expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

czwartek, 11 kwietnia 2019

Czesław Kurek – pierwszy biograf Średniawskiego

Z postacią Czesława Kurka spotykałyśmy się wielokrotnie, poszukując materiałów dotyczących postaci Andrzeja Średniawskiego. To on zgromadził pierwsze materiały po Średniawskim. Sam podkreślał, że wiele mu zawdzięcza i czuje się w obowiązku, by pamięć o pośle i senatorze przetrwała. 

Z różnorakich relacji wiemy, że ojciec Czesława był związany z Średniawskim pracą w środowisku lokalnym, w Górnej Wsi, bo tu mieszkał. To właśnie jego między innymi Średniawski wysłał na kurs ogrodniczy, który poskutkował założeniem przez ojca Czesława sadu i zdobyciem środków na utrzymanie rodziny. Pieniądze z kolei pozwoliły się kształcić Czesławowi. Za to był on Średniawskiemu dozgonnie wdzięczny.

Nie udało nam się ustalić wielu szczegółów z życia Czesława Kurka. Wiemy na pewno, że przemawiał podczas pogrzebu Średniawskiego, a mowa jego – piękną myślenicką gwarą – została opublikowana w „Piaście".

Przemówienie wygłoszone przez Czesława Kurka na pogrzebie A. Średniawskiego. Ze zbiorów ZHRL
Kiedy Średniawski zmarł, Kurek spotkał się z Zofią Średniawską, a ta przekazała mu dużo prywatnych materiałów dotyczących męża, m.in pierwszy artykuł Średniawskiego, brulion z innymi zapiskami, opowiadała o pasiece, ogrodzie itd. Wśród darowizny były także listy rodzinne, prywatne, a ich powierzeniem przez wdowę był Kurek bardzo skrępowany.

Sam Kurek również pozyskiwał różne informacje poprzez wywiady z ludźmi, które skrzętnie spisywał. Popularyzował zdanie Zofii Średniawskiej, że to jej drugi mąż odkrył Wincentego Witosa, uważając, że jest młody i ma potrzebną inicjatywę. Rozmawiał z posłem Janem Brodackim, który twierdził, że gdyby słuchano rad Średniawskiego, nie byłoby następstw w kraju po 1926 roku. Miał sam do siebie żal, że nie udało mu się uratować wielu dokumentów po śmierci Średniawskiej, gdyż nie mógł uczestniczyć wtedy w jej pogrzebie i trafiły one na makulaturę.

W porządkowaniu materiałów pomagała Czesławowi żona. Ona również uważała, że jej mąż ma obowiązek zgromadzenia spuścizny po pośle i senatorze oraz upamiętnienia go przez publikację. Wszelkie zgromadzone informacje dotyczące Średniawskiego przechowywał w domu w Górnej Wsi. Planował wydać broszurę upamiętniającą postać Średniawskiego i jego działalność. Miała kształtem przypominać broszurę o Bujwidzie. Chciał, by wywołała ona dyskusję o Średniawskim w celu ustalenia kwestii spornych, zwłaszcza że odchodziło coraz więcej osób znających Średniawskiego.

Na pewno spod jego ręki, choć podpisał się jako Czesław Daliniak, wyszedł artykuł Myślenickie wybory, opublikowany w „Tygodniku Powszechnym” nr 16 z 1977 r., dotyczący rocznicy wyborów galicyjskich. Czesław Kurek na początku pisał w nim, wyjaśniając genezę wspomnienia o Średniawskim:
Niedawno minęła osiemdziesiąta rocznica wyboru pierwszych posłów ludowych do sejmu galicyjskiego. Ponieważ w okolicznościowych artykułach nie napotkałem opisów niezwykłej myślenickiej przygody, pozwolę ją sobie zrelacjonować i opowieści jakie oplotły mą młodość w bezpośrednim sąsiedztwie sprawców tych wydarzeń – Andrzeja Średniawskiego i jego małżonki, spoczywających dziś w jednym grobie na myślenickim cmentarzu.
Jeśli chodzi o większą publikację, Czesław Kurek zwrócił się do Walaszka w sprawie napisania monografii. Chciał mu przekazać zgromadzone materiały, bo sam  w pewnym momencie przestał się tym zajmować z powodu śmierci żony. Ona bardzo wspierała go w pracy, a on z powodu olbrzymiej żałoby nie był w stanie do tych materiałów znów usiąść. Ponadto mocno absorbowała go praca jako referenta oświaty pozaszkolnej. W tamtym czasie przygotowywał bliżej nieokreśloną imprezę, której sam był inicjatorem, a praca nad nią mocno go pochłaniała. Trudno było udostępniać materiały Walaszkowi, dlatego ostatecznie zdecydował się na udostępnienie Walaszkowi klucza do swojego domu na Górnej Wsi. Obiecał mu również, że dostarczy materiały, które miał w Kamionce Strumiłowej (województwo tarnopolskie), gdzie pracował jako inspektor szkolny, a także że sporządzi spis zgromadzonych materiałów. 

