expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

wtorek, 4 lutego 2020

Przychylność i zaangażowanie społeczne Andrzeja Średniawskiego

Wiele pisałyśmy już o działalności Andrzeja Średniawskiego. Część z podejmowanych przez niego inicjatyw ujęłyśmy w osobne wpisy, ale Średniawski był nietuzinkową osobowością i nie daje się łatwo scharakteryzować. Dlatego też zdecydowałyśmy się jeszcze na jeden wpis, który ma pokazać rozległość działań  tego człowieka.

Średniawski był społecznikiem. Pracował lokalnie, ale też żywo interesował się wszystkim, co działo się na ziemiach polskich i za jej granicami. Zakres jego zainteresowań był olbrzymi, czasem na pewnych polach bardziej się angażował, a czasem działał mniej aktywnie, ale na jego uwagę zasłużyć można było zawsze. Zazwyczaj starał się wyciągać do każdego pomocną dłoń, należał do wielu organizacji. Był wszędzie tam, gdzie czuł, że można coś zmienić. Ale nie zawsze Andrzej pomagał. Jeśli czuł, że ktoś go o coś prosi, a mógłby wyrządzić komuś krzywdę, to tego nie robił. Według przekazów świadków pewnego razu przyszła do niego kobieta z prośbą, żeby pomógł odebrać dla niej grunt  jej dzieci (prawdopodobnie oddała go wcześniej, a potem tego żałowała), Średniawski się nie zgodził, gdyż uważał to za niestosowne. Ponoć kobieta przeklinała go za to, że nie chciał jej pomóc. 

Myśleniczanie darzyli Średniawskiego olbrzymim zaufaniem. Świadczyć może o tym wiele słów początkowych w listach do Średniawskiego. Poniżej fragment jednego z nich:

Fragment listu do Andrzeja Średniawskiego pisanego przez wdowę po Janie Kulmie
Zarząd pocztowy prosił Średniawskiego o interwencję, by przeniesiono urząd pocztowy z Dolnej Wsi do Myślenic. Starano się o to już od jakiegoś czasu w Dyrekcji Pocztowej w Lwowie, otrzymywano zapewnienia, że sprawa jest rozpatrywana, ale zmiany nie następowały. Zarząd uskarżał się, że lokal w Dolnej Wsi był mały, nie mieścił urzędników, listonoszy, urządzeń pocztowych i telegraficznych, a także i petentów, którzy mokli na deszczu. Ponadto byłoby wygodniej, gdyby był jednak w Myślenicach z powodu nasilonej działalności powstałej fabryki kapeluszy. 

Burmistrz Myślenic, Klakurka, prosił Średniawskiego, by pomógł lokalnej społeczności w wyremontowaniu gościńca Kraków–Myślenice–Zakopane na odcinku Stradom. Pisząc do Państwowego Zarządu Drogowego w Krakowie i do Okręgowej Dyrekcji Robót Publicznych, Klakurka wskazywał, że mieszkańcy ulicy narzekali, iż gdy pada, błoto powstałe na drodze brudzi ich domy, zaś gdy jest sucho, unosi się kurz wzbudzany przez przejeżdżające pojazdy. To ulica Stradomska była pierwszą, przy której stwierdzano epidemie tyfusu czy czerwonki. Droga nie była rewitalizowana od końca wojny, a był już rok 1925, zaś Myślenice traktowane były jako letnisko i uzdrowisko, więc wstyd, żeby miały taką drogę. Niestety przychodziły pisma odmowne, tłumaczono, że nie było pieniędzy, a ustawa nie nakładała na Skarb Państwa obowiązku jakichkolwiek dodatkowych kosztów w takiej sytuacji. Klakurka wysłał wystosowane do Państwowego Zarządu Drogowego w Krakowie i do Okręgowej Dyrekcji Robót Publicznych pismo Średniawskiemu, licząc, że ten wstawi się w tej sprawie w Ministerstwie Robót Publicznych.
Nie wiemy, na ile pomogła interwencja  Średniawskiego i czy w ogóle interweniował, ale przystąpiono do likwidacji kanału, który kiedyś służył do odprowadzania nagromadzonej wody powodziowej. Gdy Bysinkę uregulowano, stał się zbędny, a wręcz niebezpieczny, gdyż zalegały w nim nieczystości. Kanał zmniejszono i zakryto, zaś jezdnię poszerzono, wybudowano chodnik, zasadzono drzewka, tworząc ozdobną aleję. Miasto miało już zaciągniętą pożyczkę na budowę szkół (szkoły żeńskiej i gimnazjum), ale przyznano dodatkową subwencję.

Według krążących po Myślenicach informacji Andrzej Średniawski organizował pielgrzymki religijne. W jednym z wydań „Gazety Myślenickiej" znalazłyśmy poniższe zdjęcie z podpisem:
Ulica Ostrobramska. Uczestnicy (w tym najprawdopodobniej myśleniczanie) pielgrzymki do Matki Boskiej Ostrobramskiej – Królowej Korony Polskiej w czasie pomiędzy 1930 a 1931 rokiem. Unikatowa fotografia wykonana przez Zakład Fotograficzny Jana Kaczyńskiego Wilno – Ostrobramska 10. Przekazywana z pokolenia na pokolenie jako szczególna pamiątka rodzinna pochodzi z archiwum Myśleniczanki Danuty Zajdy z domu Dragosz. W okresie przedwojennym wielu Polaków pielgrzymowało do tego szczególnego miejsca. Takie pielgrzymki organizował również myśleniczanin, Andrzej Średniawski – senator RP, który przygarnął i wychowywał Jana Rajcę – dziadka Danuty Zajdy.
Ulica Ostrobramska. Z archiwum Józefa Stanisława Błachuta. Źródło: „Gazeta Myślenicka"

Niestety nigdzie w dokumentach pozostałych po pośle i senatorze nie znalazłyśmy jakiegokolwiek potwierdzenia, żeby Średniawski angażował się w organizację takich pielgrzymek.

W wyborach do rad powiatowych w 1903 roku Średniawski został wybrany członkiem rady z grupy gmin wiejskich, a następnie zastępcą prezesa Rady Powiatowej. Wybór został zatwierdzony „Najwyższym Postanowieniem" cesarza z 27 grudnia 1903 r., o czym namiestnik zawiadomił Średniawskiego pismem z 5 stycznia 1904 r. W późniejszym czasie Średniawski również udzielał się w Radzie Powiatowej. W sierpniu 1910 roku odbyły się kolejne wybory do Rady Powiatowej w powiecie myślenickim. Średniawski zajmował się przygotowaniami do nich i odbył kilka wieców w powiecie. Najliczniejszy z nich zorganizowano 31 lipca w Myślenicach, na którym Średniawski otrzymał wotum zaufania. Wziął też udział w zebraniu w Przeciszowie (powiat Oświęcim) 7 sierpnia, o którym piszemy więcej we wpisie https://sredniawski.blogspot.com/2017/08/drenowanie-pol-regulacja-bysinki-i.html W wyborach 16 sierpnia prezesem wybrano Bzowskiego, a Średniawski pozostał nadal wiceprezesem. 



Pismo informujące o zatwierdzeniu Andrzeja Średniawskiego na zastępcę prezesa Rady Powiatowej w Myślenicach z 26 stycznia 1911 roku


Pismo do Edwarda Kleberta podpisane przez A. Średniawskiego jako członka Rady Powiatowej. W zbiorach Muzeum Niepodległości w Myślenicach (dawniej: Muzeum Regionalne Dom Grecki w Myślenicach)

W zbiorach ZHRL wśród dokumentacji po Andrzeju Średniawskim można natrafić na budżety na poszczególne lata dotyczące powiatu myślenickiego. Jako członek Rady Powiatowej takie budżety otrzymywał. Podzielone były one na działy i zapewne ten dotyczący rolnictwa szczególnie Średniawskiego interesował.













