expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Szkoła szewska w Dobczycach

W XIX wieku jednym z najważniejszych rzemiosł uprawianych w Dobczycach było szewstwo. Robiono zazwyczaj buty z cholewkami, trzewiki lub tzw. półbuty, szyte ze skóry juchtowej, polskiej, węgierskiej, rynboku lub z boksu. Produkty dobczyckich szewców można było nabyć albo bezpośrednio u mistrza, albo na okolicznych jarmarkach organizowanych w Wieliczce, Bochni i Myślenicach, rzadziej w Niepołomicach lub Limanowej. W związku z tym pojawiła się potrzeba kształcenia w tym kierunku. 
19 stycznia 1897 roku z inicjatywy Komisji Krajowej ds. Przemysłowych otworzono czteroklasową (w niektórych źródłach pojawia się też informacja, że trzyletnią) szkołę szewską w Dobczycach, finansowaną z budżetu Wydziału Krajowego, skarbu państwa, rady powiatowej w Wieliczce i gminy. Równolegle powstała także Szkoła Przemysłowa w Myślenicach, w której przeważała branża przyodziewcza (tkacze, szewcy, krawcy, kuśnierze i kapelusznicy). Do powstania szkoły szewskiej przyczynił się m.in. ówczesny poseł, Andrzej Średniawski. 
Zdjęcie uczniów Krajowej Szkoły Szewskiej funkcjonującej w Dobczycach na przełomie XIX i XX wieku. Fotografia pochodzi z książki P. Figlewicza Królewskie miasto Dobczyce

Pierwszym kierownikiem dobczyckiej placówki był ks. Teofil Papesch, kuratorem szkoły właściciel dóbr w Dobczycach Henryk Turnau, a instruktorem zawodu Stanisław Klimczyk, który ukończył majsterski kurs szewski w Wiedniu. W 1901 roku kuratorem był nadal Henryk Turnau, jego zastępcą dr Henryk Dymidowicz, a kierownikiem ks. Jan Smółka; w szkole zatrudniony był instruktor Józef Lisicki i pomocnik Ignacy Waśkowski. W roku szkolnym 1905/1906 kierownictwo pełnił Józef Dworzak. 
http://www.mtg-malopolska.org.pl/images/skany/schematyzmy/szematyzm1901djvu/szematyzm_1901_449_959/szematyzm_1901_449_959.pdf

Surowiec szkoła nabywała za dochody własne. W 1906 roku zakupiono pierwsze maszyny do dziurkowania i obrębiania skór. Problemem były rosnące koszty utrzymania szkoły i malejąca liczba uczniów, do czego przyczyniła się prawdopodobnie niechęć mieszczaństwa do szkoły szewskiej, a zwłaszcza obawy rzemieślników tej branży o utratę taniej siły roboczej. Było to spowodowane zapisami ustawy z roku 1883, która przyznawała absolwentom niektórych szkół uprawnienia do rozpoczęcia działalności przemysłowej. Sprzyjało to zwiększeniu liczby warsztatów szewskich w Dobczycach, co w konsekwencji mogło doprowadzić do obniżenia cen butów. Narodziła się konkurencja, ponieważ uczniowie w ramach nauki zawodu wykonywali buty, czasem nawet na zlecenie szewców, którzy je potem sprzedawali. Ci z kolei byli wrogo ustosunkowani wobec placówki, ponieważ do tej pory naukę zawodu pobierano w cechach, a w jej trakcie majstrowie korzystali z pracy swoich uczniów. Zależało im na utrzymaniu tego stanu, bo uczniowie pracowali w warsztatach 13, a nawet 16 godzin na dobę; praca taka była bardzo ciężka, a dotyczyła nawet dzieci poniżej 14 roku życia.

Jak czytamy w "Sprawozdaniu Komisyi przemysłowej o sprawozdaniu Wydziału krajowego z czynności w zakresie przemysłu krajowego" z 18 kwietnia 1900 roku, w preliminarzu na rok 1900 nie przyznano żadnej subwencji m.in. na szkołę szewską w Dobczycach, przy czym zauważono, że szkoła doskonale prosperuje. W poprzednim roku do szkoły uczęszczało 19 uczniów, przyznano 400 zł subwencji rządowej i 1420 zł zwyczajnej dotacji z funduszu krajowego; dochód od gmin, powiatów i osób miał wynosić 100 zł, a ze sprzedaży wyrobów 800 zł; razem budżet wyniósł 2720 zł. Dostępne w Internecie: http://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/plain-content?id=61316

W 1908 roku starania o przeniesienie z Dobczyc szkoły szewskiej podjęła Wieliczka, a chciał ją pozyskać również Kraków. Z bliżej nieznanych przyczyn szkołę zlikwidowano przed rokiem 1910. Nie wiadomo dokładnie, kiedy zamknięto placówkę, ale wiązało się to prawdopodobnie ze zmianą na stanowisku dyrektora oraz z opuszczeniem Dobczyc przez dotychczasowego kuratora szkoły Henryka Turnaua. Według dokumentów ostatnim rokiem funkcjonowania szkoły był rok szkolny 1907/1908. W opinii Pawła Figlewicza upadek szkoły był klęską dla ruchu ludowego w I dekadzie XX wieku: Działacze ludowi, w tym Andrzej Średniawski, byli bowiem gorącymi zwolennikami funkcjonowania tego typu szkół. Inaczej sytuacja przedstawiała się w sąsiednich Myślenicach, gdzie założono szkołę kapeluszniczą, która nie podzieliła losów placówki dobczyckiej. Aleksander Mysiński jako przyczyny zamknięcia szkoły podaje słabą frekwencję i wyniki nauki oraz niechęć majstrów do zatrudniania wychowanków placówek.
AG

Bibliografia:
1. P. Figlewicz, Królewskie miasto Dobczyce. Od czasów najdawniejszych do współczesności, Kraków-Dobczyce 2015.
2. A. Mysiński, Ziemia myślenicka w dwudziestoleciu międzywojennym, Kraków 2003.
3. K. Dominik, Historia rzemiosła dobczyckiego od XV do XX wieku, dostępne w Internecie: https://histmag.org/Historia-rzemiosla-dobczyckiego-od-XV-do-XX-wieku-2474, dostęp dnia 14.08.2017. 









czwartek, 3 sierpnia 2017

Drenowanie pól, regulacja Bysinki i budowa kanałów

Kolejnym zagadnieniem, które żywo interesowało Średniawskiego, była szeroko pojęta gospodarka wodna. W jej obrębie zajmował się trzema obszarami: drenowaniem pól, regulacją rzek i budową kanałów.

Na zdjęciu widoczne uregulowane koryto Bysinki. Fotografia pochodzi z książki "Myśleniczan portret własny" B. Szybowskiej-Tesse i jest podpisane następująco: "Na wycieczce. Siedzą od lewej: Klotylda Kosek, Jan Szczęsny, Stanisław Bergel. Rok 1926. Z arch. Bergelów - A. Krehlik"

Z punktu widzenia Średniawskiego jako gospodarza najważniejsze było dla niego odpowiednie drenowanie pól, aby zapewnić jak największe plony. W 1910 roku po zbiorach zajął się przygotowaniami do drenowania pól, a więc kopaniem rowów, zakładaniem drenów itd. Zapewne za jego namową sąsiedzi zgodzili się przystąpić do spółki drenarskiej, co umożliwiało otrzymanie funduszy od Wydziału Krajowego.
Jak podaje Antoni Walaszek, spółka wodna dla drenowania gruntów w Górnej Wsi zawiązana została 19 listopada 1910 roku. Działała na podstawie statutu zatwierdzonego przez c.k. Starostwo w Myślenicach w dniu 26 lipca 1911 roku. Jej przewodniczącym był Andrzej Średniawski, a członkami: Maria Góralik, Józef Piętka, Walenty Rusin, Zofia Marczyńska, Jan Górecki, Anna Kalisz, Joanna i Zofia Dziadkowiec oraz Jakób Niedźwiedź.
Spółka otrzymała od Wydziału Krajowego z krajowego funduszu pożyczkowego dla spółek wodnych gmin i powiatów pożyczkę na sumę 3500 koron. Zobowiązano się zwrócić ją w przeciągu 20 lat w formie 40 półrocznych rat oraz opłacić odsetki „po trzy od sta”. Łączna powierzchnia drenowanych gruntów wynosiła prawie 24,5 ha.