Panorama miasta. Widok z wieży ratusza. Lata 30. ubiegłego wieku. Na końcu ulicy drewniana synagoga (spalona w czasie wojny), w oddali z wysoką wieżą kościół rzymskokatolicki, po prawej trzy kopuły – przed wojną cerkiew greckokatolicka, obecnie prawosławna.  Zdjęcie dostępne w Internecie: https://www.facebook.com/KamionkaStrumilowa/?tn-str=k*F
Informował również Walaszka, że Zofii Średniawskiej marzyło się, by powstała publikacja na temat jej męża. Według niego był jakiś zapis Średniawskiej, że jej syn Józef Rogoziński na ten cel ma przekazać pewną sumę pieniędzy. W związku z tym Czesław Kurek kontaktował się z Rogozińskim, ale nie doszli do porozumienia. Kurek twierdził, że syn Średniawskiej miał do niej żal, iż wyszła za mąż za chłopa.
Materiały Czesława Kurka znajdują się w zbiorze materiałów Antoniego Walaszka w AZHRL w Warszawie.

EG

1. Czesław Daliniak [właściwie Czesław Kurek], Myślenickie wybory, „Tygodnik Powszechny” nr 16, 1977.
2. Notatki prywatne Cz. Kurka w dokumentacji A. Walaszka zbieranej do książki  Andrzej Tomasz Średniawski. Życie i działalność na tle dziejów Ruchu Ludowego 1875-1931 [w zbiorach ZHRL].
3. Notatki prywatne A. Walaszka [w zbiorach ZHRL].

środa, 10 kwietnia 2019

Dom i rodzinne gospodarstwo Andrzeja Średniawskiego – Cieślówka – cz. II

O początkach Cieślówki – gospodarstwa rodzinnego Andrzeja Średniawskiego – pisałyśmy tutaj:  https://sredniawski.blogspot.com/2017/01/cieslowka-dom-i-rodzinne-gospodarstwo.html.
Kiedy Andrzej odkupił od Kazimierza grunt, rozpoczął pracę nad odbudową dzierżawionego gospodarstwa i pozyskaniu zaufania sąsiadów i rolników z Górnej Wsi. Więcej pisałyśmy tutaj:  https://sredniawski.blogspot.com/2017/03/modziencze-kroki-andrzeja_6.html.
Gdy Średniawski wyjechał na Ukrainę, gospodarstwem opiekował się stryj Roman Gąsiorowski. Plany matrymonialne Średniawskiego powodują, że wraca on na Górną Wieś. Rozpoczyna znowu gospodarowanie. Musiał go Średniawski przebudować, bo przecież Zofia do tej pory mieszkała w ziemiańskim dworku, a teraz miała przenieść się do wiejskiej chaty. Więcej o tym tu:  https://sredniawski.blogspot.com/search?q=malzenstwo.

 
Zofia Średniawska z córką Marią przed domem Średniawskich na Górnym Przedmieściu. W oknie synowa Zofii – Halina Rogozińska. Zdjęcie ze zbiorów prywatnych udostępnił J. Uznański
Maria Kania opowiadała, że dom Średniawskiego stanowiła długa, niska, drewniana chata, pomalowana na biało. Pokryta była słomianą strzechą. Przed domem znajdowała się studnia, ogrodzona misterną kratą, przykryta daszkiem z gontu.
 
