczyć chemii w warszawskim gimnazjum i na Politechnice Warszawskiej. W zawodowym życiu współpracował z Alojzym Wojciechem Świętosławskim (więcej o nim tu: http://sredniawski.blogspot.com/2017/10/naukowiec-profesor-wiceminister-alojzy.html). Zasłynął w wielu dziedzinach związanych z chemią, zdobywając kolejne stopnie naukowe. Stanisław Pleśniewicz zmarł 13 lipca 1943 roku w Warszawie.


EG

Bibliografia:
http://dir.icm.edu.pl/Slownik_geograficzny/Tom_XV_cz.1/288
http://dir.icm.edu.pl/Slownik_geograficzny/Tom_XV_cz.1/384
https://alchetron.com/Maciej-Aleksy-Dawidowski
http://www.podkowianskimagazyn.pl/nr41/strzemboszowa.htm
http://www.dinartstudio.pl/info,Maciej_Aleksy_Dawidowski
http://www.historia.plock.ap.gov.pl/album_kut/album.php?start=n&ID=64&ULICA=%&MIEJSCOWOSC=%
http://www.historia.plock.ap.gov.pl/album_kut/album.php?start=n&ID=63&ULICA=%&MIEJSCOWOSC=%
https://uatacz.up.krakow.pl/~wwwchemia/zdch/index.php/zyciorysy-dydaktykow-chemii/165-plesniewicz
http://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/andrzej-plesniewicz
Tadeusz Epsztein, Polska własność ziemska na Ukrainie w 1890 roku, Warszawa 2008.
Krzysztof Teodor Toeplitz, Odrzywolscy, Obuchowscy i ślub [w:] Krzysztof Teodor Toeplitz, Rodzina Toeplitzów. Książka mojego ojca, Warszawa 2004.

piątek, 22 grudnia 2017

Emil Biela o Średniawskim

W nastroju przedświątecznym przypominamy, jak o naszym patronie pisał znakomity myślenicki poeta Emil Biela:

Emil Biela
"Dalin"

senator Średniawski jak Mojżesz
spod Dalinu co dzień do miasta
schodzi i stare prawa niesie
dojrzyj go bracie, dojrzyj

senatorze Średniawski
ścieżka twoja śródpszenna
śródżytnia, śródniedzielna
coraz szersza, ciesz się

w o l n o ś ć   j ą   p o s z e r z a


wtorek, 5 grudnia 2017

Senator Andrzej Średniawski (lata 1922-1930)

Na podstawie dostępnych w Internecie stenogramów z posiedzeń senatu zebrałyśmy wypowiedzi Średniawskiego, które wygłosił w czasie pełnienia funkcji senatora przez dwie kadencje. W pierwszej kadencji Senatu (1922-1927) wypowiadał się na 28 posiedzeniach, w drugiej kadencji (1928-1930) na czterech. Fragmentów tych nie opatrywałyśmy szczególnym komentarzem, z dwóch powodów: po pierwsze, nie czujemy się kompetentne, aby wgłębiać się w politykę dwudziestolecia międzywojennego, po drugie natomiast uważamy, że proste przytoczenie słów i poglądów senatora Średniawskiego daje wystarczające światło na jego działalność w senacie, tym bardziej że doskonale uzupełniają one pozostałe zebrane przez nas informacje na temat działań Średniawskiego w innych obszarach życia politycznego, gospodarczego i kulturalnego Polski. 
 
W przygotowanym przez nas zestawieniu widać natomiast, że Średniawski ma określony krąg zainteresowań i w tych tematach się wypowiada. To przede wszystkim rolnictwo i wszystko, co go dotyczy, oraz sytuacja chłopów. Powtarza pewne swoje spostrzeżenia i wnioski. W każdej swojej wypowiedzi stara się sięgać do przykładów z życia, do tego, co sam zaobserwował lub doświadczył. 

***

Na 16 posiedzeniu w dniu 24 marca 1923 roku wypowiedział się m.in. w sprawie zmian regulaminu obrad Senatu, przedstawionych w sprawozdaniu Komisji Regulaminowej. Zaproponował drobną zmianę: słowa „rozważanie” na „dyskutowanie”, podkreślając inne ich znaczenie. Jego uwagę nagrodzono oklaskami. 