Skrypt dłużny spółki drenarskiej.
W zbiorach Muzeum Niepodległości w Myślenicach (dawniej Muzeum Regionalne "Dom Grecki")

Jako mieszkaniec Ziemi Myślenickiej nie mógł zapomnieć o konieczności regulacji rzek w celu zapobieżenia powodziom i podtopieniom. W tym rejonie kraju cieki należą z reguły do potoków górskich o reżimie deszczowo-śnieżno-gruntowym z dwoma wezbraniami, związanymi z topnieniem śniegów (marzec-kwiecień) i opadami letnimi (lipiec). Duże wahania stanów wód i przepływów oraz gęsta zabudowa w dnie doliny zmuszają do zabiegów regulacyjnych, przede wszystkim umocnień brzegowych. Obecnie stosowane umocnienia mają głównie charakter opasek faszynowych z narzutem siatkowo-kamiennym, podłużnych tam, ostróg i poprzeczek faszynowo-kamiennych. Ważną rolę spełnia też zabudowa biologiczna (zarośla, wikliny). Dla mniejszych potoków charakterystyczna jest zabudowa koryt; występują tu żłoby betonowe lub betonowo-kamienne (np. Bysinka).

Fragment ulicy Słowackiego (widok od strażnicy) z drewnianą zabudową - stan przed 1927 r. Zdjęcie pochodzi z książki Myślenice wczoraj i dziś
Rok 1900. Za drogą widoczne koryto Bysinki, na wprost Dwór Dolnowiejski. Fotografia ze zbiorów prywatnych prof. Tadeusza Ślósarza z Myślenic. Dostępne w Internecie: http://tiny.pl/gf7hn
Nieuregulowana Bysinka, rok 1924. Widok z obecnej ulicy Słowackiego, na tle wieży kościoła parafialnego widać nieistniejącą już żydowską bożnicę. Zdjęcie z książki K. Harcuła, Myślenickie Redivivia, t. 1, Gliwice 1983, w zbiorach Muzeum Niepodległości w Myślenicach (dawne Muzeum Regionalne Dom Grecki)
Źródła podają, że na początku ubiegłego wieku zdarzały się duże powodzie. Według Bieniarzówny  już w 1901 roku walczono z powodzią, a dwa lata później, w 1903, aż trzykrotnie, „w dużych rozmiarach”. W monografii Myślenic czytamy, że płynąca przez Górną Wieś rzeczka Bysinka sprawiała wiele szkód: Kiedy wylewała, regularnie zabierała mostki i kładki, a czasem także mniejsze domki leżące nad jej brzegami. Rozlewała się szeroko w okolicy tzw. Końskiego Rynku, zalewając domy stolarza Włocha o nazwisku Pasello i innych. Ten rejon Myślenic - początkową część Górnej Wsi - nazywano Kamieńcem, od naniesionych przez rzekę kamieni. W 1918 roku powódź spowodowała wylew Bysinki, zniszczyła koryto, a nawet gościniec. Również w 1934 roku wody powodziowe wyrządziły duże szkody w korycie, zabrały plac targowy oraz pół stodoły Żyda Flastra. W monografii znajdujemy informację, że mimo przeprowadzonych prac regulacyjnych w dniach 16-18 lipca 1934 roku Bysinka wystąpiła z brzegów i wyrządziła duże szkody na Dolnym Przedmieściu. Zniszczeniu uległa m.in. obudowa rzeki poniżej Straży Pożarnej. Pożyczek pomocowych udzielała wówczas Komunalna Kasa Oszczędności Powiatu Myślenickiego w Myślenicach.




1931 rok. Wylew potoku Bysinka. Widoczna po prawej stronie ulica (obecnie) Średniawskiego. Fotografia z archiwum Józefa St. Błachuta. Dostępne w Internecie: http://tiny.pl/gf7h


W zbiorach ZHRL w Warszawie znajduje się fragment sporządzonego ręką Średniawskiego szkicu mowy sejmowej w sprawie konieczności regulacji rzek górskich:
Wysoki Sejmie!
Regulacja rzek jest w ogóle uznaną za jako potrzebna i niezmiernie pożyteczna dla kraju, że zbytecznem byłoby jeszcze coś dodawać.
Chcę jednak zwrócić uwagę Wysokiej Izby na tę okoliczność, że regulacja rzek i potoków w górach jest daleko gwałtowniejsza.
Powódź na dolinach wyrządza wprawdzie wielkie szkody w ziemiopłodach, ale rzadziej niszczy sam grunt, owszem namula nadbrzeżne pola i dla tego grunta położone na dolinach koło rzek są urodzajniejsze.
Inna rzecz w górach, tam woda wzbiera gwałtownie z powodu silnych spadków, rwie brzegi, zabiera pola, unosi drzewa, mosty i uniemożliwia wszelką komunikację, a zostawia tylko kamienie
[…] 

Jako ciekawostkę dodajmy, że również książę Kazimierz Lubomirski, jako konkurent Średniawskiego do ław sejmowych, zajmował się sprawą regulacji rzek. Tuż przed ukończeniem sesji sejmowej, 7 października 1907 roku, wygłosił w sejmie mowę podczas dyskusji nad regulacją rzek kanałowych, w której przedstawił szkody, na jakie narażeni są właściciele gruntów wskutek wylewów, oraz krzywdy dotykające właścicieli gruntów podczas regulacji rzek na podstawie dotychczasowych przepisów. Według nich grunty pozostałe po regulacji koryta oraz tzw. przymuliska, wyspy śródrzeczne oraz opuszczone koryta pozostawały własnością funduszu regulacyjnego, wbrew przepisom kodeksu cywilnego, który przeznaczał je dla właścicieli sąsiadującego z rzeką gruntu lub na wynagrodzenie tego właściciela, któremu woda zabrała grunt pod swoje koryto. Fundusz regulacyjny czynił z tych nabytków i pozostałości źródło pokrycia kosztów regulacji, co działo się z oczywistą krzywdą właścicieli gruntów. Lubomirski wydrukował tę i inną mowę w setkach egzemplarzy i rozrzucił w swym okręgu wyborczym.

Lata 30 ub. wieku. Budowa koryta potoku Bysinka wzdłuż obecnej ulicy Poniatowskiego. Autor nieznany. Fotografia z prywatnego archiwum prof. Tadeusza Ślósarza z Myślenic. Dostępne w Internecie: http://tiny.pl/gf7h4
Rok 1928. Budowa nowego koryta potoku Bysinka przepływającego przez centrum Myślenic. Zdjęcie opublikowane w lokalnej prasie w 2004 roku. Dostępne w Internecie: http://tiny.pl/gj7t8


Antoni Walaszek zanotował przekaz braci Dzieżów, że regulacja Bysinki została rozpoczęta przez Średniawskiego już przed pierwszą wojną. W innym miejscu dodaje, że prace regulacyjne prowadzono na koszt skarbu austriackiego przed i w czasie I wojny światowej. Ludzi pracujących przy regulacji Bysinki Średniawski ratował przed wojskiem, a tym samym udziałem w wojnie.
Najpierw były robione skarpy – murowane z kamienia. Kamień pochodził od Łętochy w "Dzielcu" (?). Bysinkę regulowano wówczas od granicy Bysiny pod Łętochę, a prace prowadził inżynier Rodak spod Żywca (być może Rodak w znaczeniu krajan, bo z innych źródeł wiadomo, że regulację prowadził inż. Józef Jarosławiecki). Najpierw była robiona płyta pod skarpę, a potem wykładano ją kamieniem. Progi budowano co kilkanaście metrów.
Źródła podają, że w październiku 1911 roku rząd, zapewne pod wpływem Koła Polskiego, postanowił o regulacji Raby i Bysinki. Na konkretne działania trzeba było jednak jeszcze poczekać.
W liście do żony z 25 lutego 1914 roku Średniawski pisze:
Cieszę się, bo mnie się udało w sobotę we Lwowie na komisyi wodnej przeforsować regulacyją Bysinki już w tym roku kosztem 479 tysięcy. Oczywiście robota będzie trwać kilka lat, ale w tym roku będzie rozpoczęta. Włożono już do preliminarza do lipca na roboty 20 000 kor., a na przyszły rok 58 000 kor. Tego rodzaju zdobycz musi zadowalniać.
W tym też czasie prowadzi korespondencję z Leonem Rogozińskim na temat szkód, jakie wyrządziła powódź w początku tego roku (1914?) w okolicach Myślenic. Na dotkniętych klęską Rogoziński przeznacza kilkaset rubli, prosząc o rozdzielenie ich pomiędzy najbardziej potrzebujących pomocy. Dzięki Średniawskiemu pomoc przyszła nie tylko od Leona, ale też z Ukrainy, Podola i Wołynia, a także z Poznańskiego.
Po odzyskaniu niepodległości, w 1924 roku, przystąpiono do dalszej regulacji Bysinki. Uregulowano i umocniono kamiennym murem środkową część rzeki biegnącej przez miasto. Prace wykonało Przedsiębiorstwo Robót Wodnych z Bochni pod kierunkiem Marcelego Koszycy – inżyniera budowy dróg wodnych i regulacji rzek. Zabezpieczyło to miasto przed powodziami po każdej ulewie. W późniejszym czasie kontynuowano regulację rzeki w stronę Górnego Przedmieścia. Łukasz Stożek podaje, że na pamiątkę regulacji w 1927 roku wmurowano w koryto rzeki kamień z tą datą. Również Piotr Sadowski wspomina, że regulację ukończono w 1927 roku przy wydatnym wsparciu radcy inż. M. Koszycy i senatora Średniawskiego. W późniejszym czasie w obrębie obudowanego koryta urządzono zastawki do czerpania wody dla celów przeciwpożarowych.
Co ciekawe, udało nam się odnaleźć napis pamiątkowy, ale głosi on: "Państwowy Zarząd Wodny Bochnia Myślenice RP 1924". Być może jest jeszcze gdzieś kamień z datą zakończenia prac?