Wiadomo na pewno, że przebieg ulicy, przy której mieszkał (obecna Średniawskiego), wyglądał nieco inaczej, bowiem przy Bysince znajdowało się pole, które Średniawski uprawiał. W celu jego zabezpieczenia od strony rzeki posadzona została wiklina. Kiedy rozpoczęto regulację Bysinki koło posesji Średniawskiego, na polu sąsiadującym z korytem rzeki pojawił się drut kolczasty oddzielający inwestycję. Wtedy też Średniawski kazał Dzieży wykopać z ogrodu przydomowego akacje i posadzić je w linii drutu – dwa metry od niego, co pięć metrów.
 
Średniawski udoskonalał gospodarstwo cały czas, śledził postęp techniczny, stosował u siebie zdobycze naukowe, metody doświadczalne, próbował, poprawiał je, uczestniczył w wystawach, porównywał swoje rezultaty z innymi. Był zwolennikiem wystaw, gdyż uważał, że nic bardziej nie przekonuje człowieka do pracy jak przykład i własne spostrzeżenia.

Pilnie śledził wyniki gospodarstwa, kalkulacje rachunkowe, doświadczenia, starał się notować każdą obserwację, by stworzyć własny opis najważniejszych czynności, szczególnie dotyczących roli, pszczelarstwa i sadownictwa.

W notatkach pozostałych po Średniawskich nie znajdziemy wiele takich zapisków, gdyż większość rozchodziła się po wsi. Okoliczni gospodarze, wiedząc, że takie posiada, starali się je pozyskać. Gdyby nie to, można byłoby odtworzyć jego postęp, ulepszanie systemu. Wiemy na pewno, że Średniawski w 1908 roku dokonał zakupu pługu z fabryki narzędzi rolniczych Braci Frohlich. Przyjechał  on koleją do Mszany Dolnej, skąd Średniawski miał przesyłkę odebrać.

W każdej wolnej chwili myślał o gospodarstwie. W kieszonkowym notesie widnieją ślady planowania przez niego ogrodzenia.

Strona z notesu kieszonkowego Andrzeja Średniawskiego z planem dotyczącym wykonania ogrodzenia przy domu.
Ze zbiorów ZHRL

Plany zostały przekazane listownie Zofii. W wolnym od prac polowych czasie służba wykonywała słupy ogrodzeniowe. Powstawały one w przygotowywanych również przez nich formach. Cement w beczkach kupował w Niwie lub u Waseryta (?).

Fragmenty ogrodzenia (słupy ogrodzeniowe) dawnej posesji należącej do Średniawskiego. Stan na 2013 r. Fot. G. Górecki
Maria Kania wspominała, że dom był otoczony parkanem, wysokim na około dwa metry. Przęsła tego parkanu połączone były kamiennymi słupami. Od strony drogi rosły różowe głogi i akacje.
  
Koło domu znajdowała się stajnia. Co kilka lat Średniawski starał się ją remontować. Z jednego z listów do żony wiemy, że został najęty Łukasik, który mszył stajnię, gdy mech zebrany w lesie był już suchy. Z czasem zbudował przy domu również stodołę, gdyż ta zbudowana na Michałówce była za daleko od niego. Postawił ją, gdy spodziewano się wybuchu wojny, bowiem bał się, że plony z oddalonej stodoły zostaną rozkradzione. W gospodarstwie był żywy inwentarz, m.in. sześć krów, dwie jałówki, para koni, świnie.

Drzewo na opał albo do budowy czerpał z lasu, głównie nad domem. W celu pozyskania drewna z lasu zwracał się do leśnego (leśniczego) Zabłockiego. Średniawski i służba rąbali je w miejscu wycinki, potem ściągali pod las. Czasem musiał poczekać na ściągnięcie pod dom, gdyż przeszkodą było błoto. Średniawski wiedział, że należy poczekać na to, by droga przeschnęła lub by ścisnął mróz, gdyż w przeciwnym przypadku zniszczy dojazd do lasu i pól. Do jazdy do lasu miał specjalny wóz (składający się z „kary" i „zadka"), który okuwał u wiejskiego kowala. Kuźnia mieściła się na ulicy 3 Maja. To z usług tego kowala korzystał najprawdopodobniej Średniawski, a na pewno współpracowała z nim szkoła ufundowana przez Średniawskiego. 

Budynek starej kuźni J. Batki przy ulicy 3 Maja. Fot A. Garbień

Na roli uprawiał m.in. pszenicę, owies, buraki, ziemniaki, kapustę, łubin, siał koniczynę, bobik. Średniawski zajmował się doświadczalnie trawą kupkową. Miał do tego wyznaczone pola, na których ją siał, zaś nasiona zebrane jako próbki wysyłał do Syndykatu Rolniczego w Krakowie, a oni z kolei przesyłali do Wiednia, do stacji doświadczalnej, celem zbadania jej wartości użytkowej.