Na 19 posiedzeniu w dniu 1 maja 1923 roku zabrał głos w sprawie ustawy o państwowym podatku przemysłowym. Wnosił o przyjęcie drobnej poprawki dotyczącej wypadków, w których pewne zakłady nie podlegają temu podatkowi. W podpunkcie wpisano tam „przemysł ludowy, wykonywany ubocznie przez drobnych gospodarzy”. Średniawski przytoczył sytuację, w której wymierzono podatek zarobkowy jednemu z gospodarzy, naprawiającemu wieczorami buty. Kiedy interweniował w inspektoracie podatkowym, dowiedział się, że urząd zinterpretował naprawę obuwia nie jako przemysł ludowy, ale jako rzemiosło. Średniawski podkreślił absurd takiego rozwiązania, niepozwalającego na dorobienie w wolnym czasie, a innych pozbawiającego dostępu do tanich usług. Jako inny przykład podał posiadaczy małych tartaków o jednej pile i małych młynków, dla których sama procedura występowania o patent i kartę przemysłową czyni ten interes nieopłacalnym. W związku z powyższym wnioskował o dodanie do słów „przemysł ludowy” – „i domowy” lub o wyjaśnienie w rozporządzeniu wykonawczym ministra, co jest rozumiane pod pojęciem „przemysł ludowy”. Poprawkę przyjęto w głosowaniu. 


Otwarcie nowego senatu przez premiera Józefa Piłsudskiego, 27 marca 1928 roku. Zdjęcie z archiwum NAC, sygn. SM0_1-A-1062

Na 20 posiedzeniu w dniu 17 maja 1923 roku przedstawiono Sprawozdanie Komisji Gospodarstwa Społecznego o nagłym wniosku senatora Średniawskiego i towarzyszy w sprawie pomocy kredytowej dla Centralnej Kasy Spółek Rolniczych. Występujący w tej sprawie Średniawski zwrócił uwagę na ciężką sytuację spółek i spółdzielni rolniczych z powodu spadku wartości pieniądza. Niemal niemożliwy jest zakup nawozów, ponieważ są drogie. Sytuacja rolników jest zła także przez to, że ciężko jest o pracę zarobkową, a wyjazd za granicę został ograniczony. Podkreślił wagę rolnictwa dla sytuacji całego kraju, a w związku z tym konieczność udzielania kredytów także rolnikom, a nie tylko na przemysł. Problemem jest także upadek tzw. kas raiffeisenowskich oraz kas powiatowych, z powodu wzrostu kosztów administracji i braku nowych wkładów. Kredyty dla rolników muszą być długoterminowe oraz oprocentowane w takim stopniu, aby były możliwe do spłaty. W związku z powyższym wywodem wystąpił z następującym wnioskiem w imieniu Komisji Gospodarczej: 
„Wzywa się Rząd, ażeby jak najrychlej przyszedł z wydatną pomocą kredytową dla zasilenia spółek rolniczych i kredytowych, a przez to umożliwił drobnym rolnikom kredyt na zakupno nawozów sztucznych, nasion, narzędzi i t. p. środków dla produkcji”. 
Wniosek został przyjęty większością głosów. 

Na 26 posiedzeniu w dniu 6 lipca 1923 roku głosowano nad ustawą o podwyższeniu wkładki państwowej na kapitał zakładowy Centralnej Kasy Spółek Rolniczych w Warszawie oraz w przedmiocie udzielenia gwarancji państwowej za zobowiązania tejże kasy. Pomoc dla kasy była konieczna ze względu na utratę kapitału, która nastąpiła z winy dewaluacji, a nie złego zarządzania. W dyskusji nad wnioskiem Średniawski wypowiada się charakterystycznie dla siebie: 
„Dlaczego tylko tym małym ludziom odmawiać tego kredytu, bo jak widzimy, w stosunku do innych kredytów tylko 2% na rolnictwo się daje. Po prostu upadają te wszystkie mniejsze instytucje. I dziś po prostu oburza mnie, że jeszcze głos protestu z tych wysokich ław dziś się tutaj znalazł”. 
Ustawa została przyjęta. 

