expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

wtorek, 13 sierpnia 2019

Dokumenty spółki drenarskiej z Górnej Wsi

Dzięki uprzejmości pracowników Muzeum Niepodległości w Myślenicach ostatnio mogłyśmy zapoznać się z dokumentami projektowymi drenowania gruntów włościańskich w Górnej Wsi z lat 1910-1950 będących własnością Józefa Piętki i sąsiadów. Jest to dla nas bardzo ciekawy dokument, gdyż jednym z członków spółki był Andrzej Średniawski. Teczka zawiera m.in. doskonale zachowane mapy, w tym gruntów należących do Średniawskiego, projekt, wykaz postępu robót, potwierdzenie otrzymania pożyczki, kosztorys i obliczenia techniczne, wykaz członków, powierzchni gruntów i wkładu, pismo do Wydziału Krajowego na temat kosztów robót spółki wodnej w Górnej Wsi z 27 lipca 1913 roku podpisane przez Średniawskiego oraz skargę mieszkańca Jawornika na zalewanie jego gruntów przez drenowanie na Górnej Wsi. 













AG

środa, 31 lipca 2019

I wojna światowa, działania podczas wojny i odzyskanie niepodległości

Od 1907 roku do parlamentu austriackiego wybierano w wolnych, powszechnych, równych i tajnych wyborach posłów ze wszystkich krajów koronnych. Posłowie ludowi, m.in. PSL Piast, od 1911 roku wchodzili również w skład Koła Polskiego. Wojnę odczuwały wszystkie państwa Monarchii Austriackiej. Rząd przygotowywał państwo na wypadek wybuchu wojny, żądano od parlamentu kredytów, uchwalania ustaw wojskowych i mobilizacyjnych. Stronnictwa w zamian za obciążające ustawy chciały uzyskać postulaty krajowe, wciąż trwały różne pertraktacje; szczególne obciążeni byli posłowie komisji, w tym Średniawski. W jednym z listów do żony pisze o trudnych chwilach tak:
Ja tu także w ciągłym wirze i kłopotach, bo mieliśmy zatargi z rządem i z tego powodu ciągłe posiedzenia komisji parlamentarnej, klubu i Koła, a przedtem ciągłe posiedzenia komisji wojskowej. Jedno z tych posiedzeń trwało dwa dni i noc bez przestanku. Jutro będzie także posiedzenie Izby, ale będą debaty, a głosowań nie będzie więc mogę pojechać do Lwowa na posiedzenie Rady Nadzorczej Banku Krajowego, lecz wrócę prosto do Wiednia, bo w poniedziałek ma być posiedzenie izby. Na przyszłą niedzielę będzie posiedzenie Rady Naczelnej Stronnictwa, muszę być w Krakowie.
W listopadzie 1912 roku zaś pisze: 
Od czasu mojego wyjazdu sprawy polityczne jeszcze bardziej się zaostrzyły, a nawet zarządzono częściową mobilizację u nas w Galicji.

Pomimo wszelkich przewidywań i tak nikt nie mógł się przygotować na to, co się wydarzyło – zamach na księcia Franciszka Ferdynanda i jego małżonkę, który poskutkował wybuchem wojny. Reakcją Średniawskiego był zamieszczony na łamach „Piasta” artykuł Do Braci Włościan,  w którym pisał, że Polacy bierni nie będą. Choć był przeciw wojnie, to gdy już wybuchła, uważał, że należy tę sytuację wykorzystać do odzyskania niepodległości, bo następne pokolenia braku inicjatywy nie wybaczą. Niektóre stronnictwa z Kongresówki nadal łudziły się przyjaźnią Rosji i wierzyły w jej obietnice o zjednoczeniu Polski i nadaniu jej autonomii. Średniawski nie wierzył w to, gdyż przebywając w Rosji i mając kontakt z jej obywatelami, wyrobił sobie zdanie o niej. Popierał raczej orientację proaustriacką. Wszystkich, którzy uważali, że Polacy potrzebują gwarancji za co będą się bić i co zyskają, przekonywał, że nikt ich nie da, bo nie jesteśmy zbyt silni na arenie politycznej, ale Polska jest dla mocarstw przeciwnych Rosji doskonałym przedmurzem, więc należy to wykorzystać. W jednym z fragmentów tego artykułu napisał:
Samodzielność jednak, musimy o tem pamiętać, nie daje się niedołęgom tylko ludziom zdolnym do samorządu. Niedołęgom zaś, daje się kuratora.
W artykuł ten mocno ingerowała cenzura.

Po wybuchu I wojny światowej posłowie Koła Polskiego często interweniowali u władz w sprawie pomocy dla ludności polskiej, która po ofensywie wojsk rosyjskich na jesieni 1914 roku znalazła się w dramatycznej sytuacji. Zajmował się tym również Średniawski. Jako przedstawiciel Koła Sejmowego brał udział w tworzeniu porozumienia politycznego stronnictw galicyjskich w sierpniu 1914 roku.

15 sierpnia 1914 roku odbyło się posiedzenie komisji parlamentarnej Koła Polskiego, gdzie podjęto wnioski o zespoleniu wszelkich sił narodowych w jedną organizację narodową, czego rezultatem było wydanie 16 sierpnia 1914 roku manifestu informującego, że „w celu skupienia wszystkich Polaków zdolnych do noszenia broni do zwycięskiej walki z Rosją w szeregach Legionów Polskich Koło Polskie i stronnictwa galicyjskie postanowiły jednomyślnie utworzyć jedną i jawną organizację – Naczelny Komitet Narodowy”. NKN miał być najwyższą instancją polskich sił zbrojnych, czyli Legionów Polskich. Piastowcy stanęli więc na stanowisku orientacji proaustriackiej i poparli NKN jako wyraz porozumienia wszystkich grup antyrosyjskich w Galicji. Z ramienia PSL Piast do NKN miał wejść Witos (jako wiceprezes) i Jan Dąbski, a jako zastępcy członków Władysław Długosz i Andrzej Średniawski.

Zaproszenie dla Średniawskiego jako członka NKN na uroczystości w Krakowie 16 sierpnia 1915 r. W zbiorach ZHRL

 Choć aktywność piastowców w NKN była niewielka, najprężniej z nich działał Średniawski.


Legitymacja wydana na nazwisko Średniawskiego, upoważniająca do udziału w zjazdach powiatowych komitetów narodowych w Krakowie. Zdjęcie w zbiorach ZHRL
Na początku zaangażował się tak bardzo, że z własnych funduszy wsparł Polski Skarb Wojskowy. Manifest ten, jak cytowałyśmy wyżej, wspominał o legionach; miały to być legiony polskie pod polską komendą w ścisłym związku z armią austriacką. Oświadczono również o wsparciu finansowym dla legionów, o czym pisałyśmy w artykule dotyczącym powstania „Strzelca”: http://sredniawski.blogspot.com/2019/05/poczatek-i-wojny-swiatowej-strzelec-i.html.

7 i 8 lutego 1915 roku posłowie ludowi zjechali do Wiednia i ustalili żądania klubu wobec rządu, ujmując je w dziewięciopunktowy memoriał. Domagano się m.in. dostarczania żywności, zapewnienia opieki lekarskiej, zaopatrzenia w nasiona, narzędzia i siłę pociągową oraz wypłacania odszkodowania za rewizje i zasiłków dla rodzin powołanych rezerwistów. Koło Polskie przedłożyło memoriał rządowi 11 lutego. Dzięki staraniom Koła Polskiego pod nowym przewodnictwem Bilińskiego utworzono przy Namiestnictwie w Białej Komisję dla odbudowy kraju, w skład której weszli ze Stronnictwa Ludowego Witos, Długosz i Średniawski (reprezentujący Towarzystwo Rolnicze w Krakowie). 9 i 10 marca (1915?) odbyły się obrady komisji. Na podstawie relacji Średniawskiego ustalono stan rzeczy w powiatach myślenickim i wadowickim, przy czym referujący kładł nacisk na to, aby pomoc dla ludności wiejskiej była bezpłatna oraz by podwyższyć normę żywnościową. W lipcu 1915 roku został wraz z Witosem i Długoszem członkiem delegacji do gen. Collarda w sprawie potrzeb w związku z odbudową kraju i koniecznością przygotowania zasiewów wiosennych. Następnie w październiku wszedł w skład komisji rolniczej wybranej na posiedzeniu Koła Polskiego w Wiedniu w sprawie odbudowy i gospodarki.

Kiedy oddziały rosyjskie zbliżały się pod Kraków, Średniawski podjął również działania w swoim gospodarstwie, m.in. budowę stodoły przy domu na plony, by łatwiej było je chronić przed kradzieżą. Średniawska panicznie bała się najeźdźców i koniecznie chciała wyjechać. Średniawskiemu nie było to w smak, gdyż uważał, że należy pilnować swojego dobytku, ale ostatecznie zgodził się na opuszczenie przez żonę domu. W  celu zapewnienia jej  bezpieczeństwa wywiózł ją Średniawski do Berna na Morawach. Mimo nadzoru nad gospodarstwem skradziono mu siano, więc musiał sprzedać  krowy; zabrano mu też konie i parobka na potrzeby wojska. Żona też nie mogła wrócić, bo sytuacja ciągle zmieniała się na niekorzyść. Pocieszano się tylko, że wojska austriackie jakoś odeprą Moskali.  

Żołnierze na terenie Galicji. Zdjęcie dostępne w Internecie: https://i.pinimg.com/originals/7d/e7/21/7de7213708bcc839dc5aa23e0ab55d5b.jpg
Kiedy Moskale się cofnęli, Średniawski z zainteresowaniem rozmawiał z chłopami, którzy doświadczyli działań nieprzyjacielskich. Ci informowali go o licznych rabunkach zboża, bydła, ciepłej odzieży czy pieniędzy dokonanych przez nieprzyjaciela, choć i wojsko rodzime ich nie oszczędziło. 