 
Pamiątkowy napis w korycie Bysinki, 2017. Fot. G. Górecki

Rok 1920. Koryto potoku Bysinka po przebudowie. Fotografia ze zbiorów Jacka Hołuja. Dostępne w Internecie: http://tiny.pl/gf7cc
Rok 1928-1930. Nowe koryto potoku Bysinka. Widoczne na zdjęciu prowizoryczne torowisko podczas zabudowy potoku służyło do transportu materiałów budowlanych. Fotografia z archiwum Józefa St. Błachuta. Dostępne w Internecie: http://tiny.pl/gf7w6
Rok 1929-1930. Nowe koryto potoku Bysinka. Fotografia z archiwum Józefa St. Błachuta. Dostępne w Internecie: http://tiny.pl/gf7wb

Wzdłuż ulicy Niepodległości, od Kamieńca do ulicy Jagiełły, płynął Kobyli Potok, przenoszący ok. 25% wód rzeki Bysinki. Służył on mieszkańcom do prania i mycia naczyń, a także wylewania pomyj, przez co był bardzo zanieczyszczony, co z kolei powodowało szerzenie się tyfusu. Podczas regulacji Bysinki w 1927 r. podjęto więc decyzję o jego zasypaniu.
W materiałach przechowywanych w myślenickim muzeum czytamy: Ile trudu i serca włożył Średniawski w regulacje Bysinki może świadczyć zapis na stronie tytułowej foto-albumu: "J.W. Panu Senatorowi Średniawskiemu, gorącemu orędownikowi spraw regulacji rzek i potoków górskich w drobnym upominku. Inż. St. [?] Koszyca. Myślenice, marzec 1928" . Było tam dwanaście fotografii przed i po regulacji Bysinki i rzeki Raby. Niestety, nie udało nam się odnaleźć tego albumu.
Przy regulacji pracował też najprawdopodobniej inż. Józef Jarosławiecki. W artykule Kuby Samorodnego o wycieczce na Górną Wieś zamieszczonym w „Piaście” czytamy: Inżynier Jarosławiecki (znany) ze swoimi towarzyszami poskramiał rzekę Bysinkę, robiąc z niej przyzwoitą. Korzystały z tej wody myśleniczanki, do mycia okien i potrzebnych sprzętów na okazję jubileuszu pracy Średniawskiego. Natomiast Antoni Walaszek zapisał, że Średniawski otrzymał list od urzędników Józefa Jarosławieckiego i Tadeusza Korasadowicza przeprowadzających kolaudację wałów wiślanych.

"Dziennik Urzędowy Ministerstwa Sprawiedliwości" z 1923 r. http://pbc.biaman.pl/Content/23693/Dziennik%202.pdf
"Czasopismo Techniczne", 1910, nr 24, http://bcpw.bg.pw.edu.pl/Content/4488/24ct1910_nr24.pdf
Po wojnie poprawianie i przeciąganie w górę kamiennego kanału odbywało się na koszt państwa polskiego. W czasie PRL-u dobudowano zapory i kanał od placu targowego aż po Dom Ludowy.

Uregulowana Bysinka - stan współczesny. Fot. P. Papiernik

Trzecie zagadnienie interesujące Średniawskiego, już o zasięgu ogólnokrajowym, to budowa kanałów.
Na przełomie lat 70. i 80. XIX wieku rozpoczęły się prace nad projektem połączenia kanałami Dunaju, Wełtawy, Odry, Wisły i Dniestru. Dzięki temu powstałby spójny system dróg wodnych obejmujący całe Cesarstwo Austro-Węgierskie. W 1880 roku powstał pierwszy projekt tzw. Kanału Galicyjskiego, który na terenie Galicji miał przebiegać od strony Bohumina nad Odrą przez Zebrzydowice, Oświęcim, Skawinę, Kraków i dalej na wschód. 11 czerwca 1901 roku parlament Austro-Węgier, m.in. staraniem Koła Polskiego, uchwalił ustawę o budowie dróg wodnych i regulacji rzek w latach 1904-1924. Obejmowała ona budowę dróg wodnych od Śląska aż do Dniestru oraz związaną z tym regulację rzek w Galicji. Budową kanałów żywo interesowała się ludność Galicji i jej reprezentanci w parlamencie austriackim. Inwestycja miała przynieść nie tylko zarobek przy robotach kanałowych i regulacyjnych, ale także ułatwić transport produktów i surowców, obniżyć jego cenę, zabezpieczyć tereny przed powodziami, nawodnić suche okolice, przyczynić się do budowy fabryk i rozwoju przemysłu.
Pod koniec czerwca 1904 roku została zwołana krajowa komisja regulacji rzek kanałowych z udziałem delegatów ministerstwa spraw wewnętrznych i skarbu, namiestnictwa i Wydziału Krajowego. Celem posiedzenia było zatwierdzenie projektów i kosztorysów regulacji. Dla wykonania prac regulacyjnych postanowiono podzielić czas budowy na dwa okresy: od 1904 do 1912 i od 1913 do 1923. W planie regulacji uwzględniono również regulację Raby od Lubnia do Wisły kosztem 4 900 000 K.  Ogólny kosztorys regulacji rzek miał wynosić 46 772 000 K dla całej Galicji.
Postanowiono również, że natychmiast należy się postarać w drodze ustawodawczej o zapewnienie zabudowania potoków górskich i zalesienia nagich stoków górskich, czego koszta Namiestnictwo razem z Wydziałem Krajowym obliczyły na 28 138 000 K, uwzględniając fakt, że te roboty powinny być prowadzone z pośpiechem. Uznano także za ważną sprawę regulacji górnych biegów rzek kanałowych i zabudowania źródlisk.
Już wówczas, obliczając projekty zabudowy i regulacji rzek i potoków, brano pod uwagę zamiar przystąpienia do budowy kanału Wisła-Dniestr. Budowa tego kanału nie była jeszcze postanowiona, a jego trasa ustalona, toteż stanowiła niewiadomą i odbijała się ujemnie na planach regulacji rzek i potoków.