Na 28 posiedzeniu w dniu 11 sierpnia 1923 roku, na którym omawiano ustawę o podatkach komunalnych, Średniawski po raz kolejny upomina się o chłopów, traktowanych według niego jako „obywatele drugiej klasy”. Podkreśla nieproporcjonalność prawa obowiązującego w miastach i na wsi, ze stratą dla terenów wiejskich. Zwraca uwagę na to, że pieniądze z podatku dochodowego nie trafiają do gmin wiejskich, które też mają potrzeby kulturalne. Jak zwykle odwołuje się do swoich bezpośrednich doświadczeń: 
„Mówię o nas, bo swoją okolicę znam, jestem w powiecie, w wydziale, w gminie. Uchwalono dodatki do tych podatków, jednak urząd podatkowy nie wypłaca i dziś potrzeby gminy są pokrywane z kieszeni wójta, jeżeli wójt ma, a jeżeli nie ma, to się pożycza, a najczęściej żebrze się po chałupach i kto chce i ile chce da. Tą drogą zbiera się na opał do szkół, tą drogą mostki się łata, w ogóle różne rzeczy się pokrywa w taki sposób. Ja Panom mogę powiedzieć, że wójt u nas zrezygnował, bo wprost nie ma środków żadnych, środków do pokrycia czegokolwiek”. 
W związku z tym Średniawski stawia rezolucję wzywającą rząd, aby
„1) jak najprędzej wypracował i przedłożył projekt nowej ustawy, regulującej i zabezpieczającej dochody gmin i związków komunalnych w sposób sprawiedliwy, tak by gminy wiejskie były traktowane na równi z gminami miejskimi, tak pod względem nakładania podatków, czy dodatków do podatków, jakoteż korzystania z nich;
2) by do kosztów utrzymania samorządów […] w równej mierze przyczyniały się gminy miejskie jak i wiejskie, gdyż równo z nich korzystają;
3) by nie wprowadzał do ustawy projektów takich, jak art. 14 obecnej ustawy, nakładający opłatę na rzecz gminy za protestowane weksle, nakładane na największych biedaków, nie mogących w terminie zapłacić wekslu. Jest to podatek niesprawiedliwy i niegodny, by z takiego źródła samorządy ciągnęły dochody”.
Następnie wypowiada się jeszcze w sprawie oskarżeń wobec powiatów o niepodejmowanie działań i wskazuje, że wynika to z braku środków, gdyż posiadane fundusze wykorzystywane są na samo funkcjonowanie urzędów. Wypowiadający się po nim wiceminister skarbu Markowski wskazuje na słuszność prezentowanych przez Średniawskiego argumentów. W głosowaniu rezolucje zostały jednak odrzucone. 

Na 47 posiedzeniu w dniu 27 lutego 1924 roku omawiano interpelację senatora Kowalczyka w sprawie drożyzny węgla śląskiego, nadmiernych frachtów węglowych w Korytarzu Kluczborskim oraz zatrudnienia w zakładach wielkiego przemysłu wrogów Rzeczpospolitej. Średniawski po raz kolejny podkreśla, że artykuły rolnicze nie zdrożały tak, jak inne, między innymi właśnie węgiel. W związku z tym siła nabywcza rolnika znacząco spadła. Zgłosił rezolucję następującej treści: 
„Wzywa się Rząd, ażeby dążył do dalszego obniżenia cen węgla stosunkowo do ceny zboża, tak, by za 100 kg żyta można było nabyć tyle centnarów węgla co i przed wojną, gdyż oba te produkty są czysto krajowemi wytworami i równie dla egzystencji ludności są niezbędnemi”. 
Rezolucja ta została przyjęta większością głosów. 

Na 48 posiedzeniu w dniu12 marca 1924 roku podczas dyskusji nad sprawozdaniem o wniosku w sprawie przyjścia z pomocą rolnictwu Średniawski po raz kolejny podkreślał trudną sytuację rolnictwa po wojnie i wielkie zaangażowanie ludzi w jego odbudowanie, do tego stopnia, że „rolnik orał pod granatami”. Zwraca uwagę na to, że do tej pory nie upominano się o przywileje dla rolnictwa, ponieważ rozumiano wagę sytuacji. Teraz jednak konieczne są działania. Stawia postulat, aby wywóz produktów rolnych był nieograniczony, a rząd mógł jedynie obniżać cła wwozowe w razie potrzeby albo nakładać opłatę wywozową, co wystarczy do regulowania cen. Wskazywał też na to, że rolnictwo może przynieść konkretne zyski, jeśli tylko zostanie doinwestowane. 