Pismo z Syndykatu Rolniczego do Andrzeja Średniawskiego odnośnie eksperymentalnej trawy kupkowej. Ze zbiorów ZHRL
Ziemia do zasiewu zawsze musiała być odpowiednio przygotowana. Orano za pomocą koni. Orankę suszono drapaczem i bronowano. Kamienie wybierano na bok pola, by potem wykorzystać je do umocnienia drogi. Perz i inne chwasty zgrabywano i zwożono. Pola Średniawski nawoził wapnem mielonym, solą potasową, żużlami (rodzaj nawozu wapniowego). Wapno stosował na pola wysiewne pod pszenicę, zaś „siarkan" amonowy pod buraki. Oczywiście nawoził również nawozem naturalnym. Pszenicę przed siewem namaczał. Najlepsze do tego były cebry do prania. Potem ją suszył w szopie, tak by nadawała się do siania. Pola były rządkowane. Do odpowiedniego rozstawu miał przeznaczony odpowiedni znacznik. Średniawski uważał, że poprzez takie zachowanie uzyskiwał odpowiednio wykorzystane pole. Ziarna rozsiewano za pomocą siewnika. Pod każdy zasiew maszyna była odpowiednio ustawiana. Często nie do końca dowierzał służbie, że odpowiednio go ustawi, toteż sam go przygotowywał i zostawiał  do pracy służbie, ewentualnie sąsiadom, których do pomocy w gospodarstwie wynajmował. W polu pracowali mężczyźni, w gospodarstwie  dziewczęta, głównie w domu. Kiedy jednak nie było pracy, chodziły w pole. Z czasem służba wzrosła do pięciu osób. Średniawski pilnował, żeby wstawali wcześnie rano, gdy była pogoda nawet i o piątej, bo uważał, że nie należy marnować czasu. Z sąsiadów na pewno w gospodarstwie pracowali Dzieża, Kluba, Kłepina. Podczas zbioru traw kobiety żęły sierpami w kątach pola, a resztę pola kosą. Pastwiska były blisko domu, gdyż nie chciał, by trzeba było daleko prowadzić krów. Ziemniaki „obruszywano" siewnikiem, a potem kopaczkami kończono plewienie. Po zbiorach ziemniaków dodatkowo nakazywał „wyskrudlić" ziemię, by wydobyć pozostałe tam jeszcze ziemniaki. Nic w gospodarstwie się nie marnowało.Tak więc nać ziemniaczaną suszył, wieszając pod dachem stodoły, albo kazał układać na trójnogach koło domu. Potem wykorzystywano ją jako składnik nawozu. 

 
Prace polowe. Zdjęcia dostępne w Internecie: http://timeua.com/news/10/56419.html
„Oczkiem w głowie” były dla Średniawskiego pszczoły. Pasję do pszczelarstwa odkrył w młodzieńczych latach, a prawie zawodowo kontynuował na Ukrainie. Więcej o tym tu:


Pasieka. Lata 1970-1974, Orawski Park Etnograficzny. Pocztówka PTTK.
Dostępne w Internecie: https://malopolskie.fotopolska.eu/772572,foto.html

Prowadził dziennik robocizny, w którym notował przez cały tydzień wszystko, co pracownicy robili w gospodarstwie. Przy imionach czy nazwiskach poszczególnych osób odnajdziemy zapiski: „żęła bób", „orał" itp.

Dziennik robocizny z zapisami A. Średniawskiego. Ze zbiorów ZHRL

Kontrolował też swoje dochody, chcąc wiedzieć, z czego są największe zyski. W założonym przez niego zeszycie znajdują się własnoręcznie robione tabele, odpowiednio zatytułowane (gotówka, oddano z długu, za nabiał, za owoce z ogrodu, z gospodarstwa za zboże i inne, z majątku żony, z rozmaitych).  Prowadzi te zestawienie wydatków: wydano do kas, ubogim, ubrania moje, żony i Jaśka [Jana Rajcy], lekarstwa i doktor, żywność, służba, datki różne, budowa stajni, budowa stodoły, gazety i korespondencja, podróże. Przyglądając się zapiskom, łatwo zauważyć, jak mrówczą pracę wykonywał.