Z pracą w myślenickim Wydziale Powiatowym wiąże się sprawa ataku „Prawdy" między innymi na Średniawskiego. 23 kwietnia redaktor „Prawdy" ks. dr Franciszek Gołba opublikował na jej łamach artykuł przeciw myślenickim ludowcom, stawiając zarzuty, że nie dbają o najbiedniejszych rolników, nie sprowadzają nasion, zajmują się tylko kolportażem prasy im przychylnej. Czasopismo to nie mogło się pogodzić z tym, że przewagę w radzie mają ludowcy, że tylko w tym powiecie konserwatyści przegrali wybory, dlatego atakowano jej przedstawicieli. Wczytując się w artykuł, można dowiedzieć się, że wcześniejszy wydział, gdy przychodził „głodowy" rok, sam sprowadzał nasiona do siewu, starał się o obniżki kosztów, tym samym blokując podwyższanie cen przez Żydów. Obecny wydział angażuje się tylko wtedy, gdy zbliżają się wybory do Rady Państwa, Sejmu czy Rady Powiatu. Personalnie Średniawskiemu zarzucono, że w godzinach jego pracy wykorzystuje dróżnika Jana Fudalego do celów partyjnych – kolportowania za bezcen „Przyjaciela Ludu", czasopisma zakazanego przez krakowskich biskupów. Także i Stapińskiemu postawiła redakcja ten sam zarzut, dokładając jeszcze oskarżenie, że zamiast propagowaniem gazety mógłby zająć się organizacją magazynów do kupowania towarów, na wzór Związku Handlowego Kółek Rolniczych.

Ten paszkwil  doczekał się reakcji ze strony Średniawskiego. Na łamach „Przyjaciela Ludu" 22 maja zamieścił on odpowiedź „Prawdzie". Zarzucił księdzu redaktorowi kłamstwo i brak rzetelności w przekazywaniu informacji, a żal miał tym bardziej, że „Prawda" deklarowała się być pismem religijnym, a stawiała ciężkie zarzuty. Zaznaczył również, ze czasem czytuje to czasopismo i nigdy nie widział, żeby atakowało tak  inne wydziały rad powiatowych. Szybko rozprawił się z zarzutami, piętnując kłamstwo, wyjaśniając nieścisłości. Ponadto przekonywał, że w Radzie nie zasiadają sami ludowcy, są również i przedstawiciele okolicznych majątków i dóbr ziemskich, jak np. Bzowski czy Seeling.

Kazimierz Bzowski zarządzał Droginią, Zasanią i Lipnikiem. Klucz do tych majątków przeszedł w ręce Janota Bzowskich, właścicieli Raby Wyżnej w XVIII w. po rodzinie rodzinie Godziemba Dąmbskich po tragicznej śmierci Dominika w czasie rabacji chłopskiej w lutym 1846 r. Właściciele dóbr drogińskich Bolesław i jego syn Kazimierz pełnili kolejno funkcje marszałka sejmiku powiatowego w Myślenicach, powołanego w latach autonomii politycznej Galicji. Kazimierz Bzowski piastował ten urząd również po 1918 r., w niepodległej Polsce.  Jak wspomniałyśmy wcześniej był współpracownikiem Andrzeja Średniawskiego w powiecie.

Średniawski w artykule odniósł się także i do zarzutów jemu stawianych. Ani on, ani zarząd Fudalemu nie płacił. Ten swoją pracę wykonywał w tygodniu sumiennie, zaś propagowaniem „Przyjaciela Ludu" zajmował się w niedzielę, a niedziela to czas wolny dla każdego i każdy może zrobić z tym czasem co uważa. W artykule padają jakże znamienne słowa: „Nie wnośże księże niezgody tam, gdzie jej nie ma", które mogą być podsumowaniem intencji, z jaką napisał Średniawski artykuł przeciw „Prawdzie".


W Myślenicach działała założona 14 czerwca 1881 roku Powiatowa Kasa Oszczędności. Pieniądze składano na 4,5%, a pożyczki oprocentowane były na 6%. Otwarta została 10 czerwca 1882 roku. W 1901 roku jednym z dyrektorów był Andrzej Średniawski. Z pozyskanych informacji wiemy, że podjął tam pracę po ślubie z Zofią Rogozińską, chcąc udowodnić, że nie będzie korzystać z majątku ziemianki i że jest w stanie zarobić na siebie i żonę. 
Średniawski wymieniony jako członek dyrekcji Powiatowej Kasy Oszczędności w Myślenicach. Źródło: Szematyzm królestwa Galicyi i Lodomeryi z wielkim księstwem krakowskiem na rok 1901, t. 2. Dostępne w Internecie:
http://www.mtg-malopolska.org.pl/images/skany/schematyzmy/szematyzm1901djvu/szematyzm_1901_449_959/szematyzm_1901_449_959.pdf
W spisanych przekazach sąsiadów Średniawskiego znalazłyśmy informację, że Średniawski ponoć w Kasie Oszczędności zorganizował pracę dla córki żony Zofii z pierwszego małżeństwa.

Działająca Kasa Oszczędności w Myślenicach odczuła panikę wywołaną pogłoskami o wybuchu wojny między Austrią a Serbią i Czarnogórą, która powodowała wycofywanie przez ludzi wkładu z kas, a to z kolei brak gotówki i wstrzymywanie kredytów. Średniawski napisał w związku z tym artykuł „Do rozwagi" wydrukowany w „Przyjacielu Ludu". 

Nie jest tajemnicą, że Średniawskiemu leżało na sercu dobro młodych ludzi, gdyż w nich, a w szczególności w kształceniu w zakresie rolnictwa, upatrywał lepszej przyszłości. Zadbał o założenie szkoły w Górnej Wsi (więcej tu: https://sredniawski.blogspot.com/2018/01/dzieje-gornowiejskiej-szkoy-ludowej-i.html), działał na rzecz powstania szkoły kapeluszniczej (więcej tu:  https://sredniawski.blogspot.com/2017/01/fabryka-kapeluszy-i-szkoa-kapelusznicza.html) i szkoły szewskiej (więcej tu: https://sredniawski.blogspot.com/2017/08/szkoa-szewska-w-dobczycach.html), a w testamencie przeznaczył swój majątek na powstanie szkoły rolniczej (więcej tu: https://sredniawski.blogspot.com/2016/06/poczatki-szkoy.html).

Jako delegat Rady Powiatowej został członkiem Rady Szkolnej Okręgowej.

Średniawski jako członek Rady Szkolnej Okręgowej w Myślenicach. Źródło: Szematyzm królestwa Galicyi i Lodomeryi z wielkim księstwem krakowskiem na rok 1901, t. 2. Dostępne w Internecie:
http://www.mtg-malopolska.org.pl/images/skany/schematyzmy/szematyzm1901djvu/szematyzm_1901_449_959/szematyzm_1901_449_959.pdf


Szkoła kowalska i spółka kowalska w Sułkowicach też prosiła Średniawskiego o interwencję. Pisał w ich sprawie pismo o zakup żelaza.

Średniawski znalazł się w gronie osób zasłużonych dla powstania bursy gimnazjalnej w Myślenicach. Jest wymieniony w sprawozdaniu z działalności Towarzystwa Bursy Gimnazjalnej z 31 sierpnia 1911 r. jako jeden z 22 członków założycieli ze Stanisławem Pardyakiem na czele i księżną Kazimierzową Lubomirską jako protektorką. Również w kamień węgielny, poświęcony 29 maja 1910 r., wmurowano pergaminowy dokument, w którym opisano krótko historię budowy bursy i umieszczono nazwiska wszystkich osób zasłużonych dla jej powstania, w tym Średniawskiego.

Wraz z wzrostem znajomości i znaczenia postaci Średniawskiego stawał się on członkiem wielu organizacji, między innymi był honorowym członkiem Organizacji Polskiego Akademii Młodzieży Ludowej w Krakowie.


Średniawski był zaangażowany w walkę z alkoholizmem. Wielokrotnie wypowiadał się na temat jego zbyt łatwej dostępności i manipulowania chłopami za jego pomocą. Wojewoda krakowski powołał go jako przedstawiciela Tymczasowego Wydziału Samorządowego we Lwowie, na trzyletnią kadencję.