Interpelacja posła Średniawskiego i towarzyszy do ministra spraw wewnętrznych w sprawie przyspieszenia regulacji rzeki Raby w Galicji z 16 lipca 1907 roku. W zbiorach Muzeum Niepodległości w Myślenicach (dawniej Muzeum Regionalne "Dom Grecki)

Średniawski często przemawiał w tej sprawie na Kole Polskim, agitował w kraju, pisał artykuły do prasy. 3 września 1910 roku odbyło się posiedzenie Rady Naczelnej, podczas którego dokonano wyborów do władz naczelnych Stronnictwa Ludowego. Na tym posiedzeniu poseł Kędzior referował sprawę budowy kanałów, przedstawiając jej doniosłość dla całego kraju, i domagał się poparcia tej sprawy przez klub ludowy w Radzie Państwa. Wywody mówcy poparli inż. Haładej, a także Średniawski, jako „jedyny z pośród posłów włościan zwolennik kanałów”. Stapiński otwarcie oświadczył, że tylko dlatego godzi się na uchwalenie rezolucji Kędziora, że w obecnym stadium sprawy PSL nie może brać odpowiedzialności za zmianę stanowiska, zaznaczył jednak, że godzi się na podaną przez Kędziora ocenę wartości budowy kanałów, gdyż bogactwo kraju zależy od przemysłu, a do rozwoju przemysłu niezbędne kanały nie są. Zresztą rząd nie ma zamiaru budować kanałów, gdyż potrzebuje pieniędzy na szalone wydatki wojskowe. Uważając rezolucję za zmierzającą do odłożenia budowy kanałów, chociaż zastrzegającą w zasadzie pozostanie przy ustawie z r. 1901, zgodził się na jej uchwalenie. Na tymże posiedzeniu uchwalono forsować w sejmie zmianę ordynacji wyborczej choćby kosztem zahamowania innych spraw w sejmie.
Średniawski cieszył się, że sprawa budowy kanałów Dunaj-Odra-Wisła wybiła się na pierwszy plan w parlamencie i że Koło Polskie wywierało silny nacisk na rząd w kierunku wykonania ustawy kanałowej z r. 1901. Na posiedzeniu Koła Polskiego w tej sprawie 22 czerwca 1910 roku Stapiński, zgodnie ze swym stanowiskiem zajętym na Radzie Naczelnej, oznajmił, że według niego sprawa jest nieaktualna, narzekając, iż Koło Polskie poświęca jej tak dużo czasu. Mimo stanowiska Stapińskiego Koło Polskie postanowiło wytrwać na dotychczasowym stanowisku i nie pozwolić na dalszą zwłokę, lecz domagać się natychmiastowego rozpoczęcia budowy.
7 sierpnia 1910 roku na wiecu w Przeciszowie (powiat Oświęcim), który zgromadził 800 słuchaczy, Średniawski przemawiał m.in. w sprawie budowy kanałów, choćby jak się wyraził miano je później zakopać, a to dlatego, że zmuszą rząd do obwałowania i uregulowania rzek w Małopolsce, który to postulat jest pierwszorzędnego znaczenia dla ludności. Wylewy nieuregulowanych rzek niszczą mienie ludności, zmieniają ludzi w żebraków i zmuszają do emigracji.
12 listopada 1910 roku Średniawski wyjechał na sesję Rady Państwa do Wiednia, gdzie pilnował sprawy budowy kanałów, a dzięki jego staraniom i zabiegom również klub ludowy przyłączył się do wniosku postawionego przez Koło Polskie żądającego rozpoczęcia budowy. Nowo wybrany prezes Koła Biliński wystarał się, że rząd w październiku 1911 r. wyznaczył fundusze na budowę kanału. Również w 1911 r. Średniawski wydał broszurę O kanałach, w której przytacza wszystkie argumenty za ich budową, potępiając jednocześnie stanowisko posłów ukraińskich w Wiedniu. Ci, aby tylko dokuczyć Polakom, sprzeciwiali się tej budowie.

Bagrownica (pogłębiarka) parowa podczas pracy, Brzeźnica koło Krakowa, 1929. Dostępne w Internecie: https://audiovis.nac.gov.pl/i/SM0/SM0_1-G-4384.jpg

Prace przy budowie Kanału Galicyjskiego rozpoczęły się w dniu 27 grudnia 1911 roku. Średniawski uczestniczył nawet w uroczystej inauguracji robót kanałowych w Brzeźnicy pod Oświęcimiem. Do wybuchu I wojny światowej wykonano wstępne prace ziemne na odcinku od Zatora do Skawiny, wykopano kilka czy kilkanaście kilometrów rowów kanałowych. W Krakowie wybudowano bulwary nad Wisłą i jeden basen portowy w Płaszowie. Projekty dotyczące arterii wodnej uległy zmianie po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Państwo polskie, przejąwszy zapoczątkowane roboty nad budową odcinka Kraków-Oświęcim jako części kanału Dunaj-Wisła, postanowiło wyzyskać ten odcinek wodny i włączyć go do projektowanej magistrali wodnej Wisła-Śląsk.

AG

Bibliografia:
1. Myślenice. Monografia miasta, pod red. T. Gąsowskiego, Myślenice-Kraków 2012.
2. Notatki Antoniego Walaszka przechowywane w Zakładzie Historii Ruchu Ludowego w Warszawie.
3. A. Walaszek, Andrzej Tomasz Średniawski. Życie i działalność na tle dziejów Ruchu Ludowego 1875-1931 [maszynopis w zbiorach ZHRL]
4. Ł. Stożek, Architektura Myślenic od końca XIX wieku do II wojny światowej, „Wiadomości Konserwatorskie”, 2007, nr 22, s. 65-70, dostępny w Internecie: http://www.skz.pl/wiadomosci-konserwatorskie/archiwum/wk22-2007, dostęp 3.08.2017.
5. P. Sadowski, W służbie ludziom. Z dziejów OSP Myślenice-Śródmieście, Myślenice 2006.
6. D. Gut, Jak kopali kanał Śląsk – Kraków, dostępne w Internecie: http://krakow.wyborcza.pl/krakow/56,35798,17451430,Jak_kopali_kanal_Slask___Krakow__ZDJECIA_ARCHIWALNE_.html.
7. Wycieczka do Górnej Wsi i Myślenic, "Piast" nr 31 z 3 sierpnia 1924 roku i nr 32 z 10 sierpnia 1924 roku.
8. Z. Lasocki, Andrzej Średniawski (Szkic biograficzny), "Wieś i Państwo", 1947, nr 5/6, s. 241-271.

wtorek, 1 sierpnia 2017

Stefania z Średniawskich Matkowska - bratanica Andrzeja Średniawskiego

Stefania z Średniawskich Matkowska to córka Kazimierza Średniawskiego i Teofili z Mączyńskich. Nie udało nam się ustalić, kiedy się urodziła, ale przypuszczamy, że miało to miejsce w Chersońskiej Guberni, gdyż w jednym z listów do Zofii Średniawski pisze, że Kazimierz (po  przyjeździe stamtąd) pojechał do Brodów, przygotowywać mieszkanie dla rodziny, a bratowa z dziećmi mieszkają u nich. Po powrocie stamtąd Stefania wraz z rodzicami jakiś czas na pewno mieszkała w wynajmowanym przez rodziców od Żyda Flastra domu przy obecnej ulicy 3 Maja.


Stefania wyszła za mąż jeszcze za życia A. Średniawskiego, gdyż Teofila wspominała, że Średniawski miał podarować jej na budowę domu 2000 złotych, a jej dzieciom po 500 złotych. Ponadto w notesie budżetu domowego Średniawski zapisał wydatki w postaci pożyczki dla Stefanii, używając już nazwiska Matkowska. Ile Matkowscy mieli dzieci, nie udało nam się ustalić. W liście z Legii Cudzoziemskiej w 1932 roku Karol Średniawski pozdrawiał Matkowskich wraz z Tomaszem. Być może wtedy mieli już tylko jego.

Zięć nie był lubiany przez Teofilę, o czym mogą świadczyć słowa Karola, który pisał w jednym z listów, że jak matka się do kogoś uprzedzi, to trudno zmienić jej zdanie. Józefa też nie przepadała za swoim szwagrem. Uważała go za człowieka dwulicowego, który oszukuje ludzi. Zaciągał długi, potem ich nie spłacał. Na skutek jego długów w 1936 roku Żydzi zlicytowali las, który należał do żony Stefanii.

Kiedy matka i siostra zarzuciły Karolowi, że obstaje za Matkowskimi, ten oznajmił, że wcale tak nie jest. Był wobec nich ostrożny. Kiedy jednak nie docierały jego listy do matki i siostry, podejrzewał w tym udział Matkowskiego. Wcześniej, gdy Matkowskich nie było w Myślenicach, jakoś listy nie ginęły, a jak zamieszkali w Myślenicach, to nagle listy zaczęły ginąć.

Trudno ustalić, gdzie mieszkali wcześniej Matkowscy, ale przez pewien okres mąż Stefanii był leśnym w dworze w Osieczanach u  Jana Dunin-Brzezińskiego.