Księgi i zapiski – gospodarstwo własne.  Ze zbiorów ZHRL

Kiedy  Średniawski wystartował do parlamentu i został wybrany posłem, wiele obowiązków przejęła na siebie Zofia. Średniawski znany był ze swojej skrupulatności i prosił ją, by zapisywała wszystko to, co działo się w gospodarstwie. Każde z pól, które obsiewał, miał ponumerowane, dlatego pomimo pełnienia tej funkcji i licznych pobytów na posiedzeniach czy pracach w komisjach starał się Średniawski z dala kontrolować to, co dzieje się w gospodarstwie, listownie wydając dyspozycje. Jak bardzo były szczegółowe, można przeczytać w listach do Zofii. 

Miał jednak świadomość, że gospodarstwo prowadzone jest efektywnie tylko wtedy, gdy gospodarz jest na miejscu. Walczył ze sobą wewnętrznie, czasem wiedział, że powinien wrócić do domu, jednak znany z odpowiedzialności wybierał pozostanie w Wiedniu czy Warszawie i zajęcie się odpisywaniem na zaległą korespondencję. Często złościł się, że zaplanowana praca nie została wykonana. Tak był np. z polem pod lasem. Średniawski twierdził, że przez to, że nie było przygotowane w odpowiednim czasie, da plon o 10-12 korców mniej. 

Gospodarstwo zajmowało mu w domu cały wolny czas. Sąsiedzi wspominali, że często zdarzało się tak, iż gdy tylko przyjechał z sejmu, odkładał walizkę, nawet się nie przebierał, brał kopaczkę i szedł w pole. Potrafił pracować nawet i w chorobie. 

Gospodarstwo mocno ucierpiało podczas I wojny światowej. Zniszczono mnóstwo plonów, Średniawski musiał oddać krowę. Martwił się o resztę inwentarza, gdyż konie wojska zjadały mnóstwo siana i wiedział, że nie wystarczy dla jego zwierząt. Swoje konie utracił, zarekwirowali je żołnierze. Aby o nie zadbać i mieć je na oku, wysłał razem z nimi Średniawski parobka, ale po jakimś czasie wrócił on do domu. Wyrzucono go z miejsca stacjonowania, gdyż odważył się upomnieć o pożywienie dla koni. Ponieważ konie były potrzebne w gospodarstwie, Średniawski rozważał zakup kolejnych. Niemniej jednak raczej chciał kupić tylko jakieś „kulaki” zamiast porządnych, gdyż obawiał się, że wojsko może wrócić i znów je zabierze.

Gdy tylko robiło się luźniej i żołnierze odchodzili, starał się pracować w gospodarstwie jak zazwyczaj. Młócił, młynkował żyto. Martwił się o siew owsa, gdyż cały mu zniszczono i nie zostało ani ziarna na siew. Drogo sprzedawało się mleko, bo wybito krowy. Musiał z gospodarstwa oddawać ziemniaki, siano, buraki. Bydło hodował długo, po to by bardziej się opłacała sprzedaż lub na świniobicie.
W gospodarstwie podczas wojny przyszedł też czas na bicie świni. Niemniej jednak Andrzej wstrzymywał się z tym, gdyż nie miał o tym pojęcia. Na tym znała się Zofia, a ona była poza domem, więc czekał na jej powrót.

W listach wspominał, że żołnierze polscy zachowywali się fatalnie. Jeszcze gorzej zachowywali się huzarzy węgierscy, ułani chorwaccy, żołnierze ruscy. Tylko Niemcy i Czesi zachowywali się bez zarzutu.

Średniawski odkładał pieniądze z diet i zakupił rolę od Marii Sierosławskiej znajdującą się przy ulicy 3 Maja.  Gospodarstwo więc rozrosło się.

W 1904 roku w lecie Maria Sierosławska mieszkająca w Myślenicach sprzedawała swój majątek przy obecnej ulicy 3 Maja. Było to 37 morgów, z czego 14 morgów ziemi ornej i 23 morgi lasu. Na roli nie było żadnych budynków oprócz starej kaplicy. Znajdowała się naturalnej wielkości figura Jezusa upadającego pod krzyżem oraz osobliwy dzwonek loretański, wykorzystywany przez miejscowych do odpędzania deszczowych chmur.