Na 61 posiedzeniu w dniu 16 lipca 1924 roku zabiera głos jako przedstawiciel Komisji Gospodarstwa Społecznego i Administracji w sprawie zmiany niektórych przepisów budowlanych na obszarze byłego zaboru rosyjskiego. Przedstawiając zaproponowane poprawki, zwraca m.in. uwagę na konieczność wprowadzenia w ustawie żądania trwałego krycia budynków, o ile to możliwe w sposób ogniotrwały. Podkreśla jednocześnie, że wprowadzenie tego przepisu nie może się odbyć bez odpowiednich przygotowań. Na przykładzie Małopolski wskazuje, że kiedy wprowadzono kilkanaście lat wcześniej taką ustawę, sejm galicyjski utworzył fundusz budowlany, z którego subwencjonował zakładanie fabryk dachówek, a także udzielał powiatom znacznych funduszy na kredyty dla uboższej ludności. W związku z czym podkreślał konieczność zostawienia czasu przejściowego, przynajmniej w wymiarze 10 lat. Poprawki zaproponowane przez komisję zostały przyjęte w głosowaniu. 

Sala posiedzeń senatu, maj 1926 roku. Zdjęcia z archiwum NAC, sygn. SM0_1-A-1201-1, SM0_1-A-1201-4

Na 68 posiedzeniu w dniu 25 lipca 1924 roku w długim wywodzie porusza sprawę ceł i ochrony opłat wywozowych, po raz kolejny podkreślając katastrofalną sytuację wsi i konieczność objęcia rolnictwa specjalną opieką. 
 
W wystąpieniu na 69 posiedzeniu w dniu 26 lipca 1924 roku Średniawski przedstawiał, a następnie podsumowywał dyskusję nad wnioskiem o cofnięcie rozporządzenia zezwalającego na 10-godzinny dzień pracy robotników w hutach na Górnym Śląsku. Uchwalenie ustawy o ośmiogodzinnym dniu pracy osobiście uważał za nietrafne. Wskazywał na to, że obecna sytuacja kraju nie pozwala na lekkomyślne przyjmowanie rozwiązań, na jakie stać bogate państwa, nawet jeśli działają one na korzyść ludzi. Podkreślał również konieczność różnicowania czasu pracy w zależności od m.in. stopnia jej trudności. Wniosek został odrzucony, a rację przyznano reprezentowanej przez Średniawskiego Komisji Gospodarstwa Społecznego. 
 
Na 70 posiedzeniu w dniu 28 lipca 1924 roku w sprawie m.in. budżetu Ministerstwa Kolei porusza sprawę rozbudowania administracji kolejowej, co znacząco wpływa na budżet ministerstwa. Wskazuje na potrzebę rozbudowania sieci kolejowej, a w związku z tym konieczność przygotowania ustaw dotyczących zapewnienia funduszy na budowę kolei lokalnych z udziałem rządu lub samorządu. Według niego konieczne jest zorganizowanie samorządu wojewódzkiego, co wpłynie na rozwój gospodarczy państwa: 
„Przez zorganizowanie samorządów tchnie się nowe życie w cały ustrój gospodarczy, stworzy się lokalne ogniska twórcze myśli i pracy, które dziś zamierają, a coraz większy brak zarobków dla ludności, która chciałaby pracować, powiększa ogólną nędzę!”. 
Na koniec swojego wystąpienia złożył rezolucję wzywającą rząd do opracowania i przedłożenia sejmowi projektu ustawy dla ułatwienia budowy kolei lokalnych na zasadach ustawy galicyjskiej z dn. 17 lipca 1893 r. oraz drugą – aby jak najprędzej opracował i przedłożył sejmowi projekt ustawy o ustroju samorządów wojewódzkich. 