Starał się wspierać wszelkie organizacje, przekazywał czasem niewiele, ale każdej, która się do niego zgłaszała, wysyłał lub wpłacał po „kilka groszy".


Kwity potwierdzające wpłaty Średniawskiego na różne instytucje. W zbiorach ZHRL

Średniawski otrzymywał różne zaproszenia, np. na Dzień Lotnika, na uroczystość inauguracji roku naukowego Wyższego Studium Handlowego w Krakowie.


 
Zaproszenia kierowane do Średniawskiego. W zbiorach ZHRL

Naczelnictwo Związku Harcerstwa Polskiego poprzez osobę przewodniczącego, generała broni Józefa Hallera, również kontaktowało się ze Średniawskim. Urodzony w Jurczycach niedaleko Skawiny Haller m.in. zakładał drużyny „Sokoła”, organizował tajne kursy żołnierskie, podoficerskie i oficerskie dla młodzieży  polskiej. To ona znalazła się potem – gdy wybuchła wojna – w pierwszych zastępach legionowych. W 1913 r. wraz z kolegami opracował wzory odznak i terminów harcerskich, z których wiele obowiązuje do dzisiaj, m.in. oparte  na  życiowym  credo  zawołanie „Czuwaj!”. Haller listownie prosił o zapoznanie się Średniawskiego z ich własnymi projektami: ustawy o obowiązkowym wychowaniu cielesnym i dodatkiem do ustawy o powszechnym obowiązku służby wojskowej.

Kiedy wybuchła pierwsza wojna światowa, starał się pomagać na miejscu wszystkim tym, którzy ponieśli straty finansowe, materialne. Sam tego doświadczył we własnym gospodarstwie. Więcej tu: https://sredniawski.blogspot.com/2019/07/i-wojna-swiatowa-dziaania-podczas-wojny.html.


Interpelacja posła Średniawskiego, Łuszczkiewicza i innych do ministra obrony krajowej z 18 lipca 1907 roku w sprawie uregulowania kwaterunku wojskowego. W zbiorach Muzeum Niepodległości
Sporo uwagi poświęcił również Średniawski sprawie emigracji, szczególnie tej zarobkowej. Sprawa emigracji z Galicji miała wielkie znaczenie dla jej gospodarki społecznej. Wstrzymywała proces przeludnienia wsi galicyjskiej, była także czynnikiem podnoszącym dobrobyt wsi i znoszącym bezrobocie. Obie te kwestie interesowały Średniawskiego. W 1902 r. założono w Lwowie Towarzystwo „Praca", mające na celu organizację wychodźstwa zarobkowego, pośrednictwo w przewozie, lokowaniu pieniędzy i nabywaniu warsztatów pracy oraz wydawanie czasopisma informacyjnego. Walne zebranie założycieli odbyło się 24 stycznia 1903 r. w Lwowie. W skład Rady Naczelnej weszli m.in. Średniawski i Bojko.

W 1924 r. Minister Przemysłu i Handlu wyznaczył Średniawskiego na członka Komitetu Popierania Przemysłu Ludowego utworzonego przy Ministerstwie Przemysłu i Handlu. Posiadał on również legitymację członka Naczelnego Komitetu Narodowego, uprawniającą go do udziału w Zjazdach Powiatowych Komitetów Narodowych w Krakowie. Był zastępcą Przewodniczącego Rady Nadzorczej Polskiego Banku Krajowego. Po 1928 r. objął przewodnictwo nad władzami powiatowymi PSL Piast po L. Werschlerze. Członkiem zarządu był dr Kazimierz Miętus.
Uczestniczył w kongresie wojewódzkim „Centrolewu” w Krakowie w czerwcu 1930 r., prowadził w powiecie akcję wyborczą „Centrolewu” (1930).


Legitymacja Andrzeja Średniawskiego jako członka Naczelnego Komitetu Narodowego. W zbiorach Zespołu Szkół


Przygotowując ten wpis, chciałyśmy pokazać w nim, jak wiele instytucji miało w swoich szeregach tak oddanego i pracowitego człowieka, choć mamy świadomość, że nie o wszystkim udało nam się napisać. Kim był Średniawski i ile funkcji pełnił, widać na poniższej klepsydrze i mamy pewność, że nie wymieniono wszystkich.

 Pierwsza strona czasopisma „Piast”, nr 47, 1931. Dostępne w Internecie: https://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/publication/129024/edition/121312/content

EG

Bibliografia:
1. A. Mysiński, Ziemia myślenicka w dwudziestoleciu międzywojennym, Kraków 2003.
2. K. Pardyak, Budowa bursy gimnazjalnej w Myślenicach, „Gazeta Myślenicka" z 25.09.2019.
3. A. Walaszek, Andrzej Tomasz Średniawski. Życie i działalność na tle Ruchu Ludowego 1875-1931 [w zbiorach ZHRL].

wtorek, 26 listopada 2019

Dzieje spuścizny po Średniawskim

Po akademii żałobnej w rocznicę śmierci Andrzeja Średniawskiego zorganizowanej 24 stycznia 1932 roku (https://sredniawski.blogspot.com/2017/07/akademia-zaobna-w-rocznice-smierci.html) pamięć o Średniawskim powoli ginie. Pisze o tym Zygmunt Lasocki w szkicu biograficznym o Średniawskim. Wspomina najpierw słowa Witosa, który narzekał, że „w ostatnich czasach znajdzie się w piśmiennictwie polskim dosyć miejsca na pochwały o byle kim, ale go nie ma na wspomnienie o chłopie takim, jak Andrzej Średniawski”. Według jego słów rzeczywiście kilkanaście lat po śmierci Andrzeja nie znalazł się nikt, kto wspomniałby i opisał jego zasługi. Następnie napomyka o pewnej pisarce, która napisała o Średniawskim, przedstawiając go w złym świetle. Pojawiająca się właśnie krytyka postaci Średniawskiego zmotywowała go do przygotowania zarysu biograficznego „starego przyjaciela”. 

Prawdopodobnie chodziło o Zofię Rybacką i jej artykuł Na marginesie Pięćdziesięciolecia PSL z 1947 roku. Rybacka stawia tezę, że w życiu politycznym wsi na początku XX wieku największą rolę pełniła warstwa najbogatsza, stanowiąca niewielki ułamek ogółu społeczności chłopskiej, a zwłaszcza w zachodniej Galicji, gdzie rozdrobnienie gospodarstw było największe. Efektem tego było według badaczki rozbijanie jedności ruchu ludowego i odrywanie go od ruchu klasy robotniczej. Następnie przytacza wypowiedź Średniawskiego w kalendarzu „Piasta” na rok 1916, który zachęca do pomocy w utrzymaniu ziemi w polskich rękach nawet rolników małorolnych, poprzez dzierżawienie części gospodarstw ziemskich. Rybacka upatruje w tym działania na rzecz dużych właścicieli ziemskich, Średniawski – „interesu rolnictwa i narodu”, „rezerwy ziemi dla naszych dzieci i wnuków”. Kolejno publicystka cytuje fragment artykułu Średniawskiego o obsianiu i uprawianiu przez chłopów ziemi właścicieli obszarów dworskich, którzy uciekli przed wojną, widząc w tym służbę wielkiej własności, a nie dbałość o ziemię. 

Czytając współcześnie artykuł Rybackiej, należy pamiętać, że dla tekstów z tego okresu charakterystyczne jest instrumentalne traktowanie historii służące aktualnym celom politycznym. Ponieważ PSL Mikołajczyka uznawane było za kontynuatora tradycji „prawicowych” ugrupowań ludowych sprzed II wojny światowej, starano się je zdezawuować, krytykując PSL „Piast”. Nawet w tym tekście jednak znalazło się miejsce na docenienie zasług przedwojennych działaczy. „Pod wpływem wzmagającej się walki o jedność klasy robotniczej, o wzmocnienie sojuszu robotniczo-chłopskiego, o front ludowy, wzmaga się również walka o odbudowanie jedności ruchu ludowego. Próby odbudowania tej jedności stanowią niewątpliwie piękną i pozytywną kartę w dziejach kolejnych wahań PSL Piasta" – pisze Rybacka. Jest to więc pośrednio uznanie zasług Średniawskiego, nieustannie orędującego w sprawie zjednoczenia.