Właściciel dworu w Osieczanach - Jan Dunin-Brzeziński. Zdjęcie z NAC, sygnatura 1-W-66.

Dwór w Osieczanach około 1910 roku. Zdjęcie z książki Historia rodu Karnkowskich, T. 2, cz. 3.
To była raczej jedna z kolejnych prac Matkowskiego. Miał tylko 90 morgów lasu pod opieką. Za pracę nie miał wynagrodzenia finansowego. Pracował za mieszkanie i opał, a żył z emerytury nauczycielskiej. Został niejako wysłany na nią "przymusowo". Stało się tak dlatego, gdyż będąc nauczycielem, podczas wyborów współpracował z Ukraińcami (?). Przez jakiś czas potem pracował na poczcie, ale długo to nie trwało. Kiedy starał się o pracę na poczcie, potrzebował poręczenia. Zwrócił się o pomoc do Średniawskiego, ale ten się nie zgodził. Być może Średniawski również zauważył "trudny" charakter Matkowskiego.

Rozmawiając z A. Walaszkiem, Matkowski twierdził, że Średniawski rozmawiał z nim o polityce. Tak było według niego między innymi, gdy ten wrócił z Kongresu Centrolewu. Gdy po rozmowie Matkowski wyszedł, Józefa Średniawska powiedziała Walaszkowi, że Średniawski nie rozmawiał z Matkowskim o polityce, bo go nie lubił i nie ufał mu, i że Matkowskiemu nie należy wierzyć. Z czasem Walaszek mógł się przekonać o tym sam. Matkowski opowiedział mu o tym, że gdy Średniawski leżał chory, tuż przed śmiercią, był sądzony w procesie brzeskim i chciano go aresztować, żeby dowieźć go na rozprawę, zapobiegł temu doktor Karol Leibel, twierdząc, że stan Średniawskiego był ciężki. Po jakimś czasie Walaszek spotkał wyżej wymienionego lekarza, a ten zaprzeczył takim wydarzeniom, a tym samym słowom Matkowskiego. Nigdy nie interweniował w tej sprawie.

Matkowski w dworze w Osieczanach pracował raczej do wojny, gdyż w 1939 roku Jan Dunin-Brzeziński złożył urząd burmistrza, oddał symboliczne klucze do miasta i pojechał walczyć na front. Żona i dzieci udały się do Lwowa, a tym samym wszyscy pracownicy utracili pracę w dworze. Po wojnie Brzeziński nie wrócił do domu, a w 1979 roku krewni otrzymali informację, że zamordowano go w 1940 roku jako więźnia Ostaszkowa w Miednoje. Rodzina po wojnie w 1945 roku utraciła prawa do majątku w Osieczanach, który został upaństwowiony i rozparcelowany. Dwór z czasem rozebrano, a postawiono hotel noszący dziś nazwę "Pod Dębami".

Pozostałe informacje o Matkowskich, do których dotarłyśmy, nie zostały potwierdzone. Mianowice ponoć Matkowski zapadł na chorobę psychiczną i zmarł. Stefania z synem (tutaj też nie ma żadnych informacji, że miała ona więcej dzieci) przeprowadziła się do Wieliczki i ponoć to do niej udał się Karol, gdy powrócił z zagranicy. Na tych informacjach na dzień dzisiejszy kończy nam się ślad po Stefanii z Średniawskich Matkowskiej.

EG


Bibliografia:
1. Historia rodu Karnkowskich, oprac. K. Karnkowski, t. 2, cz. 3, Baden 2012.
2. Notatki Antoniego Walaszka przechowywane w Zakładzie Historii Ruchu Ludowego w Warszawie. 
3. http://www.muzeum.myslenice.pl/content/downloads/galeria%20jednego%20obiektu.pdf.

poniedziałek, 31 lipca 2017

Józefa z Średniawskich Bulanda - bratanica i chrześnica Andrzeja Średniawskiego



Józefa z Średniawskich Bulanda przyszła na świat jako najmłodsze dziecko Kazimierza Średniawskiego i Teofili z Mączyńskich.  Przypuszczamy, że mogła się urodzić już na Górnej Wsi lub w Myślenicach, gdyż jej chrzestnym został Andrzej Średniawski, a nie mamy informacji, żeby odwiedzał brata w Chersońskiej Guberni. Kiedy toczy się postępowanie spadkowe, a więc po 13 listopada 1931, Józefa jest jeszcze niepełnoletnia.

Podobnie jak i odnośnie starszego rodzeństwa, tak i w przypadku Józefy Średniawskiej niewiele wiemy na temat jej dzieciństwa. Trochę faktów podała ona sama, wspominając (w rozmowie z Antonim Walaszkiem) Andrzeja i Zofię Średniawskich. Pamiętała, że chodziła do ogrodu dzierżawionej przez Średniawskiego Chowańcówki – zwanej wcześniej Michałkówką, na papierówki. Pytała Zofię, czy może iść na jabłka, a ta jej pozwalała zerwać jedno albo dwa. Musiały się raczej lubić z Zofią, gdyż ta dała jej do poczytania listy Józefa Rogozińskiego z młodości (gdy pisał do matki, będąc w szkołach).

Więcej informacji, które posiadamy, dotyczy jej etapu wchodzenia w dorosłość. To Józefa została tą „zastrzeżoną  przez Średniawskiego w testamencie jedyną osobą”, która zajmie się rodzinnym gospodarstwem, gdyż Średniawski zapisał je dzieciom Kazimierza z tem warunkiem, że gruntu dzielić nie można bo jego obszar/ niecałe 4 morgi gruntu ornego wraz z ogrodem/ zaledwie wystarczy na skromne utrzymanie (więcej tu: http://sredniawski.blogspot.com/2014/12/ostatnie-mojej-woli-rozporzadzenie.html). Tak więc dzielić gospodarstwa Średniawski nie pozwolił. Karol Średniawski był w Legii Cudzoziemskiej, Felicja nie żyła, Stefania założyła własną rodzinę, więc obowiązek poprowadzenia gospodarstwa przeszedł na Józefę. Z racji tego, że była niepełnoletnia, pieczę nad nią (zapisane jest to w postępowaniu spadkowym) sprawowała matka.

Józefa wprowadziła się razem z matką do Zofii po śmierci Andrzeja. Pomagała prowadzić gospodarstwo. To ona wspominała, że  Średniawska nie lubiła gołębi i gdy Józefa przywoziła jakieś z Krakowa, Zofia dawała jej dwa razy tyle, ile kosztowały, żeby się ich pozbyła. Nie lubiła ich trzepotu skrzydeł, przerażało ją to. 
Józefa przejęła po Andrzeju nawyk zapisywania wydatków na gospodarstwo, czego dowodem jest książka kasowa, w której odnotowywane są poszczególne sumy pieniężne i ich przeznaczenie.



Notes Józefy Bulandowej z zapisem wydatków. W zbiorach ZHRL-u
Razem z matką pisały listy do Karola, przebywającego w Legii Cudzoziemskiej. Naiwnie dały się nabrać oszustowi, który jak twierdził, znał  Karola z Legii i przyjechał na Górne Przedmieście na jego prośbę. Nakarmiły go i prawdopodobnie podarowały trochę pieniędzy, za co Karol robił im listownie ogromne wyrzuty.
Józefa w listach od brata otrzymywała porady odnośnie gospodarstwa (sprzedaż lasu i dzierżawa ziemi). Prawdopodobnie z dużą niechęcią w listach Józefa i matka wypowiadały się o Matkowskim, a i na Stefanię się żaliły; świadczą o tym strofowania czynione im przez Karola. Niechęć do Matkowskiego pozostała w Józefie. Kiedy A. Walaszek odbył z nim rozmowę na temat Średniawskiego, a ten już wyszedł, Józefa ostrzegała adwokata, że jest to człowiek nieuczciwy, dwulicowy.

Józefa wyszła za mąż za Franciszka Bulandę z Wrząsowic. Musiało to mieć miejsce jeszcze przed śmiercią Zofii Średniawskiej (zmarła na początku 1934 roku), gdyż Józefa wspomina, że otrzymała zamiast prezentu 100 złotych na wesele od Józefa Rogozińskiego – syna Zofii, ale już po śmierci Średniawskiego (1931). Mało prawdopodobne jest, że Józef przyjechał na wesele Józefy Średniawskiej po śmierci matki. Józefa odebrała syna Średniawskiej jako człowieka uprzejmego i grzecznego, który chętnie z nią rozmawiał o gospodarstwie i dało się odczuć, że te sprawy go interesowały.