Na 71 posiedzeniu w dniu 29 lipca 1924 roku obszernie wypowiada się w dyskusji nad budżetem Ministerstwa Rolnictwa. Po raz kolejny przypomina katastrofalną sytuację rolnictwa po wojnie. Choć gospodarka kraju podźwignęła się po tylu latach, rolnictwo zostało zahamowane przez nakładanie opłat wywozowych i potanienie towarów rolniczych w stosunku do innych. Rozumie, że budżet kraju musi być szczupły, ale w zamian za oszczędzanie na rolnictwie proponuje ograniczenie wydatków na administrację. Wskazuje na przykład innych krajów europejskich, które rozumieją konieczność pochylenia się nad problemami rolnictwa i ludności zajmującej się nim. Porusza także konkretną, bieżącą sprawę – pożyczek udzielonych po tegorocznych klęskach żywiołowych, wskazując na konieczność przyznania bezpłatnych zapomóg albo pożyczek bezprocentowych, z odłożonym terminem spłaty. Postuluje ograniczenie opłat wywozowych, przywrócenie wywozu, a także kontrolę nad importem, z powodu konkurencyjności rolnictwa krajów sąsiednich, jak Rosja i Rumunia. Mówi wreszcie o konieczności zajęcia się szkolnictwem rolniczym. 

Na 80 posiedzeniu w dniu 15 stycznia 1925 roku w głosowaniu nad nowelą do ustawy o bezrobociu zabrał głos, podnosząc kwestię kosztów wypłaty zasiłków. Przekonywał, że „taki zasiłek jest bądź co bądź zawsze sposobem potęgowania pewnego rodzaju mniejszej staranności o to, żeby mieć pracę, bo nie będzie się starał o nią człowiek, który ma byt jako tako zabezpieczony”. W związku z tym protestuje przeciwko przedłużaniu okresu bezrobocia. 

Na 83 posiedzeniu w dniu 5 lutego 1925 roku Komisja Gospodarstwa Społecznego przedstawiała sprawozdanie w sprawie ograniczenia przemiału zboża. Sprawę referował Średniawski, przedstawiając przygotowaną rezolucję. W obliczu światowego nieurodzaju zboża i spowodowanego tym ogólnego podniesienia cen zboża na rynkach światowych wzywano rząd, aby celem zapobieżenia podwyżkom ceny chleba wydał rozporządzenie ograniczające przemiał zboża minimum do 78%. Dodatkowo należało polecić piekarniom dodawanie do wypieku chleba mąki ziemniaczanej lub płatków. Wniosek został przyjęty. 

Na 86 posiedzeniu w dniu 20 lutego 1925 roku Komisja Gospodarstwa Społecznego referowała sytuację gospodarczą rolnictwa. Zabierając głos, Średniawski jest zbulwersowany postawą niektórych senatorów: „oburza mnie takie wystąpienie, takie ironizowanie i kpiny poniekąd z ludzi”, a to wszystko w obliczu ciężkiej sytuacji polskiego rolnictwa. Dalej, powołując się na swoje doświadczenia, mówi m.in.: 
„W moich okolicach górskich są wsie, które w ogóle już chleba nie jedzą, jeść nie będą, bo nie mają za co kupić, jedzą brukiew, kartofle, kapustę itd., a tyfus już do chat zagląda coraz częściej. Czy i z tem będzie ironizował p. s. Posner? Wiadomą jest rzeczą, że wszystkie państwa na świecie zawsze traktują życzliwie swoje rolnictwo. Dlaczego? Bo rolnik jest najpewniejszym elementem każdego państwa, jest podstawą, jest najspokojniejszym, najsolidniejszym, najcichszym i najpracowitszym człowiekiem. Otóż z tego powodu cieszy się pewną życzliwością i ułatwieniami w różnych kierunkach. Wśród tych narodów pokażcie mi choć jedno państwo pod słońcem, któryby w podobny sposób traktowało rolnictwo, jak nasza Polska? (Głos [poparcia z sali]: Słusznie). Proszę Panów, Polska dla rolników była macochą i to macochą złą”. 
Na koniec swojej wypowiedzi wnosi poprawkę do rezolucji, brzmiącą „konieczne jest danie zarobku ludności w tym roku już wczesną wiosną jeżeli nie przy melioracjach, to przy budowie i rekonstrukcji dróg albo przy innych robotach publicznych”, odnośnie kredytów na rozpoczęcie robót melioracyjnych, dających zatrudnienie ludziom pozbawionym pracy lub dotkniętym klęską nieurodzaju. Poprawka została przyjęta. 