Możliwe, że ten artykuł i zapewne dalsze, będące wynikiem aktualnej walki politycznej, przyczyniły się do skazania na zapomnienie postaci Średniawskiego. 

Kolejnym powodem milczenia o Średniawskim w latach PRL mogły być według nas jego poglądy na stosunki z Rosją i socjalizm, na co dowody znajdujemy w jego tekstach. Jak pisze Walaszek:

Obszerne notatki zatytułowane „Położenie ludowców dawniejsze" mieszczą cały szereg cytat z Wieńca Polskiego i Pszczółki. Ich treść wskazuje, że interesował Średniawskiego stosunek ks. Stojałowskiego do Rosji. Na okładce tych notatek znajduje się wzmianka „trzeba kiedyś dokończyć" wskazująca, że zamiarem Średniawskiego było opracowanie broszurki, któraby usprawiedliwiała powstanie stronnictwa ludowego. Średniawski, będąc gorącym patriotą, a ponadto zetknąwszy się z Rosją, administracją i urządzeniami państwowymi w Rosji w czasie pobytu na Ukrainie znienawidził Rosji całą swą duszą, zaczem politykę filorosyjską  uważał za zwykłą zdradę interesów narodowych. (…) ten jeden moment zadecydował o zmianie jego stosunku do ks. Stojałowskiego. W opracowaniu tym odpiera także zarzut, że ludowcy skłaniają się do socjalizmu  i walczą z Kościołem.
Wiemy także, że bardzo przejął się wojną polsko-bolszewicką, gdyż zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa utraty niepodległości w wypadku wygranej bolszewików. W swoich tekstach niejednokrotnie zawierał swoje obawy przed Rosją, tak jak w artykule W sprawie ruskiej, w którym porusza sprawę Rusinów. Przypominając postępowanie Rosjan wobec Polaków i Rusinów, nawołuje do sojuszu, także w imię wspólnej obrony przed Rosją. 

Zaznajomiony był z dziełami Marksa i innych ideologów socjalizmu. Miał negatywne zdanie na temat socjalizmu, co nie oznaczało, że był przeciwnikiem organizacji robotniczych i ich postulatów gospodarczych oraz że przeszkadzali mu socjaliści rządzący w Polsce, co podkreślił wyraźnie w swoich tekstach. Nie zgadzał się natomiast z ich programem ustrojowym i społecznym. W swoich tekstach punktuje wszystkie wady socjalizmu w swojej opinii, przypominając też działalność socjalistów w parlamencie i forsowanie uchwał niekorzystnych dla rolników, czego sam był świadkiem. W artykule Od czego zależy rozwój gospodarczy w Polsce opublikowanym na łamach „Piasta”, przedstawiając przyczyny problemów gospodarki polskiej, piętnował rządy socjalistyczne w Polsce. Pisał wprost: „Pilnujmy ładu i porządku, tępmy bolszewizm, bo Polska jako państwo niepodległe i wolne jest na wszystkim potrzebne. Niechże lud kmiecy dźwignie Polskę swemi plecy”. 

To wszystko mogło sprawić, że w tekstach powojennych na temat dziejów ruchu ludowego w Polsce rzadko napotykamy na nazwisko Średniawskiego, mimo że fakty i dokumenty wskazują na jego znaczącą rolę w rozwoju stronnictw ludowych. Ginie w cieniu tych, których historia zapamiętała dokładniej, m.in. Witosa, który przecież bardzo cenił Średniawskiego i jego pracę, czemu dawał niejednokrotnie wyraz w swoich tekstach. 

Można pogodzić się z tym, że w opracowaniach ogólnych, całościowych, jest on pomijany lub krótko wspominany, mając w pamięci to, że główną zasadą jego działalności była praca niejako „organiczna”, a nie ideowa. Niepokojące wydaje się natomiast to, że został tak zapomniany na Ziemi Myślenickiej – tej, która zawdzięcza mu najwięcej, o której nieustannie pamiętał i w której spoczywa. A przecież to jego najbliżsi współpracownicy podjęli trud zabezpieczenia spuścizny po nim późniejszym pokoleniom.

Jednym z pierwszych był działacz ludowy z Ziemi Myślenickiej – Czesław Kurek (więcej o nim tutaj: https://sredniawski.blogspot.com/2019/04/czesaw-kurek-pierwszy-biograf.html). To on zabezpieczył dokumenty przekazane przez Zofię Średniawską i z pomocą swojej żony opracowywał je, przygotowując się do wydania publikacji o Średniawskim. Niestety, przedwczesna śmierć żony i inne zawirowania życiowe stanęły mu na drodze. Zebrane materiały udało mu się przekazać Antoniemu Walaszkowi. Ten kontynuował dzieło Kurka, wykonując ogromną i żmudną pracę badawczą. Szerzej o jego przygotowaniach do wydania książki o Andrzeju Średniawskim wspominałyśmy we wpisie mu poświęconym (https://sredniawski.blogspot.com/2017/07/antoni-karol-walaszek-adwokat-biograf.html). 

Zygmunt Lasocki wiedział o planach mecenasa Walaszka i jego zbieraniu materiałów dot. Średniawskiego, ale tylko przypuszcza, dlaczego się to nie udało – zawierucha wojenna, zaginięcie materiałów, „obecne trudności wydawnicze”. Wobec faktów opisanych wyżej prawdopodobna wydaje się hipoteza, że cenzorzy, do których dostarczono maszynopis biografii, dopatrzyli się w nim treści niezgodnych z ówczesną polityką państwa. Jak wiemy, materiały Walaszka zostały przekazane do Archiwum Zakładu Historii Ruchu Ludowego w Warszawie i tam są przechowywane do dziś. Te materiały są największym zbiorem dotyczącym Średniawskiego i stanowią również podstawę naszej pracy. 

Maria Sikora w rozmowie z nami wspomniała, że dzieło pamięci o Średniawskim kontynuował Władysław Gradek, dyrektor szkoły rolniczej w latach 1971-1977. Urodził się 6 marca 1920 r. w Lipniku. Od 1954 r. był członkiem ZSL. Od 1946 do 1961 r. pracował jako nauczyciel, w latach 1951-1952 był dyrektorem szkoły podstawowej w Lipniku. Następnie pełnił funkcję podinspektora w Wydziale Oświaty i Kultury PRN w Myślenicach, a od 1965 r. był radnym PRN w Myślenicach. We wrześniu 1967 r. zastąpił na stanowisku podinspektora szkolnego do spraw SPR dotychczasową podinspektor inż. Barbarę Wojtanowską, która wyjechała do Krakowa i rozpoczęła pracę w Technikum Chemicznym. Miał też w życiorysie piękną kartę – partyzanta AK obwodu Murawa ps. „Pestka”. Za kadencji dyrektora Gradka szkoła działała bardzo prężnie, rozwijając różne aspekty swojego działania i zyskując własne pomieszczenia przy Rynku. 

Kolejne osoby, które dbały o pamięć o Średniawskim, to małżeństwo nauczycieli: Maria Sikora – dyrektor szkoły rolniczej w latach 1989-1988 i Józef Sikora – nauczyciel geografii, a także bibliotekarz. To jego skrupulatne notatki ręczne, przechowywane w szkolnej bibliotece, były dla nas pierwszym źródłem informacji o postaci patrona. Maria Sikora, dowiedziawszy się o dokumentach dotyczących działalności szkoły przechowywanych w Cieszynie, przywiozła je i zabezpieczyła w archiwum szkoły, dzięki czemu uchroniła je przed zniszczeniem czy zapomnieniem. Te z kolei dokumenty są bezcennym źródłem informacji na temat początków szkoły i jej działalności do roku 1951. Ukoronowaniem działalności pp. Sikorów było nadanie szkole imienia Andrzeja Średniawskiego w 1996 roku, co szerzej opisałyśmy tutaj: https://sredniawski.blogspot.com/2017/04/od-spr-u-do-zespou-szko-reaktywacja_73.html). 