Galicja w 1920 roku. Zdjęcie ze strony http://histografy.pl/galicja/

W artykułach do różnych czasopism Średniawski dzięki tym rozmowom a i własnemu doświadczeniu udzielał rad, jak odbudowywać polskie wsie, zniszczone zabudowania. O tym pisałyśmy tu: https://sredniawski.blogspot.com/2017/03/budowy-w-gospodarstwie-podczas-wojny.html.

Podczas wojny Średniawski mocno zaangażował się w pomoc uchodźcom i ewakuowanym. Był jednym z nielicznych, który wykazał zainteresowanie tymi sprawami obok Lasockiego. Reszta posłów nie zajmowała się tymi problemami. Sporej pomocy uchodźcom udzielał również ksiądz biskup Sapieha oraz  były minister Biliński. Dopiero z czasem tą sprawą gorliwiej zajęli się posłowie Długosz, Banaś, Biały i Kędzior.
Średniawski interesował się obozami barakowymi, gdyż warunki życia były tam nie do przyjęcia. Kilka razy był na wizji lokalnej. Ludziom doskwierały wilgoć, robactwo, choroby zakaźne (szczególnie tyfus plamisty), przeludnienie, nie mieli jedzenia i ogrzewania. Wszystko to wpływało na wysoką śmiertelność zgromadzonej tam ludności. Najtragiczniejsze warunki panowały w Choczni w Czechach i Wagnie pod Libnicą w Styrii – obozach przeznaczonych dla Polaków. Gorzej było już tylko w obozach dla internowanych w Thalerhofie koło Grazu, gdzie w pierwszych miesiącach z powodu trudnych warunków, chorób, a także i morderstw wyginęła połowa mieszkańców. Najbardziej zajmowała Średniawskiego Chocznia, gdyż tam przebywali uchodźcy z Myślenic. W ciągu 1915 i 1916 roku napisał wiele listów w sprawie uwolnienia stamtąd ludzi z powiatu myślenickiego. Wsparcia w pomocy uchodźcom udzielał mu Lasocki; to do niego jako do referenta zwracał się Średniawski, gdy sam nie mógł czegoś załatwić.
O wizycie Średniawskiego w obozie w Libnicy donosił artykuł w „Piaście” z 31 stycznia 1915 roku. Przebywało tam około 13 400 ludzi. Średniawski przybył tam razem z Długoszem i jego żoną na prośbę wygnańców. Zapewniał o pamięci. Wizyta przyniosła otuchę przebywającym tam Polakom, tęskniącym za krajem i pragnącym powrócić do swoich domów.  Mieszkali w barakach, w ciasnocie. Każdy z baraków miał swojego wójta, a ci codziennie zbierali się na konferencji. Sporządzono również duży, czteroizbowy barak z przeznaczeniem na szkołę. Tak go przygotowano, że składały się w nim ściany i służył za kaplicę. W baraku tym mieszkał również ksiądz.
Uchodźcy i wygnańcy często opuścili domy tak, że nie mogli zabrać ze sobą niczego. Rozgrywały się rodzinne dramaty, gdyż  wyjeżdżali prosto z ulicy, nie mogąc dać znać bliskim, co się z nimi dzieje. Brakowało im wszystkiego. Dlatego też interweniowali do posłów o dostarczenie im obuwia, bielizny, jedzenia. Czasem otrzymywali różne półprodukty, ale nie mogli ich odpowiednio wykorzystać, gdyż nie było ku temu warunków. Tak było z flanelą czy materiałami na obuwie. Posłowie interweniowali u władz obozu i nakazali urządzić warsztaty: szwalnię i szewski.
Posłowie po wizytacji udali się do Grazu do namiestnika Klarego na audiencję, a ten obiecał spełnić słuszne życzenia, gdyż chciał być gościnny dla Polaków, którzy ponieśli wiele ofiar dla państwa. Obiecał dostarczyć potrzebne buty i materiał na bieliznę. Pomocą w ulżeniu rodakom służył również życzliwy radca z Grazu. W namiestnictwie uzyskali także rozpatrzenie całego stosu podań m.in z powiatów: krakowskiego, myślenickiego, żywieckiego, wadowickiego. W wydobyciu uchodźców z baraków wspierał również poseł Banaś.
Gdy Średniawski i Długosz wrócili z Grazu, wraz z prezesem Koła dr. Leo udali się do Markwista – referenta w ministerstwie w tych sprawach. Tam domagali się m.in. pozwolenia na powrót do powiatów, w których nie ma już wrogów, robotników sezonowych pracujących w Niemczech i Danii, a także reformy zasad stosunków panujących w barakach, by ludzie mogli wychodzić do miasta czy do kościoła, budowy szpitala, większej liczby lekarzy, zmiany diety, ciepłej odzieży, kantyny, sanitariatów oraz dokończenia rozpoczętych już spraw w obozie (szwalni i warsztatu szewskiego). Żądania te przedłożył również poseł Długosz na posiedzeniu komisji parlamentarnej Koła Polskiego, zaś deputacja posłów ludowych ze Średniawskim na czele złożyła je namiestnikowi Korytowskiemu. Interwencja posłów spowodowała polepszenie warunków uchodźców. Podzielono obóz na kobiety i mężczyzn oraz rodziny. Umożliwiono powroty do domu. Pomimo zmian posłowie nie zaniechali działań, starając się, by wszystkie żądania zostały spełnione. Zachęcano również ludzi w obozach do stworzenia delegacji mogącej informować posłów o swoich życzeniach bądź skargach lub by swoje problemy zgłaszali do redakcji „Piasta”. Aby problemów nie zostawić bez reakcji, zaplanowano założenie Centralnego Komitetu dla wychodźców. 

Temat wojny pojawiał się w wielu jego artykułach o odbudowie materialnej i moralnej kraju. Te sprawy poruszył w artykule O odrodzeniu ludu do „Kalendarza Piasta” na rok 1916, w który cenzura austriacka mocno interweniowała, usuwając znaczne części tekstu. Pisał między innymi o szerzącym się pijaństwie oraz o nieposzanowaniu cudzej własności. Chwalił ludzi, którzy jakoś sobie radzili w trakcie wojny, szczególnie gospodarzy dworskich, którzy sami wzięli się do pracy, gdy chłopi uciekli, i obsiewali ziemię. Uważał, że w tak ciężkich czasach pozostawienie ziemi odłogiem nie leży w interesie ogółu.

Jako pierwszy wystąpił przeciwko projektowi reformy wyborczej sejmowej, krzywdzącej gminy wiejskie na korzyść wielkiej własności, i zwalczał go wytrwale.

Sporo swojej uwagi poświęcił Średniawski na doradzanie gospodarzom jak odzyskiwać pieniądze za poniesione podczas wojny straty. Temu zagadnieniu poświęcił artykuł w „Piaście” z 14 maja 1915 roku.



Pismo Średniawskiego do Wysokiego CK Ministerstwa Wojny w Wiedniu dotyczące rekwizycji z 20 grudnia 1914 roku. Z archiwum ZHRL

Utratę koni, bydła, siana, słomy itd. należało zgłosić na odpowiednim formularzu, podając przybliżoną nawet ilość, dzień, w którym to miało miejsce, oddział wojska oraz świadków w celu potwierdzenia. Radził, by każdą szkodę odnotowywać na osobnym formularzu, gdyż jedne ze szkód mogą być uznane, a inne odrzucone. Według Średniawskiego należało zgłaszać nawet szkody wyrządzone przez złośliwość, ale trzeba było wykazywać się sumiennością, gdyż jeśli ściągnie się na siebie podejrzenie oszustwa, nawet i słusznych żądań władze mogą nie wypłacić. Zaznaczał, że łatwiej było odzyskać pieniądze za konie i bydło niż za siano, słomę czy zboże, gdyż tych rzeczy w gospodarstwie nikt nie ważył.

Średniawski pomagał mieszkańcom z odzyskiwaniem wypłat za konie ewidencyjne, które zarekwirowano na początku wojny. Wspierał go w tym dr Leo. Interweniował on szczególnie w związku z tymi, którzy nie mogli sami jechać do Białej, by odebrać wypłaty. Nakazywał takim osobom przesyłać kwity, wraz z wskazaniem urzędu, który go wystawił. Ci zaś, którzy podczas ewakuacji czy z innych powodów utracili swoje dokumenty, mieli podać dane, sumę, urząd, który kwit wystawiał, oraz władzę, która mogłaby im należność przejąć i wypłacić (np. starostwo). Sam również takie dokumenty składał. 


Zgłoszenie roszczenia z tytułu świadczeń wojennych przygotowane przez Średniawskiego dotyczące strat w jego gospodarstwie. Z archiwum ZHRL


Średniawski nie negował i nie potępiał rekwizycji, gdyż miał świadomość, że wojsko trzeba utrzymać, narażają w końcu życie za ojczyznę. Uważał jednak, że gdyby była ona prowadzona umiejętnie, nikogo nie doprowadziłaby do ruiny. Swoją tezę popierał przykładami. Gdyby zostawiano rolnikom zwierzęta rozpłodowe, dobre plony, łatwo byłoby wrócić do stanów pierwotnych w gospodarstwach. Często w składanych przez niego wnioskach dotyczących strat poniesionych w gospodarstwie można znaleźć zapiski: „To nie rekwizycja tylko złośliwe niszczenie”, „Rekwirowano gwałtem”, „Samowolnie i bezprawnie”.