Na 103 posiedzeniu w dniu 20 czerwca 1925 roku omawiano budżet Ministerstwa Rolnictwa i Dóbr Państwowych. Średniawski zabrał głos, aby opisać położenie rolników, a zwłaszcza drobnego rolnictwa. Nędza rolników jest tak wielka, „że nawet już trawę jadają”. Jako przyczynę, oprócz nieurodzaju, podaje zarządzenia rządu, np. zamykanie granic, nakładanie opłat wywozowych czy nakładanie opłat na drobną własność. Kolejnym czynnikiem jest niekorzystny stosunek cen produktów przemysłowych w stosunku do rolnych. Te same problemy trapią hodowców. Opowiada, jak na terenach podgórskich ludzie zajmują się pozyskiwaniem drzewa z lasu, ale wobec niskich cen za jego sprzedaż nawet to nie daje im wystarczającego zarobku. Tegoroczna klęska nieurodzaju jest tym bardziej dotkliwa w zestawieniu z powojenną biedą i brakiem kapitału w kasach pożyczkowych. Sytuacja jest na tyle zła, że nie wystarczy jeden rok urodzaju, aby ją naprawić. Konieczne jest przyznanie korzystnych kredytów, aby ruszyły prace i ludzie, dzięki zatrudnieniu, mogli zarobić. Wypowiada także swoje zdanie na temat waluty pomocniczej i pożyczki zagranicznej. Jako wniosek stawia żądanie traktowania rolnictwa na równi z przemysłem, również w sprawie wywozu i ustanawiania cła na płody rolnicze. 
Posiedzenie komisji rolnej senatu, wrzesień 1925 r. Pierwszy z lewej (ucięta sylwetka) senator Andrzej Średniawski. Zdjęcie z archiwum NAC, sygn. SM0_1-A-1058-1

Na 136 posiedzeniu w dniu 31 lipca 1926 roku w czasie obrad nad ustawą o zmianie konstytucji i o pełnomocnictwach dla rządu zwraca uwagę na sprawę niepodniesioną wcześniej przez innych mówców, czyli zmianę ordynacji wyborczej. Jako przyczynę złego postrzegania polskiej władzy ustawodawczej za granicą wskazuje: przyznanie praw wyborczych „młodzieży 21-letniej”, młody wiek posłów, zasadę proporcjonalności i wielkie okręgi wyborcze (przez co do sejmu weszło ok. 20 partii, które teraz walczą ze sobą). Według niego, słuszne jest więc podniesienie wieku uprawnionych do głosowania z 21 na 25 lat, a kandydatów na posłów z 25 do 30 lat. Swój projekt argumentuje m.in. tym, że przyszły sejm będzie miał prawo zmiany konstytucji, więc tym bardziej trzeba się starać, aby weszli do niego odpowiedni ludzie. Wniosek został odrzucony w głosowaniu. 

Na 139 posiedzeniu w dniu 28 września 1926 roku wystąpił jako sprawozdawca Komisji Gospodarstwa Społecznego o projekcie ustawy w sprawie zmiany brzmienia artykułów 103 i 104 ustawy o obowiązkowym ubezpieczeniu na wypadek choroby z dn. 19 maja 1920 r. Średniawski szczegółowo referuje problemy wynikające z utworzenia Kas Chorych i z wprowadzenia przymusowego ubezpieczenia, zwracając szczególną uwagę na małorolnych rolników, których dochód roczny nie pozwala na opłacenie nawet najmniejszej stawki. Głosowana nowelizacja wprawdzie odracza przymusowe ubezpieczenie dla gospodarstw rolnych poniżej 75 ha do 10 lat, ale obejmuje drobnych gospodarzy zamieszkujących w obrębie małych miast i miasteczek, którzy również żyją z rolnictwa. Stąd wnioskuje o wprowadzenie drobnej poprawki, dotyczącej odroczenia również dla tych drobnych gospodarzy. W związku z powyższym komisja wzywa rząd do opracowania nowelizacji ustawy, która uwzględni m.in. możliwość zakładania odrębnych kas chorych i sformułowanie odrębnych przepisów dla rolnictwa, oraz do zmiany par. 149 rozporządzenia Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej z dn. 28 stycznia 1922 r., aby obejmował także małorolną ludność miejską małych miast o wysokim procencie ludności rolnej. Ustawa i obie rezolucje zostały przyjęte. 