Ze związku z Bulandą Józefa miała syna, Bronisława. W małżeństwie raczej nie układało się dobrze. Dowodem na to może być projekt testamentu, który przygotowywała. Józefa prawdopodobnie była świadoma, że umiera (chorowała na gruźlicę), albo czuła się zagrożona ze strony męża i dlatego zdecydowała się na taki krok w tak młodym wieku. Swoim dziedzicem ustanowiła syna Bronisława i tylko jemu przepisała majątek, całkowicie z dziedziczenia wykluczając męża. Wytłumaczyła powody swojej decyzji. Mąż postępował wobec niej tak, że nie mogła z nim żyć. Zapisała, że nastawał na jej zdrowie, nie dbał o nią i syna, nie przykładał się do utrzymania rodziny, a wręcz przeciwnie, trwonił majątek. Zaznaczyła także, że okłamał ją przed ślubem, bo twierdził, że rodzice przepiszą mu spory majątek.
Dziedziczyć miał Bronisław. jednak z powodu jego nieletności miała nim opiekować się Fundacja Dom Ludowy "Niwa" w Krakowie przy ulicy Wiślnej 33. Miała ona czuwać nad jego wychowaniem i to miało być warunkiem substytucji. Gdyby syn nie chciał lub nie mógł być dziedzicem spadku, przeznaczyła go na fundację. Zaznaczyła także, że spadek przechodzi w ręce fundacji, gdyby Bronisław umarł bezpotomnie.
W projekcie testamentu znalazły się również rozporządzenia dotyczące jej rodzeństwa. Józefa nakazywała, by Stefanii oddać kredens pokojowy, stół kuchenny (biały miękki) i łózko miękkie kuchenne. Dodatkowo miała otrzymać korzec żyta i korzec pszenicy. Bronisław ze spadku miał wypłacić 1200 złotych Karolowi Średniawskiemu i 200 złotych Stefanii Matkowskiej. Pieniądze te należały im się jeszcze ze spadku po Andrzeju Średniawskim. Karol nie był wtedy spłacony, zaś Stefania otrzymywała co jakiś czas pewne kwoty pieniężne od Józefy i pozostało tylko 200 złotych do spłaty. Gdyby substytucja wcześniej nastała, a Karol nie odebrał pieniędzy, zapisała mu cztery zagony gruntu ornego pomiędzy Janem Zającem a Janem Bałukiem.
Syn miał również spłacić jej długi, m.in. A. Klępowi, A. Walaszkowi (pożyczki), S. Jaroniowej i Paciowej (za miód),  I. Kargenowi (za dług Stefanii - 50 zł), za Teofilę Średniawską (w "Niwie" 66 zł i 66 gr), doktorom: B. Miętusowi i A. Boryczce. Ponadto miał zapłacić podatki za bieżący rok.
Józefa nie zapomniała również o swoich pomocnikach. Pieniądze mieli otrzymać A. Hynek za swoją pracę u Józefy do 1 stycznia 1938 roku, W. Balnikowa za pracę do 15 grudnia 1937 oraz Wójcik za koszenie.
Na swój pogrzeb przeznaczyła pieniądze ze sprzedaży krowy.
Przypuszczamy, że Józefa musiała umrzeć około 1938 roku (w lutym 1937 roku żyła jeszcze). Raczej nie spełniło się jej życzenie odnośnie testamentu (albo zmieniła zdanie, albo nie sprawiła, że testament stał się obowiązującym), bowiem w gospodarstwie pozostał Franciszek Bulanda jako opiekun małoletniego Bronisława. Franciszek Bulanda w 1938 roku przyszedł do Hosai, dzierżawiącego rolę przeznaczoną pod budowę szkoły, z zamiarem odebrania mu jej, gdyż nie dotrzymano warunków powstania szkoły (pięć lat od śmierci Średniawskiego). Wtedy też zaczęto aktywnie działać (szczególnie A. Pustelnik i J. Zając), by szkołę jednak uruchomiono. Według relacji świadków ojciec i syn przebywali na Górnym Przedmieściu podczas II wojny światowej. W domu po Andrzeju mieszkał Niemiec. Gospodarstwo z czasem sprzedano państwu Baranom. Bulandowie wyprowadzili się do Świątnik. Franciszek ożenił się ponownie. Według przekazów kobieta będąca jego żoną po wojnie donosiła na ludzi, miała nawet proces sądowy.  Jakie były dalsze losy tej gałęzi rodziny, nie wiemy.

EG

Bibliografia:  
1. Notatki Antoniego Walaszka przechowywane w Zakładzie Historii Ruchu Ludowego w Warszawie. 
2. A. Walaszek, Andrzej Tomasz Średniawski. Życie i działalność na tle dziejów Ruchu Ludowego 1875-1931 [maszynopis w zbiorach ZHRL].


środa, 26 lipca 2017

Dr Antoni Karol Walaszek - adwokat, biograf Andrzeja Średniawskiego

Antoni Karol Walaszek urodził się 12 maja 1892 roku w Gogolowie w powiecie krośnieńskim pod zaborem austriackim. Matka miała na imię Helena. Nie posiadamy informacji na jej temat. Ojcem bądź opiekunem Antoniego był Mikołaj Walaszek, zamieszkały w Skołyszynie (błędnie czasem podawanym jako Skołyszew). Wychowano go w wierze rzymskokatolickiej.

Przez jakiś czas Mikołaj Walaszek kierował szkołą ludową. W 1901 roku zapisany jest jako kierownik prywatnej szkoły dwuklasowej w miejscowości Ołpiny. Czy był kierownikiem w Skołyszynie, nie udało nam się ustalić. Ta szkoła, powstała w 1878 roku, mieściła się w małym drewnianym budynku i nosiła imię Jana Kantego.
 
Szkoła Ludowa Dwuklasowa. Skołyszyn. Zdjęcie z Internetu: http://zbiory.mhf.krakow.pl/node/60251?select[q]=navigart%2Fselect%2Ftaxonomy&select[tid]=1807&select[vt]=grid&select[id]=taxonomy&select[limit]=20
Dotarłyśmy również do informacji, że Mikołaj Walaszek działał na rzecz oświaty ludowej, bowiem w 1907 roku w Skołyszynie została założona czytelnia, którą kierował. Posiadała ona 139 pozycji książkowych i 88 stałych czytelników. Czytelnictwo było tam popularne, gdyż odnotowano 996 wypożyczeń w ciągu roku. W 1910 roku działał aktywnie na rzecz powołania kolejnej czytelni i powstała ona przy wsparciu Zarządu Głównego T.O.L., księdza, ludzi życzliwych i właścicielki dóbr Julii Czyszczanowej. W budynku jej dworu, gdzie kiedyś mieściła się Krajowa Szkoła Koszykarska, czytelnię otwarto 27 lutego 1910 roku. 

Budynek, w którym mieściła się Krajowa Szkoła Koszykarska. Skołyszyn. Zdjęcie z Internetu: http://zbiory.mhf.krakow.pl/node/60548?select=
Zarząd Główny nadesłał 102 książki, zapisało się 57 czytelników. Oprócz książek można było tam zapoznać się z czasopismami takimi jak "Goniec", Głos Narodu", "Przewodnik Kółek Rolniczych". 17 kwietnia 1910 roku wybrano na Walnym Zgromadzeniu, Wyboru Wykonawczego, w skład którego jako prezesa powołano Mikołaja Walaszka. W czytelni odbywały się różnego rodzaju odczyty. Między innymi prelegentem był Mikołaj Walaszek, który wygłosił referat pt. O zdrowiu i pielęgnowaniu go, o chorobach i środkach zaradczych. Organizowano także uroczyste akademie, m.in z okazji uczczenia Konstytucji 3 Maja czy bitwy pod Grunwaldem, amatorsko odgrywano sztuki, a pieniądze zebrane podczas ich trwania przekazywano na biednych. Podczas uroczystości słowo wstępne wygłaszał prezes Walaszek. On również podpisywał sprawozdania sporządzone do "Oświaty Ludowej".
Mając takiego opiekuna, Antoni Walaszek miał możliwość zdobycia dobrego wykształcenia. Naukę pobierał w Gimnazjum w Jaśle do roku 1909. Tam ukończył piątą klasę.