***

„Jesteśmy karłami, którzy wspięli się na ramiona olbrzymów. W ten sposób widzimy więcej i dalej niż oni, ale nie dlatego, ażeby wzrok nasz był bystrzejszy lub wzrost słuszniejszy, ale dlatego, iż to oni dźwigają nas w górę i podnoszą o całą gigantyczną wysokość” – te słowa Bernarda z Chartres niech będą wytłumaczeniem, dlaczego tak ważne jest dla nas wspomnienie naszych poprzedników. To oni podłożyli podwaliny pod słowny „pomnik” pamięci Andrzeja Średniawskiego, a my staramy się, aby ich praca nie poszła na marne. Warunki naszej pracy są nieporównywalnie lepsze – coraz bogatsze archiwa cyfrowe umożliwiają poszukiwania przez Internet, łatwiejszy jest kontakt z innymi badaczami czy świadkami historii, wreszcie samo korzystanie z blogowania pozwala na posłanie tej wiedzy w świat. Mamy nadzieję, że rozpoczętą prawie sto lat temu pracę uda się ostatecznie doprowadzić do końca.

AG

Bibliografia:
1. Z. Lasocki, Andrzej Średniawski (szkic biograficzny), „Wieś i Państwo" 1947, R. 4, s. 241.
2. Z. Rybacka, Na marginesie Pięćdziesięciolecia PSL, „Nowe Drogi”, 1947, nr 1.
3. D. Jarosz, Historyczne losy chłopów jako temat publicystyki czasopiśmienniczej w Polsce w latach 1944-1948, „Kwartalnik Historii Prasy Polskiej” 1992, nr 31/2, s. 47-62.
4. A. Średniawski, W sprawie ruskiej, „Przyjaciel Ludu” 1908, nr 24, 25, 26.
5. Kroniki szkolne, w zbiorach Zespołu Szkół im. A. Średniawskiego w Myślenicach.
6. W. Banach i in., Nastały krwawe dni. Kronika lat wojny rejonu Wiśniowa, Raciechowice obwód „Murawa”, Wiśniowa 1981.
7. Władysław Gradek. Dane osoby z katalogu kierowniczych stanowisk partyjnych i państwowych PRL, Biuletyn Informacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, https://katalog.bip.ipn.gov.pl/informacje/129324 (dostęp 26.11.2019).
8. A. Walaszek, Andrzej Tomasz Średniawski. Życie i działalność na tle dziejów Ruchu Ludowego 1857-1931 (maszynopis w zbiorach ZHRL w Warszawie].
9. A. Średniawski, Od czego zależy rozwój gospodarczy w Polsce?, „Piast” 1919, nr 29.

                                                                                                                                                   

wtorek, 13 sierpnia 2019

Dokumenty spółki drenarskiej z Górnej Wsi

Dzięki uprzejmości pracowników Muzeum Niepodległości w Myślenicach ostatnio mogłyśmy zapoznać się z dokumentami projektowymi drenowania gruntów włościańskich w Górnej Wsi z lat 1910-1950 będących własnością Józefa Piętki i sąsiadów. Jest to dla nas bardzo ciekawy dokument, gdyż jednym z członków spółki był Andrzej Średniawski. Teczka zawiera m.in. doskonale zachowane mapy, w tym gruntów należących do Średniawskiego, projekt, wykaz postępu robót, potwierdzenie otrzymania pożyczki, kosztorys i obliczenia techniczne, wykaz członków, powierzchni gruntów i wkładu, pismo do Wydziału Krajowego na temat kosztów robót spółki wodnej w Górnej Wsi z 27 lipca 1913 roku podpisane przez Średniawskiego oraz skargę mieszkańca Jawornika na zalewanie jego gruntów przez drenowanie na Górnej Wsi. 













AG

środa, 31 lipca 2019

I wojna światowa, działania podczas wojny i odzyskanie niepodległości

Od 1907 roku do parlamentu austriackiego wybierano w wolnych, powszechnych, równych i tajnych wyborach posłów ze wszystkich krajów koronnych. Posłowie ludowi, m.in. PSL Piast, od 1911 roku wchodzili również w skład Koła Polskiego. Wojnę odczuwały wszystkie państwa Monarchii Austriackiej. Rząd przygotowywał państwo na wypadek wybuchu wojny, żądano od parlamentu kredytów, uchwalania ustaw wojskowych i mobilizacyjnych. Stronnictwa w zamian za obciążające ustawy chciały uzyskać postulaty krajowe, wciąż trwały różne pertraktacje; szczególne obciążeni byli posłowie komisji, w tym Średniawski. W jednym z listów do żony pisze o trudnych chwilach tak:
Ja tu także w ciągłym wirze i kłopotach, bo mieliśmy zatargi z rządem i z tego powodu ciągłe posiedzenia komisji parlamentarnej, klubu i Koła, a przedtem ciągłe posiedzenia komisji wojskowej. Jedno z tych posiedzeń trwało dwa dni i noc bez przestanku. Jutro będzie także posiedzenie Izby, ale będą debaty, a głosowań nie będzie więc mogę pojechać do Lwowa na posiedzenie Rady Nadzorczej Banku Krajowego, lecz wrócę prosto do Wiednia, bo w poniedziałek ma być posiedzenie izby. Na przyszłą niedzielę będzie posiedzenie Rady Naczelnej Stronnictwa, muszę być w Krakowie.
W listopadzie 1912 roku zaś pisze: 
Od czasu mojego wyjazdu sprawy polityczne jeszcze bardziej się zaostrzyły, a nawet zarządzono częściową mobilizację u nas w Galicji.

Pomimo wszelkich przewidywań i tak nikt nie mógł się przygotować na to, co się wydarzyło – zamach na księcia Franciszka Ferdynanda i jego małżonkę, który poskutkował wybuchem wojny. Reakcją Średniawskiego był zamieszczony na łamach „Piasta” artykuł Do Braci Włościan,  w którym pisał, że Polacy bierni nie będą. Choć był przeciw wojnie, to gdy już wybuchła, uważał, że należy tę sytuację wykorzystać do odzyskania niepodległości, bo następne pokolenia braku inicjatywy nie wybaczą. Niektóre stronnictwa z Kongresówki nadal łudziły się przyjaźnią Rosji i wierzyły w jej obietnice o zjednoczeniu Polski i nadaniu jej autonomii. Średniawski nie wierzył w to, gdyż przebywając w Rosji i mając kontakt z jej obywatelami, wyrobił sobie zdanie o niej. Popierał raczej orientację proaustriacką. Wszystkich, którzy uważali, że Polacy potrzebują gwarancji za co będą się bić i co zyskają, przekonywał, że nikt ich nie da, bo nie jesteśmy zbyt silni na arenie politycznej, ale Polska jest dla mocarstw przeciwnych Rosji doskonałym przedmurzem, więc należy to wykorzystać. W jednym z fragmentów tego artykułu napisał:
Samodzielność jednak, musimy o tem pamiętać, nie daje się niedołęgom tylko ludziom zdolnym do samorządu. Niedołęgom zaś, daje się kuratora.
W artykuł ten mocno ingerowała cenzura.

Po wybuchu I wojny światowej posłowie Koła Polskiego często interweniowali u władz w sprawie pomocy dla ludności polskiej, która po ofensywie wojsk rosyjskich na jesieni 1914 roku znalazła się w dramatycznej sytuacji. Zajmował się tym również Średniawski. Jako przedstawiciel Koła Sejmowego brał udział w tworzeniu porozumienia politycznego stronnictw galicyjskich w sierpniu 1914 roku.