Na 147 posiedzeniu w dniu 4 marca 1927 roku w sprawie budżetu Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej porusza problem bezrobocia. Jako jego przyczynę wskazuje:
„nadmierne rygory, ograniczające nadmiernie pracę i produkcję, wskutek tego produkcja jest za droga i nie jest w stanie konkurować z wyrobami zagranicznemi, a w kraju chroniona prohibicyjnymi cłami znajduje mały zbyt wśród zubożałej ludności, powiększając ich nędzę, przygniatając ją wysokimi cenami”. 
Kolejną przyczynę upatruje w przyjęciu przez Polskę ujednoliconego, ośmiogodzinnego czasu pracy, bez koniecznych uszczegółowień. Inny powód to wygórowane opłaty na Kasę Chorych i nieprawidłowości w jej funkcjonowaniu. Zamiast zasiłku dla bezrobotnych, proponuje roboty interwencyjne. W związku z powyższym wniósł dwie rezolucje:
  • wzywającą rząd, aby przedłożył sejmowi nowelę do ustawy o ośmiogodzinnym dniu pracy, mówiącą, że ustawa nie ma zastosowania przy robotach sezonowych budowlanych i przy robotach dokonywanych osobiście przez rzemieślników;
  • wzywającą rząd, aby przedłożył rządowi nowelę do ustawy o ubezpieczeniu w Kasach Chorych, mówiącą, żeby świadczenia nałożone tą ustawą na płatników nie przekraczały możliwości gospodarczych i finansowych płatników.
Na 5 posiedzeniu senatu drugiej kadencji w dniu 21 czerwca 1928 roku w trakcie rozprawy budżetowej wobec planów zwiększenia budżetu porusza sprawę podatków, zwłaszcza w rolnictwie. Po raz kolejny podkreśla panującą na wsi biedę, zwłaszcza na głębokiej prowincji. Rok 1926 był nieurodzajny, w roku następnym nie obrodziła ozimina. Przypomina, że drobni rolnicy, właściciele od półtora do 5 morgów, których jest najwięcej, nie są w stanie wyżywić rodziny z własnej ziemi i muszą szukać dodatkowego zarobku, o co jest bardzo ciężko. Rolnictwo nie odrodziło się jeszcze w pełni po wojnach: światowej, ukraińskiej i bolszewickiej. Po wojnie zaś trudności powodowały m.in. kontyngenty, ceny maksymalne i zakaz wywozu za granicę produktów rolnych, co zostało zniesione dopiero od sierpnia 1925 r. Średniawski przedstawił też zgromadzonym porównanie cen przedwojennych i obecnych, udowadniając, że ceny produktów rolniczych nadal są niskie w stosunku do towarów przemysłowych. Następnie w ten sam sposób analizuje płacone przez rolników podatki, dochodząc do konkluzji, że są one 3 i pół razy większe niż przed wojną. Wskazuje też na problem ze spłatą pożyczek rządowych, wstępnie ośmioprocentowych, ale następnie sprolongowanych na oprocentowaniu 12%. Stawia wniosek, że budżet powinien być podwyższony tylko o tyle, o ile wzrasta zamożność mieszkańców. Przypomina o przerośniętej administracji, na którą przeznaczona jest również suma z budżetu. Pamięta, że rolnictwo zostało już wsparte przez rząd, m.in. przy scalaniu gruntów, melioracji, dotacjach, kredytach ulgowych itp. Zgłosił dwie rezolucje: o postaranie się przez rząd o obniżenie oprocentowania w Banku Polskim przynajmniej o 2% i unormowanie procentu w obrocie ogólnym całego państwa oraz o zezwolenie lub nakazanie powiatowym samorządom, by z dochodów podatkowych tworzyły rezerwy (fundusz obrotowy drogowy) na prowadzenie robót drogowych wiosną i latem następnego roku. 