Wojna trwała, plony niszczono, zapasy żywności kończyły się. By przeciwdziałać klęsce głodu, rządy niemiecki i austriacki zażądały spisu żywności i ich rozdziału dla tych, którym nie starczyło.
Komisje organizacyjne i centrala zbożowa nie do końca działały odpowiednio, dlatego też potrzebna była reorganizacja tej działalności. W „Piaście” z 11 czerwca 1916 roku Średniawski poruszał problem rozdziału zboża. Obserwował w Galicji problem z żywnością.
Każdy rolnik do tej pory po zbiorach i młocce spisywał zboże i mógł sobie zostawić po 50 dag na dzień na osobę. Z czasem zredukowano przydział do 40 dag. Gdy w gospodarstwie było więcej zboża, rolnik musiał je oddać do komisji. Odwoził je do wskazanego przez wójta miejsca w gminie, potem zboże przewożono na stację kolejową i do młyna parowego. Komu brakowało, ten mąkę otrzymywał.
Średniawski jednak uważał za bezsensowne centralizowanie zbiorów. Proponował, by dokonywać podziału zbiorów dla rolników lokalnych w magazynie gminnym, a gdy dopiero okaże się, że w magazynie jest zwyżka, wtedy wysyłać do miast i gmin, w których są braki. Uważał, że pozostawianie jednym zboża, a innym wydawanie samej mąki jest niesprawiedliwe. Ten, który zostawał ze zbożem, nigdy nie uzyskiwał tyle mąki niż ten, który otrzymywał gotową, zaś ci, którzy otrzymywali mąkę, nie mogli pozyskać otrębów, które gospodarze otrzymywali podczas mielenia. Poruszał również kwestię oszczędności na furmanki (problemem był również brak koni, gdyż rekwirowano je na wojnę), kolej, worki i prowizje.
Swoje obserwacje i przemyślenia zaprezentował na komisji aprowizacyjnej w Wiedniu. Niestety nie znajdował zrozumienia dla swoich postulatów wśród posłów miejskich, którzy wyrazili swój sprzeciw. Średniawski nie rozumiał ich, uważał, że cel jest jeden – wszyscy mieli otrzymać, a nikt nikogo skrzywdzić nie chciał. Natomiast dotychczasowe rozwiązania krzywdziły młynarzy, bo nie mieli produktów do mielenia, gospodarzy, gdyż nie mieli otrąb i nie płaciło im się odpowiednio za odbierane zboże, nie zwracano kosztów za sprowadzanie otrąb, gdy otrzymywali samą mąkę. Brak otrąb zaprzątał głowę Średniawskiemu dlatego, że gospodarze nie mieli czym wykarmić zwierząt. Na konia przypadał tylko kilogram owsa, zaś bez otrąb, a więc treściwej paszy, nie dało się wyhodować świni, z której można pozyskać dobrą słoninę.
Po wojnie również wracał do tematu ziemi i plonów. W „Piaście” z 6 lutego 1921 roku porusza problem uprawy gruntów leżących odłogiem głównie w Galicji, na Wołyniu, Podlasiu i Białej Ruskiej. Naocznie się przekonał, że były to ziemie żyzne, dające plony przed wojną. Ludzie obsadzali je ziemniakami, burakami, zbożem. Działania wojenne spowodowały, że zniszczeniu uległy budynki, maszyny rolnicze, nie było zwierząt, a więc nie było też i ludzi. By zmienić ten stan rzeczy, Sejm oraz Bartel – były Minister Rolnictwa – dokładali starań, by tamte odłogi stały się znów użytkami. Uchwalono ustawę o przymusowej dzierżawie, zakupiono narzędzia, nasiona, ułatwiono uzyskanie pożyczek na obsiewy. Część ziem udało się zagospodarować, ale z powodu braku rąk do pracy zadanie to było utrudnione. Działania te niestety zniszczyła wojna bolszewicka, gdyż tereny znów zostały ogołocone.
Grunty w Galicji były rozdrobnione (od 1 do 5 morgów), trudno było z nich utrzymać się rodzinom. Dodatkową trudnością było pozyskanie plonów z tych górskich, lichych gruntów. To powodowało emigrację ludności za pracą do Danii, Prus, Węgier, a nawet Ameryki. Średniawski uważał, że w trudnej sytuacji kraju, gdy brakowało rąk do pracy, emigrowanie było niemoralne; ludzie mają gdzie się wykazać, jeśli tylko chcą pracować. Małorolnym radził zrzeszać się w spółki z zarządem i zgłaszać je do Zarządu Pomocy Rolnej w Lwowie (Kopernika L 20) i prosić o przysłanie statutu. Swoim statutem, który otrzymał od Zarządu, Średniawski się podzielił, przesłał go do wydawnictwa „Piasta”, aby go przedrukowano w kilku egzemplarzach. Ponadto do zarządu należało zgłosić liczbę członków, liczbę bydła, narzędzi, kapitał i poprosić o przydział dzierżawy ziemi, zboża do zasiewu, narzędzi i ewentualnej pożyczki.
Prekursorem tego pomysłu był profesor Bronisław Jankowski, który ułożył statut i zobowiązał się do pomocy spółkom. Do spółki mogli należeć mający własne bydło robocze, narzędzia rolnicze i jakiś kapitał pieniężny, ale nie wykluczało się i tych, co mieli ręce zaradne i chęci do pracy. Każdy bowiem wkład w spółkę był szacowany. Codzienna praca w gospodarstwie powinna być zapisywana, a pieniądze wypłacane w umówionej stawce co tydzień lub zostawać jako wkład do udziału. Po roku zysk należało dzielić wobec członków z zachowaniem części dla obrotu zarządu. Spółkę należało zakładać na cztery lata, a potem ją likwidować, dzieląc kapitał. Prawo pierwokupu ziemi mieli mieć członkowie spółki. Średniawski uważał, że jeśli tak będzie się postępować, można się dorobić, pod warunkiem, że do zarządu powołani zostaną ludzie mądrzy.
W celu rozpropagowania informacji o spółkach i umożliwienia zrozumienia sprawy ludności biuro propagandy prezydium Rady Ministerstwa wydawało broszurki. Jedną z nich był przewodnik Feliksa Brodowskiego Jak na mocy nowych ustaw dojść do własności gruntu lub dzierżawy odłogów czyli przewodnik dla bezrolnych i małorolnych. Sprowadzała ją też redakcja „Piasta”, a rozprowadzali posłowie, m.in. Średniawski zabrał do domu za zwrotem kosztów dwadzieścia egzemplarzy.

PSL Piast w czasie I wojny światowej wydawało swoje pismo, tygodnik „Piast”, w przeciwieństwie do „Przyjaciela Ludu”, który właściwie zawiesił działalność. Zyskał wtedy dużą popularność na wsi dzięki zamieszczaniu w każdym numerze obszernych list poległych i zaginionych oraz drukowaniu listów od jeńców z Rosji i pouczeń dla rodzin zmobilizowanych lub poległych żołnierzy. 


„Piast” 1916, nr 5. Dostępny w Internecie: https://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/publication/111231/edition/104024/content
W 1917 roku Koło Polskie w parlamencie wiedeńskim, pod wpływem posłów PSL Piast, uchwaliło rezolucję zgłoszoną przez Włodzimierza Tetmajera, domagającą się utworzenia państwa polskiego złożonego z wszystkich ziem polskich, z dostępem do morza. Średniawski domagał się, by dodać do niej zdanie, że „państwo polskie będzie pod berłem Habsburgów”. Ostatecznie znalazło się w niej stwierdzenie wyrażające nadzieję, że „cesarz Austrii sprawę tę [odbudowy niepodległego państwa polskiego] ujmie w swe ręce”.

Jak wiemy, proces odzyskiwania niepodległości przebiegał tak naprawdę kilka lat, a jako datę umowną przyjęto 11 listopada 1918 roku. Średniawski cały czas się angażował, współpracował z prezesem rady powiatowej Kazimierzem Bzowskim i starostą Bolesławem Kudelskim w utrzymaniu bezpieczeństwa publicznego w pierwszych dniach po odzyskaniu niepodległości. Potem wystartował w wyborach do sejmu krajowego w niepodległej Polsce i wybory te wygrał. Więcej o tym piszemy tu: https://sredniawski.blogspot.com/2018/03/aktywnosc-sredniawskiego-jako-posa-na.html.

EG

Bibliografia:
1. J. Gaul, Posłowie polscy do Rady Państwa w Wiedniu wobec ruchu niepodległościowego w okresie zawieszonego parlamentu (sierpień 1914 – maj 1917), „Studia Humanistyczno-Społeczne” 2013, nr 7, s. 13-36.
2. K. Dunin-Wąsowicz, Ludowcy galicyjscy w czasie I wojny światowej, „Kwartalnik Historyczny”, 65, 1958, nr 1, s. 42.
3. A. Mysiński, Ziemia myślenicka w dwudziestoleciu międzywojennym, Kraków 2003.
4. J. Rączkowski, Wśród polityków i artystów, Warszawa 1969.
5. A. Walaszek, Andrzej Tomasz Średniawski. Życie i działalność na tle dziejów Ruchu Ludowego 1857-1931 (maszynopis w zbiorach ZHRL w Warszawie).

czwartek, 30 maja 2019

Początek I wojny światowej, „Strzelec" i Legiony

Pierwszej wojny światowej spodziewano się, choć nie wierzono, że wybuchnie. Średniawski, jak zapewne każdy Polak, upatrywał w niej szans na odzyskanie niepodległości, ale miał również świadomość, że przyniesie olbrzymie straty wśród ludności, w majątkach i gospodarstwach. Ostrzegał o tym, pisząc artykuły do takich czasopism jak np.: „Przyjaciel Ludu", „Gazeta Lwowska".