15 sierpnia 1914 roku odbyło się posiedzenie komisji parlamentarnej Koła Polskiego, gdzie podjęto wnioski o zespoleniu wszelkich sił narodowych w jedną organizację narodową, czego rezultatem było wydanie 16 sierpnia 1914 roku manifestu informującego, że „w celu skupienia wszystkich Polaków zdolnych do noszenia broni do zwycięskiej walki z Rosją w szeregach Legionów Polskich Koło Polskie i stronnictwa galicyjskie postanowiły jednomyślnie utworzyć jedną i jawną organizację – Naczelny Komitet Narodowy”. NKN miał być najwyższą instancją polskich sił zbrojnych, czyli Legionów Polskich. Piastowcy stanęli więc na stanowisku orientacji proaustriackiej i poparli NKN jako wyraz porozumienia wszystkich grup antyrosyjskich w Galicji. Z ramienia PSL Piast do NKN miał wejść Witos (jako wiceprezes) i Jan Dąbski, a jako zastępcy członków Władysław Długosz i Andrzej Średniawski.

Zaproszenie dla Średniawskiego jako członka NKN na uroczystości w Krakowie 16 sierpnia 1915 r. W zbiorach ZHRL

 Choć aktywność piastowców w NKN była niewielka, najprężniej z nich działał Średniawski.


Legitymacja wydana na nazwisko Średniawskiego, upoważniająca do udziału w zjazdach powiatowych komitetów narodowych w Krakowie. Zdjęcie w zbiorach ZHRL
Na początku zaangażował się tak bardzo, że z własnych funduszy wsparł Polski Skarb Wojskowy. Manifest ten, jak cytowałyśmy wyżej, wspominał o legionach; miały to być legiony polskie pod polską komendą w ścisłym związku z armią austriacką. Oświadczono również o wsparciu finansowym dla legionów, o czym pisałyśmy w artykule dotyczącym powstania „Strzelca”: http://sredniawski.blogspot.com/2019/05/poczatek-i-wojny-swiatowej-strzelec-i.html.

7 i 8 lutego 1915 roku posłowie ludowi zjechali do Wiednia i ustalili żądania klubu wobec rządu, ujmując je w dziewięciopunktowy memoriał. Domagano się m.in. dostarczania żywności, zapewnienia opieki lekarskiej, zaopatrzenia w nasiona, narzędzia i siłę pociągową oraz wypłacania odszkodowania za rewizje i zasiłków dla rodzin powołanych rezerwistów. Koło Polskie przedłożyło memoriał rządowi 11 lutego. Dzięki staraniom Koła Polskiego pod nowym przewodnictwem Bilińskiego utworzono przy Namiestnictwie w Białej Komisję dla odbudowy kraju, w skład której weszli ze Stronnictwa Ludowego Witos, Długosz i Średniawski (reprezentujący Towarzystwo Rolnicze w Krakowie). 9 i 10 marca (1915?) odbyły się obrady komisji. Na podstawie relacji Średniawskiego ustalono stan rzeczy w powiatach myślenickim i wadowickim, przy czym referujący kładł nacisk na to, aby pomoc dla ludności wiejskiej była bezpłatna oraz by podwyższyć normę żywnościową. W lipcu 1915 roku został wraz z Witosem i Długoszem członkiem delegacji do gen. Collarda w sprawie potrzeb w związku z odbudową kraju i koniecznością przygotowania zasiewów wiosennych. Następnie w październiku wszedł w skład komisji rolniczej wybranej na posiedzeniu Koła Polskiego w Wiedniu w sprawie odbudowy i gospodarki.

Kiedy oddziały rosyjskie zbliżały się pod Kraków, Średniawski podjął również działania w swoim gospodarstwie, m.in. budowę stodoły przy domu na plony, by łatwiej było je chronić przed kradzieżą. Średniawska panicznie bała się najeźdźców i koniecznie chciała wyjechać. Średniawskiemu nie było to w smak, gdyż uważał, że należy pilnować swojego dobytku, ale ostatecznie zgodził się na opuszczenie przez żonę domu. W  celu zapewnienia jej  bezpieczeństwa wywiózł ją Średniawski do Berna na Morawach. Mimo nadzoru nad gospodarstwem skradziono mu siano, więc musiał sprzedać  krowy; zabrano mu też konie i parobka na potrzeby wojska. Żona też nie mogła wrócić, bo sytuacja ciągle zmieniała się na niekorzyść. Pocieszano się tylko, że wojska austriackie jakoś odeprą Moskali.  

Żołnierze na terenie Galicji. Zdjęcie dostępne w Internecie: https://i.pinimg.com/originals/7d/e7/21/7de7213708bcc839dc5aa23e0ab55d5b.jpg
Kiedy Moskale się cofnęli, Średniawski z zainteresowaniem rozmawiał z chłopami, którzy doświadczyli działań nieprzyjacielskich. Ci informowali go o licznych rabunkach zboża, bydła, ciepłej odzieży czy pieniędzy dokonanych przez nieprzyjaciela, choć i wojsko rodzime ich nie oszczędziło. 

Galicja w 1920 roku. Zdjęcie ze strony http://histografy.pl/galicja/

W artykułach do różnych czasopism Średniawski dzięki tym rozmowom a i własnemu doświadczeniu udzielał rad, jak odbudowywać polskie wsie, zniszczone zabudowania. O tym pisałyśmy tu: https://sredniawski.blogspot.com/2017/03/budowy-w-gospodarstwie-podczas-wojny.html.

Podczas wojny Średniawski mocno zaangażował się w pomoc uchodźcom i ewakuowanym. Był jednym z nielicznych, który wykazał zainteresowanie tymi sprawami obok Lasockiego. Reszta posłów nie zajmowała się tymi problemami. Sporej pomocy uchodźcom udzielał również ksiądz biskup Sapieha oraz  były minister Biliński. Dopiero z czasem tą sprawą gorliwiej zajęli się posłowie Długosz, Banaś, Biały i Kędzior.
Średniawski interesował się obozami barakowymi, gdyż warunki życia były tam nie do przyjęcia. Kilka razy był na wizji lokalnej. Ludziom doskwierały wilgoć, robactwo, choroby zakaźne (szczególnie tyfus plamisty), przeludnienie, nie mieli jedzenia i ogrzewania. Wszystko to wpływało na wysoką śmiertelność zgromadzonej tam ludności. Najtragiczniejsze warunki panowały w Choczni w Czechach i Wagnie pod Libnicą w Styrii – obozach przeznaczonych dla Polaków. Gorzej było już tylko w obozach dla internowanych w Thalerhofie koło Grazu, gdzie w pierwszych miesiącach z powodu trudnych warunków, chorób, a także i morderstw wyginęła połowa mieszkańców. Najbardziej zajmowała Średniawskiego Chocznia, gdyż tam przebywali uchodźcy z Myślenic. W ciągu 1915 i 1916 roku napisał wiele listów w sprawie uwolnienia stamtąd ludzi z powiatu myślenickiego. Wsparcia w pomocy uchodźcom udzielał mu Lasocki; to do niego jako do referenta zwracał się Średniawski, gdy sam nie mógł czegoś załatwić.
O wizycie Średniawskiego w obozie w Libnicy donosił artykuł w „Piaście” z 31 stycznia 1915 roku. Przebywało tam około 13 400 ludzi. Średniawski przybył tam razem z Długoszem i jego żoną na prośbę wygnańców. Zapewniał o pamięci. Wizyta przyniosła otuchę przebywającym tam Polakom, tęskniącym za krajem i pragnącym powrócić do swoich domów.  Mieszkali w barakach, w ciasnocie. Każdy z baraków miał swojego wójta, a ci codziennie zbierali się na konferencji. Sporządzono również duży, czteroizbowy barak z przeznaczeniem na szkołę. Tak go przygotowano, że składały się w nim ściany i służył za kaplicę. W baraku tym mieszkał również ksiądz.
Uchodźcy i wygnańcy często opuścili domy tak, że nie mogli zabrać ze sobą niczego. Rozgrywały się rodzinne dramaty, gdyż  wyjeżdżali prosto z ulicy, nie mogąc dać znać bliskim, co się z nimi dzieje. Brakowało im wszystkiego. Dlatego też interweniowali do posłów o dostarczenie im obuwia, bielizny, jedzenia. Czasem otrzymywali różne półprodukty, ale nie mogli ich odpowiednio wykorzystać, gdyż nie było ku temu warunków. Tak było z flanelą czy materiałami na obuwie. Posłowie interweniowali u władz obozu i nakazali urządzić warsztaty: szwalnię i szewski.
Posłowie po wizytacji udali się do Grazu do namiestnika Klarego na audiencję, a ten obiecał spełnić słuszne życzenia, gdyż chciał być gościnny dla Polaków, którzy ponieśli wiele ofiar dla państwa. Obiecał dostarczyć potrzebne buty i materiał na bieliznę. Pomocą w ulżeniu rodakom służył również życzliwy radca z Grazu. W namiestnictwie uzyskali także rozpatrzenie całego stosu podań m.in. z powiatów: krakowskiego, myślenickiego, żywieckiego, wadowickiego. W wydobyciu uchodźców z baraków wspierał również poseł Banaś.
Gdy Średniawski i Długosz wrócili z Grazu, wraz z prezesem Koła dr. Leo udali się do Markwista – referenta w ministerstwie w tych sprawach. Tam domagali się m.in. pozwolenia na powrót do powiatów, w których nie ma już wrogów, robotników sezonowych pracujących w Niemczech i Danii, a także reformy zasad stosunków panujących w barakach, by ludzie mogli wychodzić do miasta czy do kościoła, budowy szpitala, większej liczby lekarzy, zmiany diety, ciepłej odzieży, kantyny, sanitariatów oraz dokończenia rozpoczętych już spraw w obozie (szwalni i warsztatu szewskiego). Żądania te przedłożył również poseł Długosz na posiedzeniu komisji parlamentarnej Koła Polskiego, zaś deputacja posłów ludowych ze Średniawskim na czele złożyła je namiestnikowi Korytowskiemu. Interwencja posłów spowodowała polepszenie warunków uchodźców. Podzielono obóz na kobiety i mężczyzn oraz rodziny. Umożliwiono powroty do domu. Pomimo zmian posłowie nie zaniechali działań, starając się, by wszystkie żądania zostały spełnione. Zachęcano również ludzi w obozach do stworzenia delegacji mogącej informować posłów o swoich życzeniach bądź skargach lub by swoje problemy zgłaszali do redakcji „Piasta”. Aby problemów nie zostawić bez reakcji, zaplanowano założenie Centralnego Komitetu dla wychodźców. 