Kapliczka na dawnym gruncie Średniawskiego – obecnie przy Zespole Szkół im. A. Średniawskiego. Źródło: Profil facebookowy p. A. Boryczki https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1308887159210584&set=a.340794859353157.72678.100002679378843&type=3&theater
Sierosławska wyceniła swój majątek na 9000 K. Do zakupu gruntu przymierzała się gmina, ale nie miała ona odpowiednich funduszy i długo zwlekała. Ostatecznie nabył grunt Średniawski za pieniądze swoje i żony. Wkład Zofii wynosił 5000 K. Pomimo że był większy niż samego Średniawskiego, to on sam ustanowił się jedynym właścicielem gruntu. Może to świadczyć o wielkim zaufaniu, jakim darzyła go żona, przekazując swoje pieniądze Średniawskiemu, a nie zabezpieczając nimi dzieci.

Kwit potwierdzający wpłatę do urzędu podatkowego przez Marię Sierosławską z 7 grudnia 1904 r.  Ze zbiorów ZHRL
Zakup ziemi otwierał przed Średniawskim nowe możliwości. Mógł wykorzystać swój talent gospodarczy, zrealizować swoje pragnienia. Mając tak wiele gruntu, mógł stworzyć postępowe gospodarstwo, w którym opłacało się zastosować różne maszyny rolnicze.

Pole było wyjałowione i zaniedbane, ale jeszcze tego samego roku jesienią Średniawski zadbał, by dokonać zasiewów. Poniósł duże wydatki (koszty inwestycji w pierwszym roku wyniosły 1238 K, co stanowiło znaczną część ceny zakupu majątku), włożył mnóstwo pracy. Mając tyle ziemi, wiedział, że musi pilnie i systematycznie doglądać gospodarstwa. Zmiana systemu gospodarczego, zakup inwentarza, zastosowanie płodozmianu, a nawet budowa budynków stały się niezbędne. Ponieważ obszar był duży, a kompleks budynków zaplanowano od strony drogi, trzeba było zakupić konie pociągowe, uprzęże i wozy.

Inne źródła podają, że Andrzej kreślił plany budynków, najpierw jako uzupełnienie istniejących w nabytym gospodarstwie poprzez dobudowanie kuchni, spiżarki. Chciał się tam przenieść w celu dopilnowania aranżacji nowego gospodarstwa; mógłby być wtedy bliżej gruntu, a także centrum wsi (kółko, szkoła), miałby lepszą kontrolę nad tym, co dzieje się we wsi, łatwiej byłoby mu pracować w organizacjach.


Szkic wykonany ręką Średniawskiego – być może projekt nowego domu na roli Sierosławskiej. Ze zbiorów ZHRL
Prawdopodobnie na nowej działce w lesie (choć nie wykluczone, że to miejsce to Michałkówka) Średniawski uruchomił kamieniołom, z którego chciał i pozyskiwał kamień na budynki gospodarskie. Stało się jednak tak, że na Średniawskiego w tej sprawie skargę złożył inspektor z Wadowic. Twierdził w niej, że kamieniołom zagraża bezpieczeństwu komunikacyjnemu i powstał samowolnie, bez zgody Zarządu Drogowego. Średniawski zaprzestał wydobywania kamienia, został również zobowiązany do usunięcia go z okolic drogi. Gdyby tego nie zrobił, starostwo usunęłoby go na jego koszt. 

Prace nad rozwojem gospodarstwa zahamowała choroba Średniawskiego. Mając świadomość, że nie ma potomstwa, sporządził testament, w którym rozporządził swoim majątkiem (więcej o testamencie tu: http://sredniawski.blogspot.com/2014/12/ostatnie-mojej-woli-rozporzadzenie.html). Ostatecznie rodzinną ziemię i zabudowania przepisał na żonę i dzieci brata (więcej można przeczytać tu: https://sredniawski.blogspot.com/2017/07/jozefa-z-sredniawskich-bulanda.html), zaś rolę zakupioną od Sierosławskiej przeznaczył na powstanie szkoły (więcej tu: https://sredniawski.blogspot.com/2016/06/poczatki-szkoy.html).

EG

Bibliografia:
1. Wspomnienia M. Kani – rękopis w posiadaniu Renaty Zięby.
2. Zbiór A. Średniawskiego przechowywany w ZHRL w Warszawie.