Na 13 posiedzeniu w dniu 6 marca 1929 roku w sprawie budżetu ministerstwa rolnictwa i budżetu ministerstwa reform rolnych wskazuje niskie finansowanie rolnictwa z budżetu. Przypomina, że poprawa sytuacji rolnictwa wpływa na wzrost konsumpcji, a to z kolei jest niezbędne do poprawy gospodarki całego kraju. Wskazuje na zbyt niski fundusz przeznaczony na melioracje, które są rentowne i korzystne.  Brak jest w budżecie dofinansowania na hodowlę bydła czy nasiennictwo, ponieważ przerzucono to na samorządy, a one nie są w stanie realizować tych działań ze swoich środków. W związku z ciężką sytuacją rolnictwa prosi o cofnięcie cięć w zakresie rolnictwa. 

Na 15 posiedzeniu w dniu 8 marca 1929 roku zabiera głos w sprawie budżetu ministerstwa spraw wojskowych na temat podwyżki żołdu. Sejm zaproponował podwyżkę żołdu o 100%, natomiast komisja senacka zawnioskowała o odrzucenie. Średniawski wskazuje na fakt, że przyjęcie wniosku komisji może bardzo niekorzystnie odbić się na wizerunku senatu, na który pracuje on od paru lat.

Na 28 posiedzeniu w dniu 10 marca 1930 roku w sprawie budżetu ministerstwa reform rolnych zwraca uwagę na problem powrotu majątków polskich, zagrabionych w czasie zaborów, w ręce polskie. Porusza sprawę emigracji zarobkowej i nieprawidłowości przy parcelacji majątków oraz po raz kolejny wskazuje na różnice cen towarów rolnych i przemysłowych.

Stosunek Średniawskiego do obowiązków senatora RP doskonale obrazuje jedna z ostatnich zgłoszonych przez niego uwag, zapisana w stenogramach z posiedzeń senatu:
„Szczególnie do Pana Marszałka, a także do Wysokiego Senatu chciałbym się zwrócić z tem, że my prowadzimy te obrady takim galopem, w tak ogromnie forsowny sposób, a uważam to za zbyteczne. Wiemy, że w przeszłym roku był czas bardzo krótki, bardzo ograniczony, więc trzeba było te rzeczy przyśpieszać, bo nas nagliły terminy. W tym roku tej trudności nie ma i można byłoby sobie pozwolić na powolniejsze tempo. Na przykład nasze stronnictwo, bardzo maleńkie w Senacie, dostało tylko godzinę czasu, a są niektóre rzeczy, co do których byłoby bardzo pożytecznem wspólnie je omówić, wspólnie dyskusję przeprowadzić, bo przez to poznajemy się wzajemnie, poznajemy swoje zapatrywania i możemy się zżyć. Ja uważam, że to jest zbyteczne i nie powinno być takiego obcinania. Nic by się złego nie stało, jeżelibyśmy te obrady przedłużyli o pięć dni, nie byłoby z tego żadnego nieszczęścia. Ja sam miałem wielką ochotę omówić sprawy parcelacji, emigracji, która się rozprasza po całym świecie. Jak się roczniki statystyczne czyta, to widzi się, że po wszystkich krańcach świata nasza emigracja się rozprasza, jak gdyby chodziło o zagładę tych ludzi. Teraz dochodzi to do nas ustnie i piśmiennie, i w dziennikach porusza się sprawę kurczenia się polskości na kresach, kurczenia się stanu posiadania polskiego. Więc te rzeczy trzeba byłoby omówić, ale niestety nie ma czasu. Dostałem tych kilka minut z łaski moich kolegów, którzy mi 10 minut czasu udzielili, ażebym mógł parę uwag tu zrobić. (Oklaski.)” 
Średniawski otrzymał odpowiedź od marszałka, który wskazywał, że są skrępowani terminem odesłania budżetu do sejmu, ale z oklasków po wypowiedzi można wnioskować, że i pozostali senatorzy popierali wniosek Średniawskiego o konieczności głębszej analizy spraw ważnych dla państwa. 

AG

Bibliografia:
Stenogramy posiedzeń senatu I i II kadencji. Biblioteka Sejmowa, baza Parlamentaria polskie 1919-1997, 1919-1939: Senat. Dostępne w Internecie: https://bs.sejm.gov.pl/F?func=file&file_name=find-nowe&local_base=ars01.