Temat wojny pojawiał się w wielu jego artykułach o odbudowie materialnej i moralnej kraju. Te sprawy poruszył w artykule O odrodzeniu ludu do „Kalendarza Piasta” na rok 1916, w który cenzura austriacka mocno interweniowała, usuwając znaczne części tekstu. Pisał między innymi o szerzącym się pijaństwie oraz o nieposzanowaniu cudzej własności. Chwalił ludzi, którzy jakoś sobie radzili w trakcie wojny, szczególnie gospodarzy dworskich, którzy sami wzięli się do pracy, gdy chłopi uciekli, i obsiewali ziemię. Uważał, że w tak ciężkich czasach pozostawienie ziemi odłogiem nie leży w interesie ogółu.

Jako pierwszy wystąpił przeciwko projektowi reformy wyborczej sejmowej, krzywdzącej gminy wiejskie na korzyść wielkiej własności, i zwalczał go wytrwale.

Sporo swojej uwagi poświęcił Średniawski na doradzanie gospodarzom jak odzyskiwać pieniądze za poniesione podczas wojny straty. Temu zagadnieniu poświęcił artykuł w „Piaście” z 14 maja 1915 roku.



Pismo Średniawskiego do Wysokiego CK Ministerstwa Wojny w Wiedniu dotyczące rekwizycji z 20 grudnia 1914 roku. Z archiwum ZHRL

Utratę koni, bydła, siana, słomy itd. należało zgłosić na odpowiednim formularzu, podając przybliżoną nawet ilość, dzień, w którym to miało miejsce, oddział wojska oraz świadków w celu potwierdzenia. Radził, by każdą szkodę odnotowywać na osobnym formularzu, gdyż jedne ze szkód mogą być uznane, a inne odrzucone. Według Średniawskiego należało zgłaszać nawet szkody wyrządzone przez złośliwość, ale trzeba było wykazywać się sumiennością, gdyż jeśli ściągnie się na siebie podejrzenie oszustwa, nawet i słusznych żądań władze mogą nie wypłacić. Zaznaczał, że łatwiej było odzyskać pieniądze za konie i bydło niż za siano, słomę czy zboże, gdyż tych rzeczy w gospodarstwie nikt nie ważył.

Średniawski pomagał mieszkańcom z odzyskiwaniem wypłat za konie ewidencyjne, które zarekwirowano na początku wojny. Wspierał go w tym dr Leo. Interweniował on szczególnie w związku z tymi, którzy nie mogli sami jechać do Białej, by odebrać wypłaty. Nakazywał takim osobom przesyłać kwity, wraz z wskazaniem urzędu, który go wystawił. Ci zaś, którzy podczas ewakuacji czy z innych powodów utracili swoje dokumenty, mieli podać dane, sumę, urząd, który kwit wystawiał, oraz władzę, która mogłaby im należność przejąć i wypłacić (np. starostwo). Sam również takie dokumenty składał. 


Zgłoszenie roszczenia z tytułu świadczeń wojennych przygotowane przez Średniawskiego dotyczące strat w jego gospodarstwie. Z archiwum ZHRL


Średniawski nie negował i nie potępiał rekwizycji, gdyż miał świadomość, że wojsko trzeba utrzymać, narażają w końcu życie za ojczyznę. Uważał jednak, że gdyby była ona prowadzona umiejętnie, nikogo nie doprowadziłaby do ruiny. Swoją tezę popierał przykładami. Gdyby zostawiano rolnikom zwierzęta rozpłodowe, dobre plony, łatwo byłoby wrócić do stanów pierwotnych w gospodarstwach. Często w składanych przez niego wnioskach dotyczących strat poniesionych w gospodarstwie można znaleźć zapiski: „To nie rekwizycja tylko złośliwe niszczenie”, „Rekwirowano gwałtem”, „Samowolnie i bezprawnie”.