Artykuł Andrzeja Średniawskiego O Polskę, „Gazeta Ludowa" z 27 lutego 1916 roku
Antoni Walaszek pisał, że od końca 1911 roku wobec wzmagających się ruchów germanizacyjnych powołano do życia Organizację Obrony Kresów Zachodnich jako sekcję Rady Narodowej w Krakowie. Jej prezes, prof. Antoni Górski, poprosił Średniawskiego jako jednego z przywódców ludowych i posła do parlamentu o poparcie celów organizacji i poinformował go o uchwale przyjmującej Średniawskiego w poczet swoich członków. Średniawski przyjął tę misję i stał się odtąd orędownikiem ludu śląskiego w Kole Polskim i u władz.

Uchwałą z 16 listopada 1912 roku Rada Narodowa powołała do życia Komitet Obywatelski złożony z reprezentantów wszystkich grup i stronnictw celem skonsolidowania opinii i zorganizowania pracy narodowej w kraju. Jednym z członków został Średniawski, zawiadomiony o tym listem z 20 grudnia 1912 roku. Drugi organ powołały stronnictwa demokratyczne – Komisję Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych, starającą się również pozyskać PSL, które po pewnych wahaniach udzieliło jej poparcia. Średniawski był jednym z tych polityków, którzy należąc do obu organizacji, uważał za niezbędne ich zespolenie.

Obradujące w Krakowie Parlamentarne Koło Polskie, w którego skład wchodził Andrzej Średniawski, 16 sierpnia 1914 roku wydało manifest do narodu.

http://dlibra.pbc.rzeszow.pl/dlibra/plain-content?id=10595, s. 9
  Manifest brzmiał:

Do narodu polskiego!
Godzina, której na próżno oczekując, trzy pokolenia naszego ludu krwawiły się w strasznych i beznadziejnych z najazdem moskiewskim zapasach, godzina, o którą modlił się naród cały, godzina wielka wybiła. Cała Europa stoi w pożodze wojny.
Ziemie polskie, jak długie i szerokie, oświeci krwawa łuna wojny, największej jaka była. Austria w obronie wolności swych ludów wysyła na ziemie polskie potężną armię przeciwko rosyjskiemu ciemiężcy.
W tej strasznej a wielkiej godzinie, Koło Polskie świadome swej odpowiedzialności, uważa za swój święty obowiązek wskazać narodowi kierunek myśli i czynów, prowadzić go w przyszłość lepszą i jaśniejszą.
W poczuciu tego wielkiego obowiązku, Koło Polskie, z którym w tej dziejowej chwili łączą się wszyscy posłowie polscy, dotąd poza nim stojący, wzywa was Polacy do czynu, do wspólnego, jednomyślnego, do największego jaki was stać wysiłku!
W tej dobie krwawego przeistaczania się Europy i uwalniania jej od grozy przemocy rosyjskiej odzyskać możemy bardzo wiele. Ale wiele też musimy ofiarować. Bo nie wygra ten, kto ostrożnie końca gry wyczekuje.
Dla ujęcia polskiej siły narodowej w zbrojne Legiony Polskie Koło Polskie i wszystkie bez wyjątku stronnictwa jednomyślnie postanowiły utworzyć jedną jawną organizację.
Pod polską komendą a w ścisłej łączności z naczelnym dowództwem armii austriacko-węgierskiej pójdą Legiony Polskie w bój, aby na szalę tej największej wojny rzucić także godny narodu polskiego czyn, jako warunek i zadatek lepszej dla niego doli. 
Podejmowano też różne uchwały dotyczące działalności Legionów. Jedną z nich jest uchwała sejmowego Koła Polskiego w Galicji:

1. Połączyło nas wszystkich w tej doniosłej chwili dziejowej to głębokie przeświadczenie, że zjednoczenie wszystkich stronnictw polskich w czasie toczącej się wojny światowej jest konieczne. Tylko jedność całej Polski, mogącej obecnie głos zabrać, zdoła skupić wszystkich Polaków, zdolnych do noszenia broni, do zwycięskiej walki z Rosją. Tylko jedność zdoła zgromadzić środki materialne potrzebne do zorganizowania polskiej siły zbrojnej, która wkroczy na uciskane ziemie polskie dla wyzwolenia ich spod jarzma carskiego. Aby tę myśl jedności narodu w czyn wprowadzić jednoczą się na wezwania Koła Polskiego dotychczasowe odrębne organizacje: Centralny Komitet Narodowy i Komisja Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych, oraz te grupy, które do żadnej z tych organizacji nie należały, tworząc Naczelny Komitet Narodowy i uznając ten Komitet za najwyższą instancję w zakresie wojskowej, skarbowej i politycznej organizacji zbrojnych sił polskich. Stanowienie o politycznych sprawach Królestwa Polskiego może nastąpić tylko w porozumieniu z organizacją w Królestwie Polskim, zbudowaną na podobnych zasadach, co organizacja wspólna w Galicji.
 2. Na podstawie tego zjednoczenia przystępuje się do utworzenia na razie dwóch legionów polskich, jednego w zachodniej, drugiego we wschodniej Galicji, pod komendą polską, opierając się na już istniejących zbrojnych organizacjach polskich. 
Oddziały polskie użyte być mają do walki przeciw Rosji na ziemiach polskich w związku z monarchią austro-węgierską.
Wszyscy walczący w szeregach oddziałów polskich muszą mieć prawa kombatantów i muszą otrzymać uzbrojenie i wyekwipowanie wojsk regularnych, a oddziały winny obejmować wszystkie gatunki broni [...].

3. Dotychczas istniejące instytucje skarbowe zlewają się w jeden „Polski Skarb Wojenny” pod zwierzchnictwem Naczelnego Komitetu Narodowego.

4. W skład Naczelnego Komitetu Narodowego wchodzą pod przewodnictwem prezesa naczelnego komitetu Narodowego, doktora Juliusza Leo i wszystkich grup politycznych panowie: Tadeusz Cieński, zast., dr Tadeusz Kasznica, Witold książę Czartoryski, Andrzej książę Lubomirski, Ignacy Daszyński, zast, dr Zygmunt Marek, Jan Dąbski, zast. Andrzej Średniawski, dr Ludomir Germen, zast. dr Stanisław Steslowicz, Józef Hudec, zast. Artur Hausner, dr Władysław Leopold Jaworski, zast. dr Tadeusz Starzewski, Józef Neuman, zast. Edmund Riedl, Leon hr. Piniński, zast. dr Aleksander Vogiel, dr Szymon Przybyło, zast. dr Franciszek Wójcik, dr Jan Rozwadowski, zast. dr Franciszek Głąbiński, Aleksander hr. Skarbek, zast. Stanisław Grabski, Konstanty Srokowski, zast. dr Roman Krogulski, dr Ignacy Steinhaus, zast. Józef Sare, dr Stanisław Stroński, zast. dr Stefan Surzycki, Hipolit Śliwiński, zast. Władysław Sikorski, Zdzisław hr. Tarnowski, zast. Stanisław hr. Badeni, dr Bolesław Wicherkiewicz, zast. X. dr Józef Zajchowski, Wincenty Witos, zast. Władysław Długosz, Edmund Zieleniewski, zast. Jan Kanty Federowicz. 

 5. Naczelny Komitet Narodowy wybiera wydział zawiadowczy.
6. Naczelny Komitet Narodowy dzieli się na dwie sekcye: krakowską i lwowską, z których każda zarządza autonomicznie w działach: organizacyjnym, wojskowym i skarbowym. 
Ze względu na wiek Średniawski nie mógł się zaciągnąć do armii, niemniej jednak czynnie uczestniczył we wszystkich działaniach związanych z odzyskaniem przez Polskę niepodległości. Tak było i w przypadku powstających Związku Strzeleckiego i Legionów.

Średniawski bardzo silnie zaangażował się w ruch niepodległościowy. Podstawą Legionów były różnego rodzaju organizacje paramilitarne, takie jak Związek Walki Czynnej, z którego inicjatywy powstał krakowski „Strzelec". „Związek Strzelecki" powstał i na Górnej Wsi, a został założony przez Andrzeja Średniawskiego. Następnie utworzył on organizację powiatową, efektem pracy której było powstanie do końca 1913 r. oddziałów strzeleckich w 21 wsiach. Średniawski wysyłał członków oddziałów na kursy organizowane przez komendę i sam również urządzał ćwiczenia. W dokumentach po Średniawskim widnieje korespondencja, która informuje o tym, że przekazywano mu na założoną przez niego organizację fundusze.

W „Dodatku Legionowym"  wydanym przez myślenickie Muzeum Niepodległości z okazji 100-lecia niepodległości zapisano, że Średniawski z przymrużeniem oka traktował Związek Strzelecki, gdyż w jednej ze swoich prac napisał:  Są to bez wątpienia ludzie może uczciwi, ale niepoczytalni, bo chcą się porwać z motyką na słońce. Jednak z informacji zawartych w pracy Walaszaka i z innych źródeł wynika, że albo to zbyt daleko idąca interpretacja, albo zmienił on z czasem zdanie, a już na pewno, jeśli mowa o Legionach.

W różnych  źródłach dotyczących naszego myślenickiego regionu można znaleźć informacje, że do tworzących się w Krakowie Legionów wyruszali nasi ochotnicy. Na wieść o wybuchu I wojny światowej harcerze myśleniccy powrócili z wakacji do Myślenic i podjęli ćwiczenia wspólnie z Sokolą Drużyną Strzelecką i ze Strzelcami górnowiejskimi. Część harcerzy z Górnej Wsi należących do Strzelca wyruszyła na Oleandry w pierwszych dniach sierpnia 1914 roku. W kronice szkolnej (gimnazjum) zapisano:
Wybuch wojny ożywił nadzieje odzyskania niepodległości Polski. Serca polskie żywiej zabiły, a młodzież tutejsza tłumnie garnęła się do Legionów Polskich, których oddziały tworzyły się w Myślenicach. Tutaj był bowiem obóz ochotników z całego Podhala [...]. Komendę nad wszystkimi przejął dyrektor S. Pardyak – mianowany komisarzem wojennym Legionów na cały powiat. W sierpniu i wrześniu zawrzało życie obozowe. Młodzież odbywała ćwiczenia, przygotowując się do służby wojennej. (cyt. za: „Gazeta Myślenicka" nr 25/138, 1996)


Żołnierz Legionów Piłsudskiego w Myślenicach, okres I wojny światowej. Zdjęcie ze zbiorów Muzeum Niepodległości w Myślenicach
Wiemy, że Średniawski uważał Legiony za zalążek polskiej armii, dlatego też prywatnie wsparł tę organizację. Krążą różne wersje, jeśli chodzi o spożytkowanie jego prywatnych pieniędzy. Jedne przekazy mówią, że życzył sobie, by ofiarowaną sumę przeznaczyć na umundurowanie legionistów. Walaszek w swojej pracy informuje, iż Piłsudski pisał, że otrzymał od Średniawskiego 500 koron i choć on sam wolałby to przeznaczyć na wyposażenie techniczne ochotników (ładownice, tornistry, łopatki, pasy itp., ewentualnie umundurowanie i obuwie), zgodnie z wolą ofiarodawcy za kwotę tę zostaną zakupione dwa mannlichery, a za resztę werndle. O tym świadczy list otrzymany od komendanta Piłsudskiego 18 lutego 1913 roku.

Z archiwum ZHRL

Jak pisze Walaszek, latem 1913 roku w związku z ćwiczeniami oddziałów komendant zjechał do Myślenic, gdzie przez cały okres pobytu (kilkanaście dni) przebywał w domu Średniawskiego. Nie znalazłyśmy jednak żadnych konkretnych informacji, które potwierdziłyby bytność Piłsudskiego u Średniawskiego.

Józef Rączkowski  o Średniawskim napisał zaś:
W pierwszych dniach po wybuchu wojny przyjechał do Krakowa i tu tak się zakrzątnął, że zakupił i karabiny, i amunicji trochę, i ubrania żołnierskie, plecaki i wszystko potrzebne żołnierzowi i sam własnym kosztem wyposażył oddział legionistów z Górnej Wsi, liczący, jak mi opowiadano, dwudziestu kilku chłopaków. [...] Zrobił, bo tak dyktowało mu – jak to powiedział na klubie – polskie serce.
Średniawski zadbał również o to, by jego rodzima organizacja, górnowiejskie kółko rolnicze, złożyło datek na Legiony.

Fragment protokołu z posiedzenia Kółka rolniczego w Górnej Wsi, w którym zapisano sprawę datku na Legiony. Z zbiorów ZHRL

Kwota ta zgodnie z protokołem została przekazana, co odnotowano w „Piaście".
Informacja o złożeniu datków na Legiony przez Kółko Rolnicze w Górnej Wsi zamieszczona w „Piaście" nr 44 z 1 listopada 1914 r.
W spisanej przez Fulińskiego historii Kółka rolniczego z Górnej Wsi znaleźć można taki zapis:
W roku 1913 w łonie członków Kółka zawiązał się Strzelec złożony z kilkudziesięciu młodych mężczyzn, którego pierwszym komendantem był żyjący jeszcze najstarszy członek Kółka Tondera Tomasz (?) a instruktorem Ludwik ... [nieczytelne]. Z wybuchem wojny na wiadomość o powstaniu Legionów Strzelec poszedł w bój 4 sierpnia (?) w liczbie 24 ochotników pod komendą śp. Stanisława ... [nieczytelne]. Na pierwszą wiadomość, że w wojnie tej rozstrzygną się losy Polski i że na to potrzebne są ofiary nie tylko fizyczne ale i materjalne dnia 23 sierpnia 1914 (?) roku Zarząd i równocześnie zwołane Walne zebranie jednomyślnie, z zapałem asygnuje z funduszy Kółka kwotę 1000 koron na „skarb wojskowy Polski", co na ówczesne stosunki było ofiarą prawdziwie hojną i wspaniałą i świadczy o wysokim patriotycznym uświadomieniu członków Kółka.
Ponadto sławnym przedsięwzięciem Średniawskiego była zrealizowana deklaracja, że PSL z „własnej  kieszeni" wyekwipuje tysiąc legionistów. Ugrupowanie przekazało na ten cel 85 tysięcy koron.

Jednym z słynniejszych legionistów w Myślenicach był Rajmund Bergel, jednocześnie utalentowany poeta. 

Rajmund Bergel 1894-1937. Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Rajmund_Bergel_-_NAC_-_PIC_1-H-47.jpg

Tworzył wiersze na temat walki i legionistów, np. Tułaczym szlakiem, pisał również dramaty, prace historyczne i z zakresu krytyki literackiej. Był autorem słów do utworu Piechur. Wśród poszukiwań wiadomości na temat Średniawskiego natknęłyśmy się w „Piaście" na publikację jednego z tekstów Bergela.



Rajmund Bergel,  Do szarży, „Piast", nr 29, 18 lipca 1915 r.

Legionistką  z naszych rodzimych terenów była również mieszkająca w Czasławiu Helena Bujwidówna (później Jurgielewiczowa), córka Odona i Kazimiery Bujwidów, siostra Jana Bujwida (http://sredniawski.blogspot.com/2016/04/pierwszy-dyrektor-szkoy-mgr-inz-jan.html), pierwszego dyrektora szkoły rolniczej założonej w wyniku zapisu testamentalnego Andrzeja Średniawskiego. Podjęła się studiów z zakresu weterynarii, gdy kobiety dopiero zaczęły się na uniwersytetach pojawiać. Przerwała je, gdy wybuchła wojna i trzeba było bronić Lwowa. 1 listopada zgłosiła się jako ochotniczka. Nie zgodziła się na rolę sanitariuszki. Zdobyła we własnym zakresie karabin, by móc walczyć. Jej odwagę doceniono, nadając jej stopień porucznika i Krzyż Walecznych. Więcej o Helenie Bujwidównie można przeczytać tu: http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,164869,24104817,jako-pierwsza-kobieta-w-polsce-skonczyla-weterynarie-i-leczyla.html i tu: http://gazeta.myslenice.pl/helena-jurgielewiczowa-ktora-wybrala-myslenice.

Helena Bujwidówna przy karabinie. Źródło: https://natemat.pl/259041,czym-byla-ochotnicza-liga-kobiet-polki-walczyly-w-bitwie-warszawskiej-we-lwowie-i-wilnie
Jeszcze jeden legionista na pewno sławi Myślenice. Mowa o Andrzeju Klakurce. Jego nazwisko widnieje na pomniku w Rafajłowej, leżącej w obwodzie iwanofrankowskim na Ukrainie.

Andrzej Klakurka był synem Mikołaja Klakurki, adwokata, burmistrza Myślenic. Kiedy ukończył zaledwie 18 lat, wraz z bratem Kazimierzem wstąpili pod sztandary Legionów.

A. Klakurka – na zdjęciu pierwszy z prawej, pierwszy z lewej jego brat Kazimierz, w środku najmniejszy J. Eliński (późniejszy nauczyciel). Autor zdjęcia: Emil Kubala. Negatyw na kliszy szklanej ze zbiorów Muzeum Niepodległości w Myślenicach

Brali udział w walkach po południowej stronie Karpat, pod Mołotkowem i w dolinie Bystrzycy Nadwórniańskiej i pozostali w Rafajłowej. W dalszych potyczkach ran nie odnieśli, jednak  w czasie marszu na Zieloną w lutym 1915 roku Andrzej nabawił się licznych odmrożeń i zapalenia płuc, co zakończyło się śmiercią w lutym 1915 roku. Jego grób znajduje się na cmentarzu Legionów Polskich w Rafajłowej.


Mogiła i tablica pamiątkowa w Rafajłowej. Źródło: https://www.kuriergalicyjski.com/historia/postacie/101-k/3900-andrzej-klakurka

Sporo jednak jest nieścisłości, jeśli chodzi o zapis na tablicy, jak i w związku z miejscem śmierci Andrzeja. W dokumentach odnoszących się do pośmiertnego przyznania Andrzejowi Klakurce Krzyża Niepodległości w dniu 23 września 1931 r. „za walkę orężną o niepodległość Ojczyzny” i „za śmierć w walce za wolność narodu” zapisano, że „bierze ze swym 3. pułkiem piech. Leg. Pol. udział w bitwach karpackich” i że „zmarł dn. 15 lutego 1915 r. w szpitalu w Myślenicach”. Informacja ta wydaje się jednak nieprawdziwa, gdyż z korespondencji matki wynika, że nie wiedziała ona o śmierci swojego syna, a potem także o miejscu pochówku. Błędna też jest informacja, że służył w pułku 3, gdyż wiadomo, że jego macierzystym był pułk 2.


Jak wspominałyśmy, i legionistów z Górnej Wsi nie brakowało. Do legionów trafił wychowanek Andrzeja Średniawskiego Jan Rajca, o którym więcej tutaj:  http://sredniawski.blogspot.com/2016/03/wychowanek-sredniawskiego-jan-rajca.html. W I Brygadzie Piłsudskiego służył pochodzący z Górnej Wsi Henryk Klęp, który  poniósł śmierć w walce za ojczyznę.  Takie informacje o nim znalazłyśmy w spisie zabitych i zmarłych przygotowanym przez Centralny Urząd Ewidencyjny Departamentu Wojskowego w 1916 roku.