Strona ze Sprawozdania Dyrekcyi C.K. Gimnazjum w Jaśle za rok 1907/8
Dostępne: http://www.pbc.rzeszow.pl/dlibra/publication?id=746
Potem odnajdziemy jego nazwisko w krakowskim Gimnazjum im. Jana III Sobieskiego, gdzie jest odnotowany jako absolwent z 1912 roku - maturę zdał 22 czerwca. Od 1912 roku został studentem zwyczajnym Wydziału Prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim. 7 maja 1914 roku chciał zdać egzamin historyczno-prawny, ale nie udało mu się to. Ponowne, zakończone sukcesem podejście do egzaminu miało miejsce 12 października 1915 roku. Absolutorium uzyskał 4 października 1917 roku, a już dzień później zdał egzamin sądowy. 24 stycznia 1918 roku zdał egzamin z nauk politycznych, natomiast 31 maja 1919 roku pozyskał tytuł doktora praw.
Przez jakiś czas Antoni Walaszek musiał pracować jako prawnik w Jaśle. Mieszkał przy ulicy Staszica, po prawej stronie, zaś po lewej stronie ulicy znajdował się sąd.

Sąd obwodowy w Jaśle. Zdjęcie z Internetu: http://zbiory.mhf.krakow.pl/node/75844?select=
Jego nazwisko pojawia się wśród adwokatów pracujących w Jaśle w Księdze adresowej miasta Krakowa i województwa krakowskiego z 1932 roku.

Dostępne w Internecie: http://www.mtg-malopolska.org.pl/images/skany/ksiegaadresowa1932djvu/ksiegaadresowa1932.pdf

Dotarłyśmy również do informacji, że w 1926 roku Walaszek był prezesem Zarządu OTR w Jaśle. Dowodem na to jest umowa (w zbiorach ZHRL-u) zawarta między nim jako prezesem a Stanisławem Wójcikiem, który miał podjąć posadę instruktora powiatowego i kierownika szkółki drzewek z dniem 1 maja 1926 roku.

W Dzienniku Urzędowym Ministerstwa Sprawiedliwości z 20 stycznia 1937 roku odnotowano, że Walaszek przeniósł swoją siedzibę 6 grudnia 1936 roku z Jasła do Myślenic. Musiało się to stać jednak wcześniej, gdyż 8 grudnia 1936 roku Walaszek napisał list do syna Zofii Średniawskiej - Józefa Rogozińskiego z prośbą o podzielenie się wspomnieniami na temat Andrzeja Średniawskiego i Zofii. Powody zainteresowania tymi postaciami wyjaśniał w liście. Sekcja prawnicza przy Zarządzie OKR w Krakowie poprosiła go o opracowanie monografii o Andrzeju Średniawskim.

Odpowiedź Józefa Rogozińskiego na list Antoniego Walaszka. W zbiorach AZHRL-u.

Trzeba przyznać, że Walaszek dał się poznać jako skrupulatna i skuteczna osoba w poszukiwaniu i gromadzeniu wszelkich informacji na temat Andrzeja Średniawskiego. Przeprowadzał liczne rozmowy z krewnymi Andrzeja Średniawskiego (Teofilą Średniawską, Józefą Bulandową, Matkowskimi), bliższymi i dalszymi sąsiadami i mieszkańcami Górnej Wsi, którzy znali Średniawskiego (Aleksandrem Klępem, Zającem, Góralikami). Z rozmów sporządzał notatki. Przeanalizował dostępne dokumenty, informujące o działalności Średniawskiego, m.in. dokumenty sądowe i te, które pozostawił sam zmarły, artykuły w czasopismach.

Zapiski Antoniego Walaszka. W zbiorach AZHRL-u.
Współpracował też z Czesławem Kurkiem, który zaraz po śmierci Średniawskiego zaczął gromadzić dokumenty po nim pozostałe. Z czasem przekazał je Walaszkowi, gdyż sam z powodu przeciwności natury osobistej nie mógł spożytkować ich tak jak zamierzał.

Walaszek przebywał w Myślenicach na pewno w 1938 roku, gdyż otrzymał zaproszenie na 4 września na dożynki powiatowe od prezesa Okręgowego Towarzystwa Rolniczego Wiktora Węglarskiego, a także zaproszenie na uroczystość poświęcenia budynku szkoły rolniczej w Myślenicach od Komitetu Budowy Szkoły reprezentowanego przez R. Woźniaka. Pracował w Myślenicach w swoim zawodzie. W zbiorach AZHRL-u jest informacja, że wiceburmistrz Franciszek Syrek przekazał wiadomości od niejakiego Pilcha, któremu Walaszek prowadził jakąś sprawę.

Nie mamy żadnej wiedzy, co działo się z Walaszkiem podczas wojny. Na pewno udało mu się ocalić od zniszczenia zebraną dokumentację o Średniawskim. Pierwsza informacja, jaką o nim posiadamy, pochodzi z 1946 roku. Przez jakiś czas mieszkał w Gdańsku-Wrzeszczu przy ulicy Jaśkowa Dolina 42/1. To tam końcem grudnia 1946 roku Spółka Wydawnicza Wieś z Krakowa (św. Jana 22) skierowała do niego pismo podpisane przez prof. dr. Stanisława Inglota odnośnie książki, którą zamierzał wydać. Jak z pisma wynika, Walaszek zwrócił się do spółki z prośbą o wydanie jego książki. Ta odpowiedziała przychylnie, godząc się na zaproponowaną liczbę egzemplarzy (10 tys.) i kwotę zaliczki (15 tys. zł). Książka miała zostać wydana pod tytułem Andrzej Tomasz Średniawski. Życie i działalność na tle dziejów Ruchu ludowego (1875-1931). Przedmowę do książki miał przygotować prof. dr Franciszek Bujak. Praca Walaszka miała się ukazać w cyklu Biblioteka Dziejów i Kultury Wsi w trzech tomach, które miały być wydane w pewnych odstępach czasowych. Wszelkie formalności miały zostać rozpoczęte, gdy Walaszek przyśle rękopis i zaakceptuje go cenzura.

W 1949 roku Walaszek pracował w Gminnej Szkole Rolniczej w Skołyszynie. Wygląda więc na to, że powrócił w rodzinne strony. Tam bowiem do niego skierowane zostało pismo z Jasła od Powszechnego Inspektora Oświaty Rolniczej Stanisława Ryndaka z poleceniem przygotowania do 16 września 30-minutowego referatu na temat "Ruch ludowy na tle przemian ustrojowych". Walaszek otrzymał wskazania, iż referat ma być napisany czytelnie lub na maszynie i będzie on przedłożony władzom wojewódzkim. Nie wiemy, jaką funkcję pełnił Walaszek w szkole. Istniała ona w latach 1945-1950, potem ją zlikwidowano, a wszelkie dokumenty przekazano do archiwum w Sanoku.

Nie są znane nam dalsze koleje losów Antoniego Walaszka. Maszynopis pierwszego tomu pracy o Średniawskim znajduje się wraz z zebraną przez niego dokumentacją w AZHRL-u, które nabyło go od Walaszka w 1964 roku. Pozostałe dwa tomy monografii nie powstały. Książka, którą planował wydać, nigdy wydana nie została. Powodu takiego stanu rzeczy nie znamy.

EG

Dziękujemy za informacje dotyczące Antoniego Walaszka, które przekazał nam pan dr Marcin Spórna.

Bibliografia:
1. XXIII Sprawozdanie Zarządu Głównego Krakowskiego Towarzystwa Oświaty Ludowej za rok 1910, "Oświata Ludowa" 1911, nr 1.
2. Corpus studiosorum Universitatis Iagellonicae 1850/51-1917/18. T-Ż, pod red. K. Stopki, [aut.] M. Barcik, A. Cieślak, P. Gaszyński, D. Grodowska-Kulińska, U. Perkowska, P.M. Żukowski, Kraków 2015, s. 295.
3. Księga adresowa miasta Krakowa i województwa krakowskiego 1932. Dostępna w Internecie: http://www.mtg-malopolska.org.pl/images/skany/ksiegaadresowa1932djvu/ksiegaadresowa1932.pdf .
4. Sprawozdanie Dyrekcyi C.K. Gimnazjum w Jaśle za rok 1907/8. Dostępne w Internecie: http://www.pbc.rzeszow.pl/dlibra/publication?id=746.
5. http://jasloiregion.pl/wp-content/uploads/2011/10/wspomnienia_o_jasle.pdf.
6. http://www.ko.rzeszow.pl/zlikwidowane/

czwartek, 20 lipca 2017

Akademia żałobna w rocznicę śmierci Andrzeja Średniawskiego

W rocznicę śmierci Andrzeja Średniawskiego, 24 stycznia w niedzielę o godzinie 9.00 w Kościele Mariackim odbyła się msza święta za spokój jego duszy.