Wojna trwała, plony niszczono, zapasy żywności kończyły się. By przeciwdziałać klęsce głodu, rządy niemiecki i austriacki zażądały spisu żywności i ich rozdziału dla tych, którym nie starczyło.
Komisje organizacyjne i centrala zbożowa nie do końca działały odpowiednio, dlatego też potrzebna była reorganizacja tej działalności. W „Piaście” z 11 czerwca 1916 roku Średniawski poruszał problem rozdziału zboża. Obserwował w Galicji problem z żywnością.
Każdy rolnik do tej pory po zbiorach i młocce spisywał zboże i mógł sobie zostawić po 50 dag na dzień na osobę. Z czasem zredukowano przydział do 40 dag. Gdy w gospodarstwie było więcej zboża, rolnik musiał je oddać do komisji. Odwoził je do wskazanego przez wójta miejsca w gminie, potem zboże przewożono na stację kolejową i do młyna parowego. Komu brakowało, ten mąkę otrzymywał.
Średniawski jednak uważał za bezsensowne centralizowanie zbiorów. Proponował, by dokonywać podziału zbiorów dla rolników lokalnych w magazynie gminnym, a gdy dopiero okaże się, że w magazynie jest zwyżka, wtedy wysyłać do miast i gmin, w których są braki. Uważał, że pozostawianie jednym zboża, a innym wydawanie samej mąki jest niesprawiedliwe. Ten, który zostawał ze zbożem, nigdy nie uzyskiwał tyle mąki niż ten, który otrzymywał gotową, zaś ci, którzy otrzymywali mąkę, nie mogli pozyskać otrębów, które gospodarze otrzymywali podczas mielenia. Poruszał również kwestię oszczędności na furmanki (problemem był również brak koni, gdyż rekwirowano je na wojnę), kolej, worki i prowizje.
Swoje obserwacje i przemyślenia zaprezentował na komisji aprowizacyjnej w Wiedniu. Niestety nie znajdował zrozumienia dla swoich postulatów wśród posłów miejskich, którzy wyrazili swój sprzeciw. Średniawski nie rozumiał ich, uważał, że cel jest jeden – wszyscy mieli otrzymać, a nikt nikogo skrzywdzić nie chciał. Natomiast dotychczasowe rozwiązania krzywdziły młynarzy, bo nie mieli produktów do mielenia, gospodarzy, gdyż nie mieli otrąb i nie płaciło im się odpowiednio za odbierane zboże, nie zwracano kosztów za sprowadzanie otrąb, gdy otrzymywali samą mąkę. Brak otrąb zaprzątał głowę Średniawskiemu dlatego, że gospodarze nie mieli czym wykarmić zwierząt. Na konia przypadał tylko kilogram owsa, zaś bez otrąb, a więc treściwej paszy, nie dało się wyhodować świni, z której można pozyskać dobrą słoninę.
Po wojnie również wracał do tematu ziemi i plonów. W „Piaście” z 6 lutego 1921 roku porusza problem uprawy gruntów leżących odłogiem głównie w Galicji, na Wołyniu, Podlasiu i Białej Ruskiej. Naocznie się przekonał, że były to ziemie żyzne, dające plony przed wojną. Ludzie obsadzali je ziemniakami, burakami, zbożem. Działania wojenne spowodowały, że zniszczeniu uległy budynki, maszyny rolnicze, nie było zwierząt, a więc nie było też i ludzi. By zmienić ten stan rzeczy, Sejm oraz Bartel – były Minister Rolnictwa – dokładali starań, by tamte odłogi stały się znów użytkami. Uchwalono ustawę o przymusowej dzierżawie, zakupiono narzędzia, nasiona, ułatwiono uzyskanie pożyczek na obsiewy. Część ziem udało się zagospodarować, ale z powodu braku rąk do pracy zadanie to było utrudnione. Działania te niestety zniszczyła wojna bolszewicka, gdyż tereny znów zostały ogołocone.
Grunty w Galicji były rozdrobnione (od 1 do 5 morgów), trudno było z nich utrzymać się rodzinom. Dodatkową trudnością było pozyskanie plonów z tych górskich, lichych gruntów. To powodowało emigrację ludności za pracą do Danii, Prus, Węgier, a nawet Ameryki. Średniawski uważał, że w trudnej sytuacji kraju, gdy brakowało rąk do pracy, emigrowanie było niemoralne; ludzie mają gdzie się wykazać, jeśli tylko chcą pracować. Małorolnym radził zrzeszać się w spółki z zarządem i zgłaszać je do Zarządu Pomocy Rolnej w Lwowie (Kopernika L 20) i prosić o przysłanie statutu. Swoim statutem, który otrzymał od Zarządu, Średniawski się podzielił, przesłał go do wydawnictwa „Piasta”, aby go przedrukowano w kilku egzemplarzach. Ponadto do zarządu należało zgłosić liczbę członków, liczbę bydła, narzędzi, kapitał i poprosić o przydział dzierżawy ziemi, zboża do zasiewu, narzędzi i ewentualnej pożyczki.
Prekursorem tego pomysłu był profesor Bronisław Jankowski, który ułożył statut i zobowiązał się do pomocy spółkom. Do spółki mogli należeć mający własne bydło robocze, narzędzia rolnicze i jakiś kapitał pieniężny, ale nie wykluczało się i tych, co mieli ręce zaradne i chęci do pracy. Każdy bowiem wkład w spółkę był szacowany. Codzienna praca w gospodarstwie powinna być zapisywana, a pieniądze wypłacane w umówionej stawce co tydzień lub zostawać jako wkład do udziału. Po roku zysk należało dzielić wobec członków z zachowaniem części dla obrotu zarządu. Spółkę należało zakładać na cztery lata, a potem ją likwidować, dzieląc kapitał. Prawo pierwokupu ziemi mieli mieć członkowie spółki. Średniawski uważał, że jeśli tak będzie się postępować, można się dorobić, pod warunkiem, że do zarządu powołani zostaną ludzie mądrzy.
W celu rozpropagowania informacji o spółkach i umożliwienia zrozumienia sprawy ludności biuro propagandy prezydium Rady Ministerstwa wydawało broszurki. Jedną z nich był przewodnik Feliksa Brodowskiego Jak na mocy nowych ustaw dojść do własności gruntu lub dzierżawy odłogów czyli przewodnik dla bezrolnych i małorolnych. Sprowadzała ją też redakcja „Piasta”, a rozprowadzali posłowie, m.in. Średniawski zabrał do domu za zwrotem kosztów dwadzieścia egzemplarzy.

PSL Piast w czasie I wojny światowej wydawało swoje pismo, tygodnik „Piast”, w przeciwieństwie do „Przyjaciela Ludu”, który właściwie zawiesił działalność. Zyskał wtedy dużą popularność na wsi dzięki zamieszczaniu w każdym numerze obszernych list poległych i zaginionych oraz drukowaniu listów od jeńców z Rosji i pouczeń dla rodzin zmobilizowanych lub poległych żołnierzy. 


„Piast” 1916, nr 5. Dostępny w Internecie: https://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/publication/111231/edition/104024/content
W 1917 roku Koło Polskie w parlamencie wiedeńskim, pod wpływem posłów PSL Piast, uchwaliło rezolucję zgłoszoną przez Włodzimierza Tetmajera, domagającą się utworzenia państwa polskiego złożonego z wszystkich ziem polskich, z dostępem do morza. Średniawski domagał się, by dodać do niej zdanie, że „państwo polskie będzie pod berłem Habsburgów”. Ostatecznie znalazło się w niej stwierdzenie wyrażające nadzieję, że „cesarz Austrii sprawę tę [odbudowy niepodległego państwa polskiego] ujmie w swe ręce”.
Satyryczny druk w formie nekrologu-klepsydry C.K. Austro-Węgier, kolportowany w Krakowie w listopadzie 1918 roku, po objęciu władzy przez Polską Komisję Likwidacyjną Galicji i Śląska Cieszyńskiego nad zaborem austriackim. Kraków 1918. W zbiorach http://wirtualnemuzeum.sejm.gov.pl/

Jak wiemy, proces odzyskiwania niepodległości przebiegał tak naprawdę kilka lat, a jako datę umowną przyjęto 11 listopada 1918 roku. Średniawski cały czas się angażował, współpracował z prezesem rady powiatowej Kazimierzem Bzowskim i starostą Bolesławem Kudelskim w utrzymaniu bezpieczeństwa publicznego w pierwszych dniach po odzyskaniu niepodległości. Potem wystartował w wyborach do sejmu krajowego w niepodległej Polsce i wybory te wygrał. Więcej o tym piszemy tu: https://sredniawski.blogspot.com/2018/03/aktywnosc-sredniawskiego-jako-posa-na.html.

EG

Bibliografia:
1. J. Gaul, Posłowie polscy do Rady Państwa w Wiedniu wobec ruchu niepodległościowego w okresie zawieszonego parlamentu (sierpień 1914 – maj 1917), „Studia Humanistyczno-Społeczne” 2013, nr 7, s. 13-36.
2. K. Dunin-Wąsowicz, Ludowcy galicyjscy w czasie I wojny światowej, „Kwartalnik Historyczny”, 65, 1958, nr 1, s. 42.
3. A. Mysiński, Ziemia myślenicka w dwudziestoleciu międzywojennym, Kraków 2003.
4. J. Rączkowski, Wśród polityków i artystów, Warszawa 1969.
5. A. Walaszek, Andrzej Tomasz Średniawski. Życie i działalność na tle dziejów Ruchu Ludowego 1857-1931 (maszynopis w zbiorach ZHRL w Warszawie).