IV Lista strat Legionów Polskich, Piotrków 1916. Źródło: https://jbc.bj.uj.edu.pl/Content/255461/PDF/NDIGCZAS008365_1916_006.pdf
W Wykazie Legionistów Polskich 1914-1918 dostępnym na stronie Muzeum Józefa Piłsudskiego odnotowano, że urodził się w 1894 roku w Górnej Wsi, z zawodu był krawcem, służył jako saper oddziału saperów 1. pp LP, zmarł 22 września 1915 roku w Kowlu. 

Krótką charakterystykę syna oraz podziękowanie za udział w żałobnym nabożeństwie złożył na łamach „Piasta" ojciec – Aleksander Klęp, działacz lokalny, publikujący wcześniej w tym czasopiśmie swoje artykuły. 
.
„Piast", nr 5, z 30 stycznia 1916 r.
Podczas poszukiwań natrafiłyśmy na metryki urodzeń, w których odnotowano, że urodził się on 13 lutego 1894 roku w Górnej Wsi, w domu o numerze 81, jako syn Aleksandra (syna Wojciecha Klępa i Anny ze Święchów) i Marianny/Marii (córki Jana Leśniaka i Wiktorii Czepiel/Golec). Warto dodać, że Henryk miał dwóch braci: Aleksandra Klępa młodszego (urodzonego 5 lutego 1899 roku w Górnej Wsi, zmarłego 10 listopada 1969 roku w Myślenicach, równiez znanego działacza społecznego) i Wojciecha Klępa (urodzonego 27 listopada 1896 roku w Górnej Wsi, zmarłego 3 grudnia 1970 roku w Myślenicach, Sybiraka (?)).

Poszukując śladów górnowiejskich legionistów, natrafiłyśmy jeszcze na takie nazwiska jak: Tomasz Hołuj (ur. 1886), Muniak Stanisław (zapisany jako Munlak, ur. 1890), Władysław Hajduga  (ur. 1896), Jan Dziadkowiec (zapisany jako Działkowiec, ur. 1894). Część z nich poniosła śmierć w walce. 


EG

Bibliografia:
1. IV Lista strat Legionów Polskich, Piotrków 1916, https://jbc.bj.uj.edu.pl/Content/255461/PDF/NDIGCZAS008365_1916_006.pdf.
2. R. Bergel,  Do szarży, „Piast", nr 29, 18 lipca 1915 r.
3. Myślenice. Monografia miasta, pod red. T. Gąsowskiego, Myślenice–Kraków 2012.
4. „Gazeta Myślenicka" 1996, nr 25.
5. „Gazeta Myślenicka" 2018, nr 37.
5. „Piast", nr 44, 1 listopada 1914 r.
6. „Piast", nr 5, 30 stycznia 1916 r.
7. J. Rączkowski, Wśród polityków i artystów, Warszawa 1969.
8. A. Średniawski, O Polskę, „Gazeta Ludowa", 27 lutego 1916 r.
9. Zbiór A. Średniawskiego przechowywany w ZHRL w Warszawie.
10. http://dlibra.pbc.rzeszow.pl/dlibra/plain-content?id=10595, s. 9.
11. https://www.kuriergalicyjski.com/historia/postacie/101-k/3900-andrzej-klakurka.

czwartek, 11 kwietnia 2019

Czesław Kurek – pierwszy biograf Średniawskiego

Z postacią Czesława Kurka spotykałyśmy się wielokrotnie, poszukując materiałów dotyczących postaci Andrzeja Średniawskiego. To on zgromadził pierwsze materiały po Średniawskim. Sam podkreślał, że wiele mu zawdzięcza i czuje się w obowiązku, by pamięć o pośle i senatorze przetrwała. 

Z różnorakich relacji wiemy, że ojciec Czesława był związany z Średniawskim pracą w środowisku lokalnym, w Górnej Wsi, bo tu mieszkał. To właśnie jego między innymi Średniawski wysłał na kurs ogrodniczy, który poskutkował założeniem przez ojca Czesława, Jana, sadu i zdobyciem środków na utrzymanie rodziny. Pieniądze z kolei pozwoliły się kształcić Czesławowi. Za to był on Średniawskiemu dozgonnie wdzięczny.

Nie udało nam się ustalić wielu szczegółów z życia Czesława Kurka. Wiemy na pewno, że przemawiał podczas pogrzebu Średniawskiego, a mowa jego – piękną myślenicką gwarą – została opublikowana w „Piaście".

Przemówienie wygłoszone przez Czesława Kurka na pogrzebie A. Średniawskiego. Ze zbiorów ZHRL
Kiedy Średniawski zmarł, Kurek spotkał się z Zofią Średniawską, a ta przekazała mu dużo prywatnych materiałów dotyczących męża, m.in pierwszy artykuł Średniawskiego, brulion z innymi zapiskami, opowiadała o pasiece, ogrodzie itd. Wśród darowizny były także listy rodzinne, prywatne, a ich powierzeniem przez wdowę był Kurek bardzo skrępowany.

Sam Kurek również pozyskiwał różne informacje poprzez wywiady z ludźmi, które skrzętnie spisywał. Popularyzował zdanie Zofii Średniawskiej, że to jej drugi mąż odkrył Wincentego Witosa, uważając, że jest młody i ma potrzebną inicjatywę. Rozmawiał z posłem Janem Brodackim, który twierdził, że gdyby słuchano rad Średniawskiego, nie byłoby następstw w kraju po 1926 roku. Miał sam do siebie żal, że nie udało mu się uratować wielu dokumentów po śmierci Średniawskiej, gdyż nie mógł uczestniczyć wtedy w jej pogrzebie i trafiły one na makulaturę.

W porządkowaniu materiałów pomagała Czesławowi żona. Ona również uważała, że jej mąż ma obowiązek zgromadzenia spuścizny po pośle i senatorze oraz upamiętnienia go przez publikację. Wszelkie zgromadzone informacje dotyczące Średniawskiego przechowywał w domu w Górnej Wsi. Planował wydać broszurę upamiętniającą postać Średniawskiego i jego działalność. Miała kształtem przypominać broszurę o Bujwidzie. Chciał, by wywołała ona dyskusję o Średniawskim w celu ustalenia kwestii spornych, zwłaszcza że odchodziło coraz więcej osób znających Średniawskiego.

Na pewno spod jego ręki, choć podpisał się jako Czesław Daliniak, wyszedł artykuł Myślenickie wybory, opublikowany w „Tygodniku Powszechnym” nr 16 z 1977 r., dotyczący rocznicy wyborów galicyjskich. Czesław Kurek na początku pisał w nim, wyjaśniając genezę wspomnienia o Średniawskim:
Niedawno minęła osiemdziesiąta rocznica wyboru pierwszych posłów ludowych do sejmu galicyjskiego. Ponieważ w okolicznościowych artykułach nie napotkałem opisów niezwykłej myślenickiej przygody, pozwolę ją sobie zrelacjonować i opowieści jakie oplotły mą młodość w bezpośrednim sąsiedztwie sprawców tych wydarzeń – Andrzeja Średniawskiego i jego małżonki, spoczywających dziś w jednym grobie na myślenickim cmentarzu.
Jeśli chodzi o większą publikację, Czesław Kurek zwrócił się do Walaszka w sprawie napisania monografii. Chciał mu przekazać zgromadzone materiały, bo sam  w pewnym momencie przestał się tym zajmować z powodu śmierci żony. Ona bardzo wspierała go w pracy, a on z powodu olbrzymiej żałoby nie był w stanie do tych materiałów znów usiąść. Ponadto mocno absorbowała go praca jako referenta oświaty pozaszkolnej. W tamtym czasie przygotowywał bliżej nieokreśloną imprezę, której sam był inicjatorem, a praca nad nią mocno go pochłaniała. Trudno było udostępniać materiały Walaszkowi, dlatego ostatecznie zdecydował się na udostępnienie Walaszkowi klucza do swojego domu na Górnej Wsi. Obiecał mu również, że dostarczy materiały, które miał w Kamionce Strumiłowej (województwo tarnopolskie), gdzie pracował jako inspektor szkolny, a także że sporządzi spis zgromadzonych materiałów. 

Panorama miasta. Widok z wieży ratusza. Lata 30. ubiegłego wieku. Na końcu ulicy drewniana synagoga (spalona w czasie wojny), w oddali z wysoką wieżą kościół rzymskokatolicki, po prawej trzy kopuły – przed wojną cerkiew greckokatolicka, obecnie prawosławna.  Zdjęcie dostępne w Internecie: https://www.facebook.com/KamionkaStrumilowa/?tn-str=k*F
Informował również Walaszka, że Zofii Średniawskiej marzyło się, by powstała publikacja na temat jej męża. Według niego był jakiś zapis Średniawskiej, że jej syn Józef Rogoziński na ten cel ma przekazać pewną sumę pieniędzy. W związku z tym Czesław Kurek kontaktował się z Rogozińskim, ale nie doszli do porozumienia. Kurek twierdził, że syn Średniawskiej miał do niej żal, iż wyszła za mąż za chłopa.
Materiały Czesława Kurka znajdują się w zbiorze materiałów Antoniego Walaszka w AZHRL w Warszawie.

EG

1. Czesław Daliniak [właściwie Czesław Kurek], Myślenickie wybory, „Tygodnik Powszechny” nr 16, 1977.
2. Notatki prywatne Cz. Kurka w dokumentacji A. Walaszka zbieranej do książki  Andrzej Tomasz Średniawski. Życie i działalność na tle dziejów Ruchu Ludowego 1875-1931 [w zbiorach ZHRL].
3. Notatki prywatne A. Walaszka [w zbiorach ZHRL].

środa, 10 kwietnia 2019

Dom i rodzinne gospodarstwo Andrzeja Średniawskiego – Cieślówka – cz. II

O początkach Cieślówki – gospodarstwa rodzinnego Andrzeja Średniawskiego – pisałyśmy tutaj:  https://sredniawski.blogspot.com/2017/01/cieslowka-dom-i-rodzinne-gospodarstwo.html.
Kiedy Andrzej odkupił od Kazimierza grunt, rozpoczął pracę nad odbudową dzierżawionego gospodarstwa i pozyskaniu zaufania sąsiadów i rolników z Górnej Wsi. Więcej pisałyśmy tutaj:  https://sredniawski.blogspot.com/2017/03/modziencze-kroki-andrzeja_6.html.
Gdy Średniawski wyjechał na Ukrainę, gospodarstwem opiekował się stryj Roman Gąsiorowski. Plany matrymonialne Średniawskiego powodują, że wraca on na Górną Wieś. Rozpoczyna znowu gospodarowanie. Musiał go Średniawski przebudować, bo przecież Zofia do tej pory mieszkała w ziemiańskim dworku, a teraz miała przenieść się do wiejskiej chaty. Więcej o tym tu:  https://sredniawski.blogspot.com/search?q=malzenstwo.

 
Zofia Średniawska z córką Marią przed domem Średniawskich na Górnym Przedmieściu. W oknie synowa Zofii – Halina Rogozińska. Zdjęcie ze zbiorów prywatnych udostępnił J. Uznański
Maria Kania opowiadała, że dom Średniawskiego stanowiła długa, niska, drewniana chata, pomalowana na biało. Pokryta była słomianą strzechą. Przed domem znajdowała się studnia, ogrodzona misterną kratą, przykryta daszkiem z gontu.
 
Wiadomo na pewno, że przebieg ulicy, przy której mieszkał (obecna Średniawskiego), wyglądał nieco inaczej, bowiem przy Bysince znajdowało się pole, które Średniawski uprawiał. W celu jego zabezpieczenia od strony rzeki posadzona została wiklina. Kiedy rozpoczęto regulację Bysinki koło posesji Średniawskiego, na polu sąsiadującym z korytem rzeki pojawił się drut kolczasty oddzielający inwestycję. Wtedy też Średniawski kazał Dzieży wykopać z ogrodu przydomowego akacje i posadzić je w linii drutu – dwa metry od niego, co pięć metrów.
 
Średniawski udoskonalał gospodarstwo cały czas, śledził postęp techniczny, stosował u siebie zdobycze naukowe, metody doświadczalne, próbował, poprawiał je, uczestniczył w wystawach, porównywał swoje rezultaty z innymi. Był zwolennikiem wystaw, gdyż uważał, że nic bardziej nie przekonuje człowieka do pracy jak przykład i własne spostrzeżenia.

Pilnie śledził wyniki gospodarstwa, kalkulacje rachunkowe, doświadczenia, starał się notować każdą obserwację, by stworzyć własny opis najważniejszych czynności, szczególnie dotyczących roli, pszczelarstwa i sadownictwa.

W notatkach pozostałych po Średniawskich nie znajdziemy wiele takich zapisków, gdyż większość rozchodziła się po wsi. Okoliczni gospodarze, wiedząc, że takie posiada, starali się je pozyskać. Gdyby nie to, można byłoby odtworzyć jego postęp, ulepszanie systemu. Wiemy na pewno, że Średniawski w 1908 roku dokonał zakupu pługu z fabryki narzędzi rolniczych Braci Frohlich. Przyjechał  on koleją do Mszany Dolnej, skąd Średniawski miał przesyłkę odebrać.

W każdej wolnej chwili myślał o gospodarstwie. W kieszonkowym notesie widnieją ślady planowania przez niego ogrodzenia.

Strona z notesu kieszonkowego Andrzeja Średniawskiego z planem dotyczącym wykonania ogrodzenia przy domu.
Ze zbiorów ZHRL

Plany zostały przekazane listownie Zofii. W wolnym od prac polowych czasie służba wykonywała słupy ogrodzeniowe. Powstawały one w przygotowywanych również przez nich formach. Cement w beczkach kupował w Niwie lub u Waseryta (?).

Fragmenty ogrodzenia (słupy ogrodzeniowe) dawnej posesji należącej do Średniawskiego. Stan na 2013 r. Fot. G. Górecki
Maria Kania wspominała, że dom był otoczony parkanem, wysokim na około dwa metry. Przęsła tego parkanu połączone były kamiennymi słupami. Od strony drogi rosły różowe głogi i akacje.
  
Koło domu znajdowała się stajnia. Co kilka lat Średniawski starał się ją remontować. Z jednego z listów do żony wiemy, że został najęty Łukasik, który mszył stajnię, gdy mech zebrany w lesie był już suchy. Z czasem zbudował przy domu również stodołę, gdyż ta zbudowana na Michałówce była za daleko od niego. Postawił ją, gdy spodziewano się wybuchu wojny, bowiem bał się, że plony z oddalonej stodoły zostaną rozkradzione. W gospodarstwie był żywy inwentarz, m.in. sześć krów, dwie jałówki, para koni, świnie.

Drzewo na opał albo do budowy czerpał z lasu, głównie nad domem. W celu pozyskania drewna z lasu zwracał się do leśnego (leśniczego) Zabłockiego. Średniawski i służba rąbali je w miejscu wycinki, potem ściągali pod las. Czasem musiał poczekać na ściągnięcie pod dom, gdyż przeszkodą było błoto. Średniawski wiedział, że należy poczekać na to, by droga przeschnęła lub by ścisnął mróz, gdyż w przeciwnym przypadku zniszczy dojazd do lasu i pól. Do jazdy do lasu miał specjalny wóz (składający się z „kary" i „zadka"), który okuwał u wiejskiego kowala. Kuźnia mieściła się na ulicy 3 Maja. To z usług tego kowala korzystał najprawdopodobniej Średniawski, a na pewno współpracowała z nim szkoła ufundowana przez Średniawskiego. 

Budynek starej kuźni J. Batki przy ulicy 3 Maja. Fot A. Garbień

Na roli uprawiał m.in. pszenicę, owies, buraki, ziemniaki, kapustę, łubin, siał koniczynę, bobik. Średniawski zajmował się doświadczalnie trawą kupkową. Miał do tego wyznaczone pola, na których ją siał, zaś nasiona zebrane jako próbki wysyłał do Syndykatu Rolniczego w Krakowie, a oni z kolei przesyłali do Wiednia, do stacji doświadczalnej, celem zbadania jej wartości użytkowej.

Pismo z Syndykatu Rolniczego do Andrzeja Średniawskiego odnośnie eksperymentalnej trawy kupkowej. Ze zbiorów ZHRL
Ziemia do zasiewu zawsze musiała być odpowiednio przygotowana. Orano za pomocą koni. Orankę suszono drapaczem i bronowano. Kamienie wybierano na bok pola, by potem wykorzystać je do umocnienia drogi. Perz i inne chwasty zgrabywano i zwożono. Pola Średniawski nawoził wapnem mielonym, solą potasową, żużlami (rodzaj nawozu wapniowego). Wapno stosował na pola wysiewne pod pszenicę, zaś „siarkan" amonowy pod buraki. Oczywiście nawoził również nawozem naturalnym. Pszenicę przed siewem namaczał. Najlepsze do tego były cebry do prania. Potem ją suszył w szopie, tak by nadawała się do siania. Pola były rządkowane. Do odpowiedniego rozstawu miał przeznaczony odpowiedni znacznik. Średniawski uważał, że poprzez takie zachowanie uzyskiwał odpowiednio wykorzystane pole. Ziarna rozsiewano za pomocą siewnika. Pod każdy zasiew maszyna była odpowiednio ustawiana. Często nie do końca dowierzał służbie, że odpowiednio go ustawi, toteż sam go przygotowywał i zostawiał  do pracy służbie, ewentualnie sąsiadom, których do pomocy w gospodarstwie wynajmował. W polu pracowali mężczyźni, w gospodarstwie  dziewczęta, głównie w domu. Kiedy jednak nie było pracy, chodziły w pole. Z czasem służba wzrosła do pięciu osób. Średniawski pilnował, żeby wstawali wcześnie rano, gdy była pogoda nawet i o piątej, bo uważał, że nie należy marnować czasu. Z sąsiadów na pewno w gospodarstwie pracowali Dzieża, Kluba, Kłepina. Podczas zbioru traw kobiety żęły sierpami w kątach pola, a resztę pola kosą. Pastwiska były blisko domu, gdyż nie chciał, by trzeba było daleko prowadzić krów. Ziemniaki „obruszywano" siewnikiem, a potem kopaczkami kończono plewienie. Po zbiorach ziemniaków dodatkowo nakazywał „wyskrudlić" ziemię, by wydobyć pozostałe tam jeszcze ziemniaki. Nic w gospodarstwie się nie marnowało.Tak więc nać ziemniaczaną suszył, wieszając pod dachem stodoły, albo kazał układać na trójnogach koło domu. Potem wykorzystywano ją jako składnik nawozu. 

 
Prace polowe. Zdjęcia dostępne w Internecie: http://timeua.com/news/10/56419.html
„Oczkiem w głowie” były dla Średniawskiego pszczoły. Pasję do pszczelarstwa odkrył w młodzieńczych latach, a prawie zawodowo kontynuował na Ukrainie. Więcej o tym tu:


Pasieka. Lata 1970-1974, Orawski Park Etnograficzny. Pocztówka PTTK.
Dostępne w Internecie: https://malopolskie.fotopolska.eu/772572,foto.html

Prowadził dziennik robocizny, w którym notował przez cały tydzień wszystko, co pracownicy robili w gospodarstwie. Przy imionach czy nazwiskach poszczególnych osób odnajdziemy zapiski: „żęła bób", „orał" itp.

Dziennik robocizny z zapisami A. Średniawskiego. Ze zbiorów ZHRL

Kontrolował też swoje dochody, chcąc wiedzieć, z czego są największe zyski. W założonym przez niego zeszycie znajdują się własnoręcznie robione tabele, odpowiednio zatytułowane (gotówka, oddano z długu, za nabiał, za owoce z ogrodu, z gospodarstwa za zboże i inne, z majątku żony, z rozmaitych).  Prowadzi te zestawienie wydatków: wydano do kas, ubogim, ubrania moje, żony i Jaśka [Jana Rajcy], lekarstwa i doktor, żywność, służba, datki różne, budowa stajni, budowa stodoły, gazety i korespondencja, podróże. Przyglądając się zapiskom, łatwo zauważyć, jak mrówczą pracę wykonywał.




Księgi i zapiski – gospodarstwo własne.  Ze zbiorów ZHRL

Kiedy  Średniawski wystartował do parlamentu i został wybrany posłem, wiele obowiązków przejęła na siebie Zofia. Średniawski znany był ze swojej skrupulatności i prosił ją, by zapisywała wszystko to, co działo się w gospodarstwie. Każde z pól, które obsiewał, miał ponumerowane, dlatego pomimo pełnienia tej funkcji i licznych pobytów na posiedzeniach czy pracach w komisjach starał się Średniawski z dala kontrolować to, co dzieje się w gospodarstwie, listownie wydając dyspozycje. Jak bardzo były szczegółowe, można przeczytać w listach do Zofii. 

Miał jednak świadomość, że gospodarstwo prowadzone jest efektywnie tylko wtedy, gdy gospodarz jest na miejscu. Walczył ze sobą wewnętrznie, czasem wiedział, że powinien wrócić do domu, jednak znany z odpowiedzialności wybierał pozostanie w Wiedniu czy Warszawie i zajęcie się odpisywaniem na zaległą korespondencję. Często złościł się, że zaplanowana praca nie została wykonana. Tak był np. z polem pod lasem. Średniawski twierdził, że przez to, że nie było przygotowane w odpowiednim czasie, da plon o 10-12 korców mniej. 

Gospodarstwo zajmowało mu w domu cały wolny czas. Sąsiedzi wspominali, że często zdarzało się tak, iż gdy tylko przyjechał z sejmu, odkładał walizkę, nawet się nie przebierał, brał kopaczkę i szedł w pole. Potrafił pracować nawet i w chorobie. 

Gospodarstwo mocno ucierpiało podczas I wojny światowej. Zniszczono mnóstwo plonów, Średniawski musiał oddać krowę. Martwił się o resztę inwentarza, gdyż konie wojska zjadały mnóstwo siana i wiedział, że nie wystarczy dla jego zwierząt. Swoje konie utracił, zarekwirowali je żołnierze. Aby o nie zadbać i mieć je na oku, wysłał razem z nimi Średniawski parobka, ale po jakimś czasie wrócił on do domu. Wyrzucono go z miejsca stacjonowania, gdyż odważył się upomnieć o pożywienie dla koni. Ponieważ konie były potrzebne w gospodarstwie, Średniawski rozważał zakup kolejnych. Niemniej jednak raczej chciał kupić tylko jakieś „kulaki” zamiast porządnych, gdyż obawiał się, że wojsko może wrócić i znów je zabierze.

Gdy tylko robiło się luźniej i żołnierze odchodzili, starał się pracować w gospodarstwie jak zazwyczaj. Młócił, młynkował żyto. Martwił się o siew owsa, gdyż cały mu zniszczono i nie zostało ani ziarna na siew. Drogo sprzedawało się mleko, bo wybito krowy. Musiał z gospodarstwa oddawać ziemniaki, siano, buraki. Bydło hodował długo, po to by bardziej się opłacała sprzedaż lub na świniobicie.
W gospodarstwie podczas wojny przyszedł też czas na bicie świni. Niemniej jednak Andrzej wstrzymywał się z tym, gdyż nie miał o tym pojęcia. Na tym znała się Zofia, a ona była poza domem, więc czekał na jej powrót.

W listach wspominał, że żołnierze polscy zachowywali się fatalnie. Jeszcze gorzej zachowywali się huzarzy węgierscy, ułani chorwaccy, żołnierze ruscy. Tylko Niemcy i Czesi zachowywali się bez zarzutu.

Średniawski odkładał pieniądze z diet i zakupił rolę od Marii Sierosławskiej znajdującą się przy ulicy 3 Maja.  Gospodarstwo więc rozrosło się.

W 1904 roku w lecie Maria Sierosławska mieszkająca w Myślenicach sprzedawała swój majątek przy obecnej ulicy 3 Maja. Było to 37 morgów, z czego 14 morgów ziemi ornej i 23 morgi lasu. Na roli nie było żadnych budynków oprócz starej kaplicy. Znajdowała się naturalnej wielkości figura Jezusa upadającego pod krzyżem oraz osobliwy dzwonek loretański, wykorzystywany przez miejscowych do odpędzania deszczowych chmur.

Kapliczka na dawnym gruncie Średniawskiego – obecnie przy Zespole Szkół im. A. Średniawskiego. Źródło: Profil facebookowy p. A. Boryczki https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1308887159210584&set=a.340794859353157.72678.100002679378843&type=3&theater
Sierosławska wyceniła swój majątek na 9000 K. Do zakupu gruntu przymierzała się gmina, ale nie miała ona odpowiednich funduszy i długo zwlekała. Ostatecznie nabył grunt Średniawski za pieniądze swoje i żony. Wkład Zofii wynosił 5000 K. Pomimo że był większy niż samego Średniawskiego, to on sam ustanowił się jedynym właścicielem gruntu. Może to świadczyć o wielkim zaufaniu, jakim darzyła go żona, przekazując swoje pieniądze Średniawskiemu, a nie zabezpieczając nimi dzieci.

Kwit potwierdzający wpłatę do urzędu podatkowego przez Marię Sierosławską z 7 grudnia 1904 r.  Ze zbiorów ZHRL
Zakup ziemi otwierał przed Średniawskim nowe możliwości. Mógł wykorzystać swój talent gospodarczy, zrealizować swoje pragnienia. Mając tak wiele gruntu, mógł stworzyć postępowe gospodarstwo, w którym opłacało się zastosować różne maszyny rolnicze.

Pole było wyjałowione i zaniedbane, ale jeszcze tego samego roku jesienią Średniawski zadbał, by dokonać zasiewów. Poniósł duże wydatki (koszty inwestycji w pierwszym roku wyniosły 1238 K, co stanowiło znaczną część ceny zakupu majątku), włożył mnóstwo pracy. Mając tyle ziemi, wiedział, że musi pilnie i systematycznie doglądać gospodarstwa. Zmiana systemu gospodarczego, zakup inwentarza, zastosowanie płodozmianu, a nawet budowa budynków stały się niezbędne. Ponieważ obszar był duży, a kompleks budynków zaplanowano od strony drogi, trzeba było zakupić konie pociągowe, uprzęże i wozy.

Inne źródła podają, że Andrzej kreślił plany budynków, najpierw jako uzupełnienie istniejących w nabytym gospodarstwie poprzez dobudowanie kuchni, spiżarki. Chciał się tam przenieść w celu dopilnowania aranżacji nowego gospodarstwa; mógłby być wtedy bliżej gruntu, a także centrum wsi (kółko, szkoła), miałby lepszą kontrolę nad tym, co dzieje się we wsi, łatwiej byłoby mu pracować w organizacjach.


Szkic wykonany ręką Średniawskiego – być może projekt nowego domu na roli Sierosławskiej. Ze zbiorów ZHRL
Prawdopodobnie na nowej działce w lesie (choć nie wykluczone, że to miejsce to Michałkówka) Średniawski uruchomił kamieniołom, z którego chciał i pozyskiwał kamień na budynki gospodarskie. Stało się jednak tak, że na Średniawskiego w tej sprawie skargę złożył inspektor z Wadowic. Twierdził w niej, że kamieniołom zagraża bezpieczeństwu komunikacyjnemu i powstał samowolnie, bez zgody Zarządu Drogowego. Średniawski zaprzestał wydobywania kamienia, został również zobowiązany do usunięcia go z okolic drogi. Gdyby tego nie zrobił, starostwo usunęłoby go na jego koszt. 

Prace nad rozwojem gospodarstwa zahamowała choroba Średniawskiego. Mając świadomość, że nie ma potomstwa, sporządził testament, w którym rozporządził swoim majątkiem (więcej o testamencie tu: http://sredniawski.blogspot.com/2014/12/ostatnie-mojej-woli-rozporzadzenie.html). Ostatecznie rodzinną ziemię i zabudowania przepisał na żonę i dzieci brata (więcej można przeczytać tu: https://sredniawski.blogspot.com/2017/07/jozefa-z-sredniawskich-bulanda.html), zaś rolę zakupioną od Sierosławskiej przeznaczył na powstanie szkoły (więcej tu: https://sredniawski.blogspot.com/2016/06/poczatki-szkoy.html).

EG

Bibliografia:
1. Wspomnienia M. Kani – rękopis w posiadaniu Renaty Zięby.
2. Zbiór A. Średniawskiego przechowywany w ZHRL w Warszawie.