Kościół Mariacki. Zdjęcie z Internetu: https://pl.pinterest.com/pin/19632948354487272/
Po mszy dostojnicy zgromadzili się w sali Teatru Bagatela i tam kontynuowane były dalsze uroczystości upamiętniające Średniawskiego, w postaci akademii żałobnej.


Teatr Bagatela w 1930 roku. Zdjęcie z NAC-u, sygnatura 1-K-10137a
Do obchodów rocznicy przygotowano specjalnie salę. Na scenie na podkładzie z czarnego materiału zawieszono portret Andrzeja Średniawskiego. Przyozdobiono go zielenią i kwiatami. Pod podobizną posła i senatora ustawili się chłopi ze sztandarami ziemi krakowskiej i Podhala. Obok nich pięknie prezentowali się krakowiacy i górale w odświętnych strojach. Ponieważ przewidziano liczne przemówienia, dla przemawiających przygotowano odpowiedni stolik.

Scena teatru Bagatela podczas akademii, na niej Z. Lasocki. Zdjęcie z NAC-u, sygnatura 1-A-1044-1.
Akademia zgromadziła liczną publiczność. Loże i fotele były przepełnione. W pierwszych rzędach zasiedli posłowie, prezesi zarządów powiatowych, przedstawiciele stronnictw, redaktorzy, reprezentanci ugrupowań społecznych młodzieży miejskiej i wiejskiej. Wśród zgromadzonych można było dostrzec senatora Adelmana, posła Kuśnierza, redaktorów Dziaczkowskiego i ks. Piwowarczyka. Szczególną uwagę zwracała delegacja z Podhala.

Uroczystości rozpoczęto marszem Szopena, który wykonała orkiestra symfoniczna. Po wysłuchaniu utworu na scenę wszedł Wincenty Witos. Charakteryzował on w swoim przemówieniu postać Średniawskiego. Zwrócił uwagę na takie cechy jak skromność, prostota, czystość przekonań i praca dla drugich. Bez względu na to, czy wygrywał czy przegrywał, pozostawał wierny swoim zasadom, wynikającym z patriotyzmu i religijności. Pracował zawsze w cieniu, gdyż nie robił tego dla sławy, stąd omijały go wszelkie ordery i odznaczenia. Witos podkreślił jednak, że najważniejszym orderem dla niego będzie ludzka pamięć. Jego wystąpieniu towarzyszyły okrzyki i brawa.

Po nim wystąpił prezes Polskiej Akademickiej Młodzieży Ludowej w Krakowie Stanisław Mierzwa, składając na ręce Witosa wyrazu uznania dla pracy działaczy ludowych, zaś sekretarka tejże instytucji Ściborowska wręczyła kwiaty. 

Kolejnym mówcą, który wystąpił przed zebranymi, był prof. dr L. Marchlewski. Przypomniał on ostatnie ciężkie lata Średniawskiego naznaczone chorobą i cierpieniem. Mimo że spodziewano się jego śmierci, gdy ta nadeszła, nikt nie chciał w nią uwierzyć. Bowiem była ona nieszczęściem dla polskiego ludu. Każdy, kto odwiedzał Średniawskiego, według Marchlewskiego widział starca o bystrym wzroku, w pełni władz umysłowych, ale jednocześnie zrezygnowanego i przygotowanego na wszystko, spokojnego, wyrozumiałego, spełnionego, życzliwie spoglądającego śmierci w oczy. Marchlewski zaznaczył, że Średniawski umierał spokojnie, gdyż udowodnił swoją postawą hasło "Gdy masz oddać życie - sprzedaj go drogo: za ideały".

L. Marchlewski i W. Witos na akademii ku czci Średniawskiego. Zdjęcie z NAC-u, sygnatura 1-A-1044-2
Przemówienia zostały przeplecione trzema pieśniami wykonanymi przez chór akademicki, m.in Gaude Mater Polonia

Po śpiewie na scenę wystąpił hrabia Zygmunt Lasocki, dzieląc się ze zgromadzonymi osobistymi refleksjami na temat zmarłego jubilata, cytował fragmenty listów. Przywołał wydarzenia z 1911 roku, gdy nie wybrano Średniawskiego posłem. Lasocki podkreślał, z jaką godnością do tego podszedł i mimo iż wielu przekonywało, by podjął jakieś działania, by ten stan rzeczy zmienić, Średniawski nie dał się nakłonić do niczego, twierdząc, że prosić o niego nie będzie. Wspomniał Lasocki także o jego zaangażowaniu w legiony, w pomoc dotkniętym skutkami wojny. Wygłoszone przemówienie nagrodziła Janina Wilkówna, która wręczyła Lasockiemu róże. Po tym nastąpiła krótka przerwa.

Drugą część akademii rozpoczęto od wykonania przez orkiestrę Andante z piątej symfonii Beethovena. 

Następnie na scenę wystąpił poseł Kiernik, przemawiając w imieniu Klubu Parlamentarnego Stronnictwa Ludowego. On z kolei zwrócił uwagę na to, że Średniawski wierzył, iż tak jak po wojnie Polska odzyskała wolność, tak i teraz uda jej się być silną i niezależną. W takim przekonaniu zmarł. On również został nagrodzony różami przez przedstawicielkę młodzieży wiejskiej pannę Baranównę. Sala natomiast nagrodziła przemówienie owacjami.
Potem przyszedł czas na deklamację wiersza. Wiersz własny wygłosił akademik Skuza pt. Marsz w Jutro.

"Piast" nr 5 z 31 stycznia 1932 roku.
Po deklamacji przemawiał Czesław Kurek. Tak jak i na pogrzebie, tak i tutaj posłużył się gwarą myślenicką, przedstawiając duchowy testament Andrzeja Średniawskiego i zapewniając, że polska młodzież zawsze będzie o nim pamiętać. 

Następnie hołd złożyli delegaci poszczególnych ziem. Minister Osiecki zwrócił uwagę na wielką miłość Średniawskiego do ojczyzny, ksiądz Panaś przypomniał o jego działalności na podłożu spółdzielczości, poseł Michałkiewicz wspomniał o jego poświęceniu dla Wielkopolski. Poseł Wójcik opowiedział o przyjaźni między nim a Andrzejem, która narodziła się we Lwowie.
W imieniu Podhala, Spisza i Orawy prezes zarządu Krzeptowski, a ze Skałackiego Kamiński złożyli deklarację, że będą wytrwale dążyć do wypełnienia obowiązków wobec ojczyzny według wskazówek jubilata.

Akademię zakończył poseł Wójcik, który podziękował wszystkim za przybycie. Na koniec odśpiewano Rotę.  Zebrani pełni entuzjazmu wzięli na ręce Witosa i śpiewając pieśń O cześć wam panowie magnaci, wynieśli go przed budynek teatru, gdzie czekały zgromadzone tłumy.

Ci, którzy nie mogli być obecni na akademii, wyrazili swój hołd na łamach "Piasta".

"Piast" nr 5 z 31 stycznia 1932 roku.
O akademii można było przeczytać w wielu gazetach, m.in. w "Piaście" nr 5 z 31 stycznia 1932 roku i "Gazecie Rolniczej" nr 5 z 29 stycznia 1932. Raczej były to pochlebne informacje. Jednak artykuł w w czasopiśmie "Naprzód" nr 25 z 32 stycznia 1932 roku nie miał już takiego wydźwięku. Autor poniższego artykułu oceniał środowisko ludowców. W artykule widać działanie cenzury.

"Naprzód" nr 25 z 32 stycznia 1932.

EG


Bibliografia:
1. "Gazeta Rolnicza" nr 5 z 29 stycznia 1932.
2. "Naprzód" nr 25 z 32 stycznia 1932.
3. "Piast" nr 5 z 31 stycznia 1932 roku, s. 